Do samej granicy

Do końca

Weronika po raz kolejny jadła kolację sama. Zegar wskazywał już dziewiątą, a od Marcina ani telefonu, ani wiadomości. „Znowu zostali go w pracy” – pomyślała, choć sama w to nie wierzyła…

…W ciągu ostatniego miesiąca tych „nadgodzin” było za dużo. Najpierw zdarzało się to rzadko – raz na dwa tygodnie. Potem raz w tygodniu. Teraz zaś wydawało się, że mąż w ogóle przestał wracać do domu o czasie.

Weronika dobrze pamiętała, jak to się zaczęło. Najpierw Marcin mówił, że w pracy jest nawał – ważny projekt, deadline. Wierzyła mu i czekała do późna.

Potem wymówki stawały się coraz bardziej absurdalne. W poniedziałek zadzwonił i powiedział, że utknął na parkingu, bo koparka odśnieżała i nie dała mu wyjechać. Weronika milczała i postanowiła obserwować zachowanie męża. Doskonale wiedziała, że w jego pracy jest podziemny parking, do którego ta koparka nie dotarłaby nawet w tydzień.

W środę „spóźnił się” przez ważne spotkanie, choć w jego firmie zebrań prawie nie organizowano. A jeśli już, to przez wideorozmowę i zawsze rano.

A wczoraj oznajmił, że utknął w biurze, bo… rozbolał go brzuch i przez niestrawność spędził w toalecie ponad godzinę.

Weronika nie była naiwna. Rozumiała, że mąż coś ukrywa. Iście histerycznymi scenami prawdy by nie wydobyła. Ale co takiego mógł ukrywać?

— Jak się czujesz? — spytała Weronika, starając się, by głos brzmiał spokojnie i troskliwie.

Marcin, który właśnie wszedł do mieszkania, znużony opadł na łóżko i ciężko westchnął.

— Jakoś tak średnio — odparł, masując brzuch. — Business lunch zamówiliśmy z knajpy, pewnie się zatrułem…
— Okropne. Wierzę, że ci źle — odezwała się Weronika sztucznie, obserwując reakcję męża. — Przyniosę ci lekarstwo. Dobrze działa.
— Nie! — poderwał się Marcin, lecz natychmiast opadł, uświadamiając sobie, że prawie krzyknął.
— Co się stało? — zdziwiła się Weronika.
— Chłopaki z pracy dali mi jakiś specyfik. Nie pamiętam nazwy, ale pomógł.
— Tak? No dobrze — wzruszyła ramionami Weronika. — Tylko nazwę lepiej zapamiętaj, bo nigdy nie wiadomo, co ci dali…
— Masz rację — uśmiechnął się nieszczerze Marcin. — Wezmę prysznic i spać, bo czuję się nie najlepiej.
— Jasne — kobieta pogładziła męża po policzku i wyszła z sypialni.

Gdy tylko Marcin zamknął się w łazience, Weronika natychmiast pobiegła do kuchni. Stała przy stole, nerwowo ściskając w ręce telefon Marcina. Jej wzrok błądził po ekranie. Wiadomości, połączenia, komunikatory — pusto. Nic, co wzbudziłoby podejrzenia. Ale wtedy Weronika postanowiła sprawdzić aplikację bankową.

„Przelew 20.000 złotych na nazwisko Kingi Z.” — przeczytała w myślach Weronika, i wszystko w niej zamarło. Usłyszała, jak Marcin zakręca wodę w łazience. Szybko zamknęła wszystkie karty i wyniosła telefon do sypialni.

— Nie panikuj, nie panikuj, nie panikuj — szeptała te słowa jak mantrę, by się choć trochę uspokoić. — Kim, u licha, jest ta Kinga Z.?

Weronika próbowała przywołać ulotne wspomnienie. Kinga Z. — koleżanka z pracy, znajoma, księgowa?

Nocą sen nie nadchodził. Weronika przewracała się w wielkim łóżku, które nagle wydawało się puste i zimne. Marcin spokojnie spał obok, nieświadomy, że żona miota się w domysłach. W pewnym momencie Weronika zapadła w płytki sen, lecz nawet tam ścigały ją oderwane zdania, mgliste obrazy, niepokojące wizje.

Przebudzenie było gwałtowne, jak po ciosie.

„Kinga!” — imię zapaliło się w pamięci ostrym bólem. Była dziewczyna Marcina, o której wspominał tylko kilka razy. Ta, o której zawsze mówił niechętnie, machając ręką: „to tylko młodzieńcza miłość”.

Weronika usiadła na łóżku, czując, jak zimny pot spływa jej po plecach. Teraz wszystko zaczynało się układać: te dziwne spóźnienia, głupie wymówki, nagłe „niestrawności”. A teraz jeszcze ta duża suma pieniędzy…

Obejmowała głowę rękami, próbując opanować drżenie.

„Młodzieńcza miłość” — odbijało się echem w głowie.

Weronika nie zdołała już zasnąć. Leżała prawie do świtu, wpatrując się w spokojną twarz męża, usiłując połączyć wszystkie elementy układanki.

Wczorajsze podejrzenie, że Kinga to była Marcina, teraz wydawało się oczywiste. Ale co mogło ich łączyć teraz, po tylu latach? I dlaczego przelał jej taką sumę?

Ostrożnie wstała z łóżka, by nie obudzić męża. W kuchni zaparzyła kawę i wyjęła notatnik. Musiała obmyślić plan.

„Co robić?” — to pytanie pulsowało w skroniach.

Porozmawiać z Marcinem wprost? Ale on wyraźnie coś ukrywał, a zwykła rozmowa mogła nie wystarczyć.

Wynająć detektywa? To wydawało się radykalne. Weronika nie miała pojęcia, gdzie w ogóle szukać takich ludzi i ile to kosztuje.

Spróbować odnaleźć tę Kingę sama?

Weronika rozumiała, że nie może zwlekać. Każdy dzień mógł pogorszyć sytuację. Ale jak działać, nie zdradzając swoich podejrzeń?

Postanowiła zacząć od małych kroków — sprawdzić profile Marcina w mediach społecznościowych. Może znajdzie jakieś wskazówki? Stare zdjęcia, wzmianki o przeszłości, wspólnych znajomych…

Otworzyła laptopa i zaczęła przeglądać jego profil. Większość zdjęć była świeżych — rodzinne fotografie, spotkania służbowe, wyjazdy. Ale w najstarszych zapisach znalazła kilka zdjęć. Na jednym z nich był młody Marcin z dziewczyną. Weronika wpatrywała się w twarz nieznajomej.

To była ona. Kinga. Ta, o której kiedyś wspominał mąż.

Weronika zamknęła laptopa i głęboko westchnęła. Wiedziała, że teraz ma tylko dwie drogi: albo przymknąć na to oko i żyć dalej, ryzykując jeszcze gorszą sytuację, albo działać i dotrzeć do prawdy, jakkolwiek gorzka by nie była.

Wybór był oczywisty. Musiała poznać prawdę. I pozna ją, cokolwiek by to kosztowało.

Wieczorem Weronika siedziała w salonie, nerwowo bawiąc się telefonem. Miała już wDrzwi otworzyły się z trzaskiem, a Marcin stanął w progu z płonącymi oczami i szeptem na ustach: „Kinga odeszła, ale teraz wiem, że to ty byłaś moim przeznaczeniem od samego początku”.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

osiemnaście − osiemnaście =

Do samej granicy