Zadzwońcie po Ludmiłę, proszę…

Zawołaj Ludmiłę, proszę…

Od rana Krystynę prześladowało przeczucie, że coś się wydarzy. Wszystko, co miało się już dawno stać, dawno się spełniło. I miłość, i rodzina, a teraz była sama. Mąż, z którym przeżyli raz na trzydzieści sześć lat, odszedł dwa lata temu. Syn miał swoją rodzinę, dwoje dzieci – żyli zdrowo i szczęśliwie. Po prostu czuła nadchodzące święto, domyśliła się w końcu. Jutro był ósmy marca.

Przypomniał się jej mąż. Nikt już nie przyniesie jej mimoz czy tulipanów. Ale zaraz – co za głupoty? Przecież Michał, syn, na pewno wpadnie z życzeniami.

Kiedyś mieli działkę. Niewielki domek na sześciu przysłowiowych setkach, który kupili po kryzysach minerskowej epoki. Dopóki pracowała, przyjeżdżała tam tylko na urlop i na krótko w weekendy. Gdy Krystyna przeszła na emeryturę, spędzała tam całe lato, wracając do miasta tylko po to, by się wykąpać i zrobić zakupy.

Tamtego roku lato było wyjątkowo suche i upalne. Codziennie musiała podlewać grządki. Mąż przyjechał, jak zawsze, po pracy w piątek. Od razu zauważyła jego białą twarz.

– Wszystko w porządku, tylko duszno – machnął ręką na jej uwagę.

– Odpocznij, ja sama skończę, niewiele zostało. Usiądź w cieniu na ławeczce – powiedziała Krystyna.

Mąż usiadł, oparł się plecami o nagrzaną słońcem ścianę domu, patrząc, jak polewa warzywa z węża. Kiedy skończyła i podeszła do niego, od razu zrozumiała, że coś jest nie tak. Wyglądał, jakby drzemał. Ale gdy dotknęła jego ramienia, przechylił się na bok. Umiarł we śnie na tej samej ławeczce.

Działkę Krystyna sprzedała jesienią. Nie mogła tam już jeździć. Wciąż widziała go siedzącego pod ścianą. Syn ją zrozumiał.

– Dawno trzeba się było jej pozbyć. Po co się męczyć, skoro wszystko można kupić w sklepie cały rok?

On sam z żoną i dziećmi jeździł na wakacje nad morze. Płkiedyś z działki oddała synowi. Miał dwoje dzieci – jemu były bardziej potrzebne. A jej emerytura wystarczała. Chciała znów podjąć pracę, ale syn odwiódł ją od tego.

– Zarobisz grosze, a nerwy stracisz na trzy złote, powtarzał tata.

– Dziś uczyć w szkole to praca dla ludzi z nerwami ze stali. Jeśli brakuje ci lekcji, pomagaj wnukom. Masz mnie. W razie czego pomogę.

Tak żyła sama. Oczywiście, brakowało męskiej ręki. Ale gdy coś się zepsuło albo kapiął kran, syn wzywał fachowca.

W ostatnich latach z mężem żyli w zgodzie. Ale za młodu były kłótnie, kiedy o mało nie doszło do rozwodu. Mąż flirtował ostrożnie, ale kobiety zawsze wyczuwają takie rzeczy. Pewnego dnia straciła cierpliwość, wygarnęła mu wszystko i wskazała drzwi. Jeszcze jakiś syf do domu przyniesie.

Mąż spakował walizkę, usiadł na kanapie w przedpokoju. Wtedy przyWtedy rozległo się pukanie do drzwi, a gdy Krystyna otworzyła, zobaczyła Andrzeja stojącego z uśmiechem i małą, starą walizką – tym razem nie po to, by szukać Ludmiły, ale by powiedzieć, że postanowił zostać w mieście i zapytać, czy zechce z nim wyjść na kawę.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

cztery + 1 =

Zadzwońcie po Ludmiłę, proszę…