Przeznaczenie

– Dziś rozmawiałam z Jadzią. Wyobraż sobie, że Krzysiek znowu się zagulał – powiedziała Ewa, gdy telewizor przerwał serial reklamą na drugim kanale.

Spojrzała na męża. Leżał półsiedząc, oparty o podniesioną poduszkę, i z zainteresowaniem wpatrywał się w reklamy.

– Wojtek, słyszysz mnie? Krzysiek znachodzi się – powtórzyła, nie doczekawszy się reakcji.

– Słyszę. A co tobie do tego? – burknął.

– Jak to? Jadzia to moja przyjaciółka. Martwię się o nią. Krzysiek ci nic nie mówił? – dopytywała ostrożnie, śledząc jego profil.

– Nie składa mi raportów. Dawno go nie widziałem. A twoja przyjaciółka, mówiąc wprost, to histeryczka. Też bym od takiej uciekał. I koniec tematu. Film się zaczyna.

– Ach tak? To on ci to powiedział? Więc to Jadzia winna? Kobieta zawsze u was wszystkiemu winna, byle znaleźć usprawiedliwienie dla swojej kawalerskiej natury. A kto zrobił z nią histeryczkę? Całe życie się włóczy! – Ewa zacisnęła usta, a mąż wpatrywał się w ekran.

– Słuchaj, ja też cię często krytykuję. Ile razy mówiłam, żebyś wycierał buty przed drzwiami? Całe błoto i piasek do mieszkania wnosisz. Wanny po sobie nigdy nie spłukujesz… Więc ja też jestem histeryczką? Może i ty się gulasz? Dla towarzystwa? – wbiła w niego wzrok.

– No i zaczęło się. Teraz na mnie przyszła kolej. – Wojtek odsunął kołdrę i wstał z łóżka. – Obejrzę resztę w kuchni.

– Po prostu żal mi przyjaciółki – rzuciła Ewa w plecy męża.

– A jaka miłość ich łączyła! Wspinał się do niej po rynnie na drugie piętro z kwiatami. No i czego wam, facetów brakuje? – krzyknęła w stronę otwartych drzwi.

– Dopóki się staracie, nazywacie nas słoneczkami, zajączkami, kochaniami. A jak znajdziecie sobie inną, to od razu jesteśmy histeryczkami – monologowała sama do siebie, jakby mąż mógł ją usłyszeć. – Tyle razy mu wybaczała. Za pierwszym razem klęczał, przysięgał na wszystko, że nigdy więcej nie spojrzy w stronę innej, łzy lał. Dla dzieci wybaczyła. Nie, Krzysiek to dobry człowiek. Ale duszę z niej wypił. Pewnie dopóki mu nie odpadnie, tak będzie się włóczył… – Ewa zamilkła i nasłuchiwała. Z kuchni nie dochodził żaden dźwięk.

«A może Wojtek też mnie zdradza? Dlaczego się poderwał? Dotknęłam żywego? Nie, on jest leniwy. Krzysiek choć o siebie dba, na siłownię chodzi. A mój ma już brzuch, łysina się zarysowuje…»

Lecz zasiane wątpliwości kiełkowały niepokojem. Ewa nie patrzyła już na ekran, straciwszy zainteresowanie filmem. Wstała, wsunęła stopy w kapcie i poszła do kuchni. Mąż siedział na krześle, założywszy nogę na nogę, i palił, kierując dym w uchylone okno. Powiał przeciąg, a Ewa wzdrygnęła się.

– Dlaczego nagle zapaliłeś?

Mąż drgnął, popiół opadł na stół.

– Ech, przestraszyłaś. – Wojtek zdmuchnął popiół na podłogę. – Może też się martwię. W końcu jesteśmy z Krzyśkiem kumplami.

– To byś z nim porozmawiał. Nie wstyd mu przed dziećmi? Jaki przykład daje synom? – Ewa podeszła do okna, wzięła popielniczkę z parapetu i postawiła przed mężem.

– A posłuchałby mnie, jakże. Nie będę się wtrącał. To jego życie, wie, co robi. – Mężczyzna zaciągnął się ostatni raz, zgasił papierosa. Potem podszedł do okna i zamknął lufcik.

– Chodźmy spać. – Przeszedł obok żony.

Ewa pokręciła głową, zgasiła światło i też poszła do sypialni. Mąż leżał na boku, odwrócony do niej plecami. W telewizji leciał już program z Tomaszem Lisem. Ewa wyłączyła telewizor i światło, położyła się. Od kilku miesięcy zasypiali tak, odwróceni od siebie.

Poznali się w szczęśliwych studenckich latach, nie mogli się sobą nacieszyć. Dwa lata później wzięli ślub. Życie toczyło się zwyczajnie. Kłócili się, godzili i szli dalej. Córka dorosła, skończyła studia i wyjechała do Warszawy. Ewa nie myślała o szczęściu. A przecież była szczęśliwa. Przyjaciele się rozwodzili, żenili ponownie. Każdy miał swoją historię. A oni byli już razem dwadzieścia siedem lat, dwadzieścia pięć w małżeństwie. Ćwierć wieku.

Myśli wróciły do Jadzi. W uszach wciąż brzmiał jej głos: „Za co on tak ze mną? Wszystko dla niego zrobiłam. Dzieci urodziłam. A teraz ani młodości, ani męża, na stare lata sama zostałam…”

Po drugiej stronie łóżka Wojtek leżał z otwartymi oczami, wpatrując się w ciemność, tłumiąc westchnienia i starając się nie poruszać.

Dwa dni później Wojtek zatrzymał się w pracy. Ewa się nie niepokoiła. Bywało tak wcześniej. Może korki w godzinach szczytu, może spotkał kogoś ze znajomych, może pilna robota. Po wyglądzie męża potrafiła zgadnąć powód spóźnienia. Jeśli wracał wesoły i podpity – znaczy, wpadł do kumpli. Jeśli ponury – to problemy w pracy.

W końcu klucz dwa razy obrócił się w zamku. Ewa słyszała, jak mąż się rozbiera. Bez zwykłego postękiwania. Potem poszedł do kuchni.

Gdy weszła, Wojtek siedział przy stole, oparty plecami o ścianę. Ale nie wyglądał na rozluźnionego – przeciwnie, przypominał ściśniętą sprężynę. Czuła jego nerwowość. W Ewie coś się ścisnęło. Niepokój się w niej zakotłował, jak tamtej nocy. Wojtek wpatrywał się przed siebie, jakby ważył ważną decyzję.

– Coś się stało? – spytała cicho, a lęk rozrastał się w niej, wypełniając ją całą, sącząc się z oczu. – Podgrzać kolację?

– Nie, jestem najedzony. – Wstał i, nie patrząc na żonę, wyszedł z kuchni.

Ewa wychwyciła ledwo wyczuwalny zapach perfum. Obcy, ale znajomy. Już go kiedyś czuła.

Czekała na męża w pokoju przed telewizorem, ale nie wyszedłEwa podeszła do męża, wzięła go za rękę i szepnęła: „Wróćmy do domu, Wojtek, jeszcze nie jest za późno.”

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

dziewięć − 1 =

Przeznaczenie