Znów siedziałem sam przy kolacji. Zegar wskazywał już dziewiątą, a od Adama ani słowa. „Znów praca” – pomyślałem, choć sam w to nie wierzyłem…
Ostatni miesiąc był pasmem takich „spóźnień”. Najpierw raz na dwa tygodnie. Potem co tydzień. A teraz wyglądało na to, że w ogóle przestał wracać o normalnej porze.
Pamiętałem, jak to się zaczęło. Najpierw tłumaczył się ważnym projektem w biurze. Wierzyłem mu i czekałem do późna.
Potem wymówki stawały się coraz głupsze. W poniedziałek zadzwonił, że utknął na parkingu, bo koparka odśnieżała i nie mógł wyjechać. Milczałem, ale wiedziałem, że w jego pracy jest podziemny parking, do którego żadna koparka by nie dotarła.
W środę „wałkował” ważne zebranie, choć w ich firmie spotkania rzadko się odbywały. A jeśli już, to przez internet i rano.
Wczoraj stwierdził, że został w biurze, bo… rozbolał go brzuch i spędził godzinę w toalecie.
Nie jestem głupi. Wiedziałem, że Adam coś ukrywa. Ale jak to sprawdzić bez awantury?
– Jak się czujesz? – spytałem spokojnie, gdy wszedł do mieszkania.
Adam ciężko westchnął i osunął się na łóżko.
– Kiepsko – mruknął, trzymając się za brzuch. – Pewnie coś nieświeżego z tej knajpy…
– Okropne – odparłem, obserwując jego reakcję. – Przyniosę ci lekarstwo.
– Nie! – poderwał się, ale natychmiast opadł. – Koledzy dali mi coś na miejscu. Działa.
– No dobrze – wzruszyłem ramionami. – Tylko uważaj, co bierzesz.
Gdy poszedł pod prysznic, sięgnąłem po jego telefon. Przejrzałem wiadomości – nic. Więc sprawdziłem aplikację bankową.
„Przelew 20.000 zł na konto Alicji Z.”
Serce mi zamarło. Słysząc, że Adam kończy mycie, szybko zamknąłem wszystko i odłożyłem telefon.
– Nie panikować – szeptałem sobie. – Kim jest Alicja Z.?
Próbowałem sobie przypomnieć. Koleżanka z pracy? Księgowa?
Noc była długa. Przewracałem się w łóżku, podczas gdy Adam spał spokojnie. Rano przypomniałem sobie – Alicja. Jego dawna miłość, o której mówił tylko raz, wzruszając ramionami: „Młodzieńcza głupota”.
Wstałem, gdy jeszcze było ciemno. Teraz wszystko miało sens: dziwne spóźnienia, głupie wymówki, „bóle brzucha”. I teraz ta suma…
Ostrożnie otworzyłem laptopa. W sieci znalazłem stare zdjęcia. Adam i ona. To była Alicja.
Zamknąłem komputer. Zostały mi dwie drogi: udawać, że nic się nie dzieje, albo działać. Wybór był oczywisty.
Wieczorem czekałem w salonie, nerwowo bawiąc się telefonem. Gdy Adam wszedł, od razu wyglądał inaczej.
– Musimy porozmawiać – powiedział, zanim zdążyłem cokolwiek powiedzieć. – To, co usłyszysz, nie będzie łatwe.
Zamarłem.
– Pamiętasz Alicję? Była moją pierwszą miłością. Liceum, potem studia… – Głos mu drżał.
Czułem, jakbym stał nad przepaścią.
– Zaszła w ciążę tuż po studiach. Byłem młody, głupi i tchórzliwy. Dałem jej pieniądze i zniknąłem. Poszła do szpitala. Ale coś poszło nie tak. Komplikacje. Operacje. Teraz… ma przerzuty. Lekarze dają jej trzy miesiące.
Słuchałem, a w głowie kłębiły się myśli: gniew, zazdrość, ale też współczucie.
– Winię siebie – powiedział Adam. – Nie mam prawa prosić cię o zrozumienie, ale musiałeś wiedzieć.
Milczeliśmy. W końcu spytałem:
– Chcesz być przy niej?
– Tak.
Czułem, jak mój świat się rozpada. Ale patrząc na jego twarz pełną bólu, zrozumiałem jedno: nie uciekł. Przyznał się.
Napisałem SMS-a: „Rozumiem. Kocham cię. Pomóżmy jej.”
Odpowiedź przyszła szybko: „Dziękuję.”
Odetchnąłem. To była dobra decyzja.
*Dzisiaj nauczyłem się, że czasem miłość nie jest czarno-biała. Że prawda boli, ale tylko ona daje szansę na prawdziwe wybaczenie.*



