„Dzień dobry. Jestem żoną Jacka. Mogę wejść?”
Już od tygodnia Akademia Medyczna w Warszawie huczała przed nadchodzącymi zawodami siatkówki. Drużyna medyków miała grać przeciwko politechnice. Przyjaciółka od rana namawiała Kasię, żeby poszła obejrzeć mecz.
— Nie lubię siatkówki, w ogóle nie interesuję się sportem. Nic w tym nie rozumiem — broniła się Kasia.
— Co tu rozumieć? Będziemy kibicować naszym, żeby wygrali. No proszę, zrób to dla mnie — błagała Ania.
— To nie wygrana naszej drużyny cię podnieca, tylko Marek — westchnęła Kasia i w końcu się zgodziła.
W hali było pełno ludzi, wszystkie ławki po jednej stronie zajęte. Gra przejęła nawet Kasię. Wkrótce krzyczała razem z innymi i wymachiwała chorągiewką. Medycy mieli czerwone, politechnika — niebieskie. Ostatecznie wygrali medycy. Przyjaciółki cieszyły się, jakby to one zdobyły punkty.
— Idziemy do domu? — spytała Kasia, kiedy wyszły z budynku.
Dawno zapadł zmrok, ulice rozświetlały latarnie.
— Zaczekajmy na Marka, pogratulujemy mu. Zaraz się przebierze i wyjdzie — prosiła Ania ochrypłym od krzyków głosem.
Czekać nie trzeba było długo. Marek wyszedł razem z jakimś facetem. Zauważył dziewczyny, podszedł i przedstawił im swojego rywala z boiska — Jacka. Okazało się, że znali się od podstawówki. Szli w czwórkę, omawiając mecz. Potem rozdzielili się: Marek odprowadził Anię, a Jacek — Kasię. Od tego dnia zaczęli się spotykać.
Rok później, gdy Kasia skończyła studia, wzięli ślub. Jacek ukończył naukę wcześniej i już pracował. Rodzice obojga dołożyli się do wkładu własnego, a młodzi kupili dwupokojowe mieszkanie na kredyt, z myślą o dzieciach.
Trzy lata po ślubie Kasia urodziła syna, a sześć lat później córkę.
Między urlopami macierzyńskimi pracowała w przychodni stomatologicznej, lecząc wszystkich krewnych, znanych i ich znajomych. Jacek był inżynierem w dużej firmie. W siatkówkę grał teraz rzadko, głównie latem na plaży. Ale formę zachował, był wciąż wysportowany i przystojny. Za każdym razem, gdy Kasia patrzyła na męża, przypominała sobie ich pierwsze spotkanie. Teraz nawet trudno było uwierzyć, że mogli się nigdy nie poznać — przecież nie chciała iść na te zawody.
Oczywiście, nie było już między nimi tej namiętności, co na początku, ale żyli w zgodzie. Przyjmowali gości podczas świąt, w weekendy jeździli z przyjaciółmi na działkę na grilla, a na urlop — nad morze. Kilka razy byli nawet w Turcji. Raz we dwoje, raz z synem Kubą, gdy Hania była jeszcze w planach. Wśród znajomych uchodzili za idealną parę. Pewnie jedyną, która przetrwała do dziś.
Ania zazdrościła Kasi w dobrym tego słowa znaczeniu. Uważała, że to dzięki niej Kasia i Jacek są razem. Gdyby wtedy nie namówiła Kasi na mecz, nigdy by się nie poznaAle może właśnie w tej prostocie codziennych chwil, w cichym wyborze, by trwać mimo wszystko, kryła się prawdziwa siła ich miłości.



