Przeznaczenie

– Dziś rozmawiałam z Jadwigą. Wyobraź sobie, Andrzej znów poszedł w tango – powiedziała Bożena, gdy w telewizji zaczęły się reklamy przerywające serial na drugim kanale.

Spojrzała na męża. Leżał półsiedząc, oparty o podniesioną poduszkę, i z zainteresowaniem oglądał reklamy.

– Wiesiu, słyszysz mnie? Andrzej znów się zagubił – powtórzyła, nie doczekawszy się odpowiedzi.

– Słyszę. A co ciebie to obchodzi? – zapytał.

– Jak to? Jadwiga to moja przyjaciółka. Martwię się o nią. Andrzej ci nic nie mówił? – dopytywała się ostrożnie, wpatrując się w profil męża.

– Nie składa mi raportów. Dawno go nie widziałem. A twoja przyjaciółka, mówiąc szczerze, to histeryczka. Też bym od takiej uciekał. I dość już o tym. Film się zaczyna.

– Tak ci powiedział? To teraz Jadwiga jest winna? Kobieta zawsze u was wszystkiemu winna, byle znaleźć usprawiedliwienie dla waszej kawalerskiej natury. A kto zrobił z niej histeryczkę? Całe życie hula. – Bożena zacisnęła usta, a mąż wpatrywał się w ekran.

– Słuchaj, ja też cię często krytykuję. Ile razy mówiłam, żebyś wycierał buty w przedpokoju? Całe błoto i piasek wnosisz do mieszkania. Wanny nigdy za sobą nie spłukujesz… Więc ja też jestem histeryczką? Może i ty pohulasz? Dla towarzystwa? – Bożena wpiła wzrok w męża.

– No i zaczęło się. Teraz na mnie przyszła kolej. – Wiesław odsunął kołdrę i wstał z łóżka. – Obejrzę odcinek w kuchni.

– Po prostu żal mi przyjaciółki – powiedziała Bożena do pleców męża.

– Mieli taką miłość. Wspinał się do niej po kwiaty na drugie piętro przez okno. Więc czego wam brakuje, chłopa? – krzyknęła w stronę otwartych drzwi.

– Dopóki się staracie, nazywacie nas słoneczkami, zajączkami, królewnami. A jak znajdziecie kochankę, od razu awansujemy do histeryczek – rozważała sama ze sobą, jakby mąż mógł ją słyszeć. – Jadwiga tyle razy mu wybaczała. Pierwszy raz klęczał, przysięgał na wszystko, że nigdy więcej nie spojrzy w inną stronę, łzy lał. Dla dzieci wybaczyła. Ale nie, Andrzej to dobry chłopak. Tylko duszę z niej wypił. Widocznie, póki mu nie odpadnie, będzie hulał… – Bożena zamilkła i nasłuchiwała. Z kuchni nie dochodził żaden dźwięk.

„A może Wiesiek też mnie zdradza? Czemu tak się zerwał? Dotknąłem żywego? Nie, on jest leniwy. Andrzej przynajmniej dba o siebie, chodzi na siłownię. A mój ma już brzuch, łysina się rysuje…”

Ale zasiane w duszy zwątpienie nagle wykiełkowało niepokojem. Bożena już nie patrzyła na ekran, straciwszy zainteresowanie filmem. Wstała, wsunęła stopy w kapcie i poszła do kuchni. Mąż siedział na krześle, założywszy nogę na nogę, i palił papierosa, kierując smugi dymu w uchylone okno. Zaciągnęło przeciągiem i Bożena wzdrygnęła się.

– Czemu nagle zacząłeś palić?

Mąż drgnął, słupek popiołu upadł na stół.

– Tfu, przestraszyłaś mnie. – Wiesław zdmuchnął popiół na podłogę. – Może ja też się martwię. W końcu jesteśmy z Leszkiem przyjaciółmi.

– Więc porozmawiałbyś z nim. Nie wstyd przed dziećmi? Jaki przykład daje synom? – Bożena podeszła do okna, wzięła popielniczkę z parapetu i postawiła na stole przed mężem.

– On ma mnie słuchać, jasne. Nie będę się wtrącał w jego życie. To jego sprawa, wie, co robi. – Mąż zaciągnął się ostatni raz, zgasił papierosa. Potem podszedł do okna i zamknął lufcik.

– Chodźmy spać. – Przeszedł koło żony.

Bożena pokręciła głową, zgasiła światło i też poszła do sypialni. Mąż leżał na boku, odwrócony od jej strony łóżka. W telewizji leciał już program z Tomaszem Lisem. Bożena zgasiła telewizor i światło, też się położyła. Już od kilku miesięcy zasypiali tak, odwróceni do siebie plecami.

Poznali się w szczęśliwych studenckich latach, nie mogli się sobą nacieszyć. Dwa lata później wzięli ślub. W ich życiu było wszystko tak, jak u wszystkich. Kłócili się, godzili i żyli dalej. Córka dorosła, skończyła studia i wyjechała do Warszawy. O szczęściu Bożena nie myślała. A przecież była szczęśliwa. Znajomi się rozwodzili, żenili ponownie. Każdy miał swoją przyczynę i historię. A oni już dwadzieścia siedem lat razem, w małżeństwie dwadzieścia pięć. Ćwierć wieku.

Myśli wróciły do Jadwigi. W uszach wciąż brzmiał jej głos: „Za co on tak ze mną? Przecież wszystko dla niego robiłam. Dzieci urodziłam. Teraz ani młodości, ani męża, na stare lata sama zostałam…”

A po drugiej stronie łóżka Wiesław leżał z otwartymi oczami i wpatrywał się w ciemność, tłumiąc westchnienia i starając się nie poruszać.

Po kilku dniach Wiesław spóźnił się z pracy. Bożena nie denerwowała się. Bywało tak wcześniej. Przyczyn mogło być wiele? Korki w godzinach szczytu, spotkał kogoś ze znajomych, musiał dokończyć pilną robotę. Po samym wyglądzie męża potrafiła określić powód spóźnienia. Jeśli wracał wesoły i podchmielony, znaczy że spotkał się z kumplami, wypili po jednym. Ponury i markotny – problemy w pracy.

W końcu w zamku zgrzytnął klucz. Bożena słyszała, jak mąż się rozbiera. Bez zwykłego sapania i stękania. Potem przeszedł do kuchni.

Gdy weszła, Wiesław siedział przy stole, oparty plecami o ścianę. Ale nie wyglądał na zrelaksowanego, wręcz przeciwnie, przypominał ściśniętą sprężynę. Czuła jego nerwowość i napięcie. Bożenie zabiło serce. Niepokój znowu zasiał się w niej, jak tamtej nocy. Wiesław wpatrywał się przed siebie, jakby podejmował ważną decyzję.

– Coś się stało? – spytała cicho, a niepokój już w niej rósł, wypełniał ją całą, sączył się z oczu. – Podgrzać kolację?

– Nie, jestem najedzony. – Wstał i, nie patrząc na żonę, wyszedł zI przytuliła go mocno, jak dawno już tego nie robiła, czując pod dłonią jego szybko bijące serce, bo w końcu zrozumiała, że najważniejsza jest ta miłość, która przetrwała nawet największą zdradę.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

12 − dziewięć =

Przeznaczenie