Niespodziewany ślub

Weronika biegła przez galerię handlową, obładowana torbami, przeciskając się między ludźmi na ruchomych schodach. Klęła w duchu na swojego niezaradnego chłopaka, Jacka, który nie miał nawet samochodu, żeby to wszystko przewieźć. Musiała zamówić taksówkę przez aplikację, a tu, na złość, samochód przyjechał błyskawicznie. Złapała więc zakupy i w szpilkach pognała przez całe centrum na parking.

Weronika była wściekła. Nie dość, że nikt jej nie odebrał, to jeszcze te cholernie drogie skórzane buty obtarły jej nogę.

— Dziewczyno, uważaj! — oburzyła się kobieta na schodach, którą Weronika uderzyła torbą w głowę.
— Niech się pani nie rozgląda, tylko patrzy pod nogi! — rzuciła przez ramię spóźniona klientka, nawet się nie odwracając.
— Chamka! — warknęła obrażona kobieta, ale Weronikę jej zdanie kompletnie nie obchodziło.

Dopiero gdy wyleciała z galerii, spojrzała na numer przydzielonego samochodu. Ale było już za późno — kierowca anulował kurs, a cena skoczyła niemal dwukrotnie. Wściekła, odwołała zamówienie, wrzuciła telefon do kieszeni i rozejrzała się. W pobliżu stała wolna ławka. Cisnęła na nią wszystkie torby i sama zwaliła się obok, zdejmując jeden z nieszczęsnych butów.

— Boże! Wszystko dziś przeciwko mnie! — zaklęła, uderzając pięścią w torbę z zakupami. Ta spadła z ławki, gubiąc paragon.

Weronika oparła się o oparcie i zamknęła oczy. Ostatnio miała wrażenie, że życie specjalnie jej utrudnia wszystko…

***

Weronika zawsze chciała więcej i nie zadowalała się byle czym. Jeśli telefon, to najnowszy model. Jeśli manicure, to tylko u najlepszej stylistki. Jeśli buty, to markowe. Tak samo było z mężczyznami — tylko ci najlepsi się liczyli. Ale jakoś pechowo trafiali się wciąż „nieatrakcyjni”: starzy, grubi, łyści, głupi, biedni, leniwi. Przerzucała ich długo, ale idealnego nigdy nie znalazła.

— Doprowadzisz do tego, że zostaniesz sama — mówiła czasem matka. — Mężczyzna liczy się nie przez twarz i portfel, lecz przez czyny.
— I co, mam się w nocy zachwycać jego „czynami”? A do pięknych czynów, proszę cię, potrzebne są pieniądze! — ripostowała dwudziestopięcioletnia Weronika.

Matka nie umiała znaleźć odpowiedzi. Tylko westchnęła. Córka była zbyt cięta na język — jakby ukończyła kursy retoryki, choć pracowała tylko jako recepcjonistka w restauracji. Właśnie tam trzy lata temu zaczęło się to wszystko. Patrzyła na damy w futrach, które przyprowadzali bogaci adoratorzy, i myślała: „A czemu ja jestem gorsza? Ja też zasługuję na takie życie.”

Ale życie miało wobec niej inne plany. Bogaci kawalerowie jakoś nie zwracali na nią uwagi. Coś w niej zdradzało prowincjuszkę ze średnim wykształceniem, zwykłą dziewczynę z przeciętnej rodziny. A ona marzyła o mężu z pozycją, drogim samochodzie i garniturach szytych na miarę.

Lata mijały, chłopaki się zmieniali, ale ideał się nie pojawiał. W końcu, pod naciskiem matki, Weronika uległa Jackowi — bankowemu pracownikowi, cztery lata starszemu, z przeciętną pensją. Wyglądał zwyczajnie: jasne włosy, szare oczy, wzrost 175 cm, figura ani sportowa, ani wiotka. Ale miał duże, dwupokojowe mieszkanie na kredyt. Samochodu nie posiadał — uważał, że w mieście z transportem publicznym to zbędny luksus.

Był dobry, ale uparty. Długo ją adorował: kwiaty w pracy, randki. Po trzech miesiącach, pod wpływem matki, Weronika się ugięła.

— Dobry chłop, dba o ciebie, kocha — przekonywała matka. — Lepiej wróbel w garści niż gołąb na dachu.

Weronika, niechętnie, zgodziła się na ten związek. Choć w gruncie rzeczy żyło się jej z Jackiem całkiem dobrze. Był troskliwy, opłacał jej zachcianki, zabierał na wakacje (choć nie do pięciogwiazdkowych hoteli). Gotował kolacje, przynosił kawę do łóżka, pozwalał na zakupy z koleżankami. I miał zamiar się oświadczyć.

Minął prawie rok. Weronika się przyzwyczaiła, ale nie przestała marzyć. A przyjaciółkom nie wstydziła się narzekać, że Jacek nie spełnia jej oczekiwań. Choć… grzech było narzekać…

***

— Dlaczego niby wszyscy przeciwko tobie? Ja na przykład jestem całkiem po twojej stronie — usłyszała nagle tuż nad uchem.

Weronika podskoczyła i odwróciła się. Za ławką stał Krzysztof. Dawno w szkole starał się o jej względy, ale go wtedy ostentacyjnie odrzuciła.

Nie poznała go od razu. Zamiast nieśmiałego, pryszczatego chłopaka stał przed nią przystojny brunet z modną fryzurą, zarostem, szerokimi ramionami i skórzaną kurtką.

— Cześć, wow — uśmiechnęła się zaskoczona. — Ty… zmieniłeś się. Dawno się nie widzieliśmy.
— Całkiem dawno — skinął głową. — Ciebie od razu poznałem. Co się stało? Siedzisz sama, z kupą zakupów, bez buta i miną jak na pogrzebie.

Niepewnie wzruszyła ramionami i opowiedziała mu o swoich przygodach. O Jacku oczywiście nie wspomniała.

— Słuchaj, może cię podwiozę? — zaproponował. — Samochód stoi niedaleko.

Weronika spojrzała w kierunku jego wzroku i zobaczyła lśniącego, czarnego SUV-a. Natychmiast skinęła głową i z emfazą potarła obolałą stopę. Minutę później Krzysztof pomógł jej w samochodzie, podtrzymując pod rękę, a torby ułożył na tylnym siedzeniu. W drodze zaczęli rozmawiać.

— Zdradzisz sekret tej przemiany? — zapytała prawie purrząc.
— Szczęście i odpowiedni ludzie — uśmiechnął się, skręcając na światłach. — Ale jak chcesz, mogę opowiedzieć szczegółowiej przy kawie. Tu niedaleko jest dobre miejsce.

Weronika szybko złożyła dwa do dwóch. Całą drogę obserwowała Krzysztofa dyskretnie. Z tamtego nieśmiałego chłopaka nie zostało śladku — przed nią siedział pewny siebie, przystojny i wyraźnie zamożny mężczyzna, który okazywał jej zainteresowanie.

— Jasne, chętnie — odparła szybko. — I tak nie zrobiłam obiadu.

Pół godziny później siedzieli już w kawiarni.Weronika spojrzała w lustro następnego dnia, widząc w odbiciu nie triumfującą zdobywczynię, lecz samotną kobietę, która właśnie zrozumiała, że prawdziwe bogactwo nie kryje się w kurtkach ze skóry ani w błyszczących samochodach, lecz w ludziach, którzy kochają bezwarunkowo – a takich już w jej życiu nie było.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

siedemnaście − 10 =

Niespodziewany ślub