Jednokierunkowa podróż

— Może jeszcze mu gacie będziesz prała? Skarpety, co? Dorosły facet, kurde! Niech sam sobie radzi — powiedział Wojtek, gdy Kasia zakładała kurtkę.

Mówił niby bez oskarżeń, ale ton miał tak zimny, że żena na chwilę zastygła w bezruchu. Spodniła głowę, schowała dłonie w kieszenie i bez słowa zapięła suwak.

— Może po prostu się zamkniesz? — wyszeptała cicho.

Słychać było kroki. Wojtek westchnął i wyszedł do salonu. Znów wieczór. Znów sam. A ona gna do swojego ojca…

Przed blokiem leżał śnieg. Nie ten biały i puszysty, co cieszy oko w święta. Ten już poddawał się marcowemu słońcu. Nie topił się, tylko zamieniał w błoto pod butami.

Kasia wsiadła do auta i na chwilę oparła czoło o kierownicę. Chciało jej się płakać. Chciała, żeby ktoś zrozumiał i przytulił. Ale nikogo nie było. Spojrzała na siatkę z zakupami.

Pieczone jabłka… Kiedyś uwielbiał je jej ojciec. Sam je robił, a teraz pewnie nawet nie pamięta, jak włączyć piekarnik.

Wojtek nie zawsze był taki zrzędliwy. Gdy się pobrali, był pełen energii, troskliwy, uważny. Kasia rozczulała się, gdy krzątał się koło niej i dzieci.

Ale po narodzinach drugiego dziecka i rosnących wydatkach w nim coś się zmieniło. Dzielił świat na „swoich” i „obcych”. Dla swojej „watahy” zrobiłby wszystko, ale każdą pomoc „obcym” traktował jak zdradę. Uważał to za słabość.

Na początku Kasia znajdowała to nawet urocze. Potem przekonywała siebie, że to jego sposób okazywania miłości. A teraz, gdy „obcym” stał się jej ojciec… Nie wiedziała, co robić.

— Wyprowadziłam się. Wynajęłam kawalerkę przy metrze. Złożyłam pozew o rozwód — powiedziała pewnego dnia Kasi matka.

Mówiła o tym tak lekko, jakby chodziło o wybór zasłon do łazienki. Dla Kasi to był szok, choć od dawna się tego spodziewała.

— No niby facet jak facet. Ale między nami nic nie gra — skarżyła się matka koleżance.
— E, przesadzasz. Nie pije, nie bije — to już coś — machnęła ręką przyjaciółka.
— Czy to jedyne, czego potrzeba do szczęścia? Nie, Grażyna. Potrzebna jest bliskość. A u nas jaka bliskość? On wieczorami przy komputerze, a ja obok dziergam, żeby choć być w pobliżu. Siedzimy i milczymy.

Po rozwodzie matka jakby odżyła. Zaczęła chodzić na tancerki, opanowała komputer, którego wcześniej nie cierpiała, zakładała posty w mediach. Poznała koleżankę Bronkę, z którą jeździła na wycieczki.

Czasem Kasia łapała się na myśli, że zazdrości matce. Choć nie było powodu. Po prostu ta zaczęła nowe życie, w którym nie było już miejsca ani dla Kasi, ani dla ojca.

A ojciec… Jego życie się skończyło. Po podziale majątku wprowadził się do ciasnej kawalerki na przedmieściach. Mieszkanie było ponure, jakby samo wnętrze podszywało się pod nastrój Zbigniewa.

Kasia starała się odwiedzać go co tydzień. Sprzątała, prała, gotowała. Czasem po prostu siedziała obok. Na początku niechętnie przyjmował jej troskę. Potem zaczął pić. Nie na umór, ale na tyle, by oczy stawały się mętne, a słowa — powolne i bez ładu.

— Wyrzuciła mnie jak stare rękawiczki — mamrotał. — A ty chcesz, żebym się uśmiechał.
— Tato, przestań. Nikt cię nie wyrzucał. Po prostu… zmęczyliście się sobą.
— Zmęczyła się, tak? Na zdjęciach aż się roi. A ja… Nic mi już nie trzeba.

Kasi serce się krajało. Nie wiedziała, jak pomóc ojcu, ale i zostawić go nie mogła.

— Rozumiesz — powiedział pewnego wieczoru Wojtek, gdy wróciła zmęczona i przygnębiona. — Masz syndrom wybawcy. Zawsze musisz kogoś ciągnąć. Najpierw babcia, potem koleżanka. Dzieci podrosły, więc teraz tańczysz wokół tatusia.
— Nie ma nikogo. Tylko ja.
— Ma czterdzieści osiem! Czy on jedyny przeszedł przez rozwód? Zdrowy, wolny człowiek. Niech żyje, jak chce!
— Ma pięćdziesiąt cztery. Nie przywykł do samotności. Tonie w niej.
— A ty mu będ— A ty będziesz go ratować, aż samKasia pochyliła głowę, ale w jej oczach błysnęło postanowienie – będzie go ratować, bo w głębi serca wiedziała, że prawdziwa miłość nie dzieli ludzi na swoich i obcych.

Tina zaskomlała cicho, a Zbigniew pogładził ją po głowie, jakby ta prosta czynność przypominała mu, że nawet w najciemniejszą noc można znaleźć iskrę nadziei.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

piętnaście − 12 =

Jednokierunkowa podróż