— Nie chcę do taty… Ciocia Kasia powiedziała, że tata mnie już nie kocha — Kacper przytulił kolana i wtulił w nie twarz, siedząc na łóżku.
Aneta zamarła. Wszystko wydawało się takie zwyczajne. Pognieciona piżama z samochodami, plecak z zabawkami w kącie, kurtka na krześle. Tak domowo, tak swojsko. Tylko że syn nie biegał jak szalony po całym mieszkaniu, tylko skulił się w kącie, zgarbiony.
Dziś miał jechać do ojca, ale nagle prosił, żeby zostać w domu. Jeśli się nad tym zastanowić, od jakiegoś czasu wyjazdy te nie cieszyły go jak dawniej. Aneta próbowała go przekonać, ale chłopiec nagle wyznał, że Kasia, nowa partnerka Jacka, go krzywdzi.
— Kacper… — kobieta delikatnie opadła obok niego. — Powiesz mi, co się stało?
Milczał. W końcu podniósł głowę i spojrzał na nią spod czoła. Nie wyglądał jak pięciolatek. W jego wzroku czaiło się zmęczenie i smutek, jakby był dorosłym, którego nikt nie słucha.
— Po prostu się bawiłem… A ona się wściekła, bo zabawka była głośna. Ten robot. Pamiętasz? Zabroniła mi się nim bawić i powiedziała, że niedługo będą mieli swoje dziecko, a tata o mnie zapomni. I że jestem… niepotrzebny. A jak komuś powiem — głośno westchnął — to i tak nikt nie uwierzy, bo ciocia Kasia powie, że kłamię. A ona jest dorosła. Jej uwierzą.
Mówił wolno, urywanie, prawie łkając. W Anecie zagotowała się mieszanka złości, strachu i winy, że na to pozwoliła. W gardle stanął gorzki guz. Kacper odwrócił się i zaczął drapać paznokciem prześcieradło. Aneta sięgnęła po jego dłoń.
— Wierzę ci. Wiesz dlaczego? Bo nigdy nie kłamiesz. No, chyba że jak znajdziesz schowek z cukierkami.
Chłopiec prychnął, ale się nie uśmiechnął.
— Tata wybrał ją zamiast mnie…
— Tata po prostu jeszcze nie zna całej prawdy — powiedziała Aneta, starając się brzmieć pewnie. — Ale zrozumie. Na pewno.
Kiedy ułożyła syna spać, postanowiła napić się herbaty. W ciszy nagle przypomniała sobie, jak poznała Kasię. Jeśli można to nazwać poznaniem.
Rok temu dostała wiadomość z anonimowego konta: „Dzień dobry! Nie będę się przedstawiać, ale wiedz pani, że życzę dobrze. Jeśli ciekawa pani, gdzie mąż spędza wieczory, proszę przyjść w poniedziałek o dziewiętnastej do restauracji na Długiej, osiem. Stolik przy oknie”.
Wtedy jeszcze zastanawiała się, kto kryje się za maską życzliwej duszy. Teraz wiedziała: to była Kasia. Życzliwa — na pokaz.
Tamtego wieczoru zobaczyła wszystko. Jacek siedzący naprzeciw Kasi. Ich dłonie na stole. Splecione palce. Pocałunek w policzek. Potem mamrotał coś o spotkaniu służbowym, o koleżance, w końcu — że „to nic poważnego”. Ale Aneta nie zamierzała wybaczyć zdrady.
Rozstali się. Ale Kacper — został. Tak jak Kasia, która niedługo została żoną Jacka.
Jej wizerunek był idealny: uprzejma, słodka aż do mdłości, umiejąca dogadać się z dziećmi. Wszystko w jednym. Nawet dawała Kacprowi prezenty na święta. Puzzle, zestawy z dinozaurami, raz — wielkiego pluszowego żółwia.
Ale te podarunki nie były dla dziecka, tylko dla Jacka. Kasia nie walczyła o miłość chłopca, lecz o uwagę mężczyzny. Jej czułość była narzędziem, uśmiech — przynętą. A teraz, gdy skończyła się cierpliwość, a na horyzoncie pojawiła się perspektywa własnego dziecka, Kasia zmieniła ton.
Popełniła jeden błąd: Aneta mogła oddać mężczyznę. Ale nie uczucia syna.
Na lodówce wisiała lista spraw na jutro, ale Anetę to nie obchodziło. Miała jeszcze jedną rzecz do zrobienia dziś. Bardzo ważną. Porozmawiać z Jackiem.
Długo patrzyła na ekran, zanim nacisnęła „połączenie”. Dzwonienie wydawało się dłuższe niż zwykle. Gdy były mąż odebrał, w głosie miał lekką irytację. Było późno.
— Coś pilnego?
— Pilne. Musimy porozmawiać. O Kacprze.
Od razu się spiął. Czuła to nawet przez telefon.
— Co z nim? Zachorował?
— Nie. Nie chce już do was przyjeżdżać. Powiedział, że Kasia mówi mu okropne rzeczy. Że go już nie kochasz. Że będziesz miał inne dziecko i o nim zapomnisz.
Na drugim końcu zapadła cisza. Potem Jacek zaczął mówić ostro, z jakąś urazą, jakby to jego oskarżano o ten ohydny czyn.
— Aneta, przestań! Naprawdę myślisz, że uwierzę w te bzdury? Znowu zaczynasz. Znowu próbujesz wleźć w moje życie i w relację z Kasią przez dziecko!
— Nie zaczynam. Jestem jego matką. I go słucham. A ty, widzę, nie — odparła twardo Aneta. — Bał się ci powiedzieć. I, jak widać, słusznie.
— Po prostu wykorzystujesz dziecko! — wybuchnął. — Chcesz, żeby przestał się z nami widywać. Żebym czuł winę i biegał za tobą. To parszywe, Aneta. Po prostu parszywe.
Nie odpowiedziała od razu, bo bała się, że rozmowa przerodzi się w kłótnię. A powstrzymać gniew było trudno. W skroniach pulsowało.
Oto JacekI tak, w milczeniu, krocząc obok siebie w stronę przedszkola, oboje zrozumieli, że choć ich drogi się rozeszły, Kacper zawsze będzie tym, co ich łączy.



