**Spotkanie**
— Dziewczyno! Dziewczyno, stój! No zatrzymaj się wreszcie! — Ola odwróciła się i zobaczyła, że goni ją jakiś chłopak w czapce. Czapka wydała jej się dziwnie znajoma, ale gdzie mogła ją wcześniej widzieć? — Uff! Nareszcie! Trenujesz sprinty, czy co?! Ledwo cię dogoniłem! Jestem Ignacy. Możesz mówić mi Igo. Pełne imię to Ignacy Leonowicz Słodki. Solidnie, godnie, inteligencko. Ja… Ufff, chwileczkę… — Chłopak pochylił się, oparł pięściami o kolana, nie mógł złapać tchu. Czapka zsunęła mu się z głowy i upadła na chodnik. Ola automatycznie też się schyliła, chciała ją podnieść, ale zderzyła się czołem z Ignacym, tym “solidnym i inteligenckim”.
— Ojej! No, proszę pana! — oburzyła się dziewczyna, pocierając bolące czoło, odwróciła się, już miała odejść, ale Igo złapał ją za rękę.
— Zaczekaj! Przepraszam, to był przypadek. Boże drogi, co za dzień! To pani siostra Michałowskiego? Mikołaja? — szepnął, wkładając czapkę z powrotem. — Widziałem panią u niego w domu, tylko była pani taaaaka mała… — Igo pokazał palcami rozmiar “Oli-kruszynki”.
— Słucham, może pan się przegrzał na słońcu? — spojrzała na niego z góry. — Jak byłam taaaaka mała, pana pewnie jeszcze na świecie nie było! Czego pan chce? Zatrzymuje mnie pan!
— Więc to nie pani jest Wiola? Nie Wiola Michałowska? — chłopak wyglądał na rozczarowanego, znów pokazał palcami, jaka Ola była mała, gdy ją widział.
— Nie. Jestem Olga Gawron. Do widzenia! — Ola stanowczo ruszyła w stronę metra, ale Igo nie odpuszczał — uparty ten inteligent.
— No i proszę, już się poznaliśmy! Ty Ola, ja Igo — fajnie, co? Dlaczego taka posępna? I torbę niesiesz jakby ważyła tonę. Daj, pomogę! — Już wyciągnął rękę do siatki, ale Ola odskoczyła, jakby “solidny Słodki” miał ją użądlić albo ukraść pieniądze.
— Idź swoją drogą! Aaaa! — domyśliła się. — Tak pan poznaje dziewczyny, tak? Bardzo ciekawe! Ale…
— No widzisz, już jesteś ciekawa! Daj tę torbę, nie ucieknę. Buraków i cebuli sami mamy od góry, twoje mi do niczego — kiwnął głową na wystające z siatki warzywa. — A w ogóle to wiele wiem! Wiem, dlaczego samoloty nie spadają, skąd się bierze błyskawica, co to perpetuum mobile, jak domowym sposobem usunąć plamy po wiśniowym dżemie, jak…
Chciał kontynuować, ale Ola nagle się roześmiała, wcisnęła mu siatkę i kazała iść przodem.
— Czytał pan dziecięcą encyklopedię? — spytała, w końcu przestając się śmiać.
— No i to też. Mieszkam z babcią. Babcia Gizela, mojego ojca Leona, to kobieta bardzo wymagająca w kwestii edukacji! Włożyła we mnie całą wiedzę.
Igo próbował pokazać jedną ręką, jak babcia “wpychała” w niego wiedzę, ale wyszło nieporadnie.
— Co pan macha rękami? Sygnalizuje? Zaraz mnie okradną? — zaniepokoiła się Ola.
— Ach, nie! To tak babcia Gizela wpychała we mnie wiedzę. Książki, filmy dokumentalne, wykłady w letnim teatrze, słuchowiska. Ona, rozumiesz, nadzoruje “oświatę ludu”, a głównym celem było oczywiście moje oświecenie. Mogę ci powiedzieć, jak wyhodować kurczaka z jajka w domowym inkubatorze, jak rozmnożyć fikusa, jak naprawić syfon, jak…
— Nudne. Chcesz loda? — Oli coraz bardziej podobał się ten inteligentny Igo z czapką i opowieściami o syfonach.
— Nie, dziękuję. Laktoza mi szkodzi, wolę oddychać. Tlen odżywia mózg — machnął ręką. — Ale jeśli chcesz, kupię. — Proszę waniliowego w waflu — zwrócił się do sprzedawcy.
— Skąd pan wiedział? — zdziwiła się Ola, złapała go za rękę, gdy sięgał po portfel, i zapłaciła sama.
— Dlaczego tak? Ja częstuję! — obruszył się Igo.
— Ja też wychowywałam się głównie z babcią. Bardzo surowe zasady! Idziemy, co tu stać! Babcia uczyła mnie nie uzależniać się od mężczyzn. „Wszystko sama, Ola, sama! Niezależność — o to walczyły kobiety!” — mniej więcej tak mówiła. Potem były jakieś cytaty, już nie pamiętam. Ale sedno zrozumiałam. I tak jestem u pana w długu, niesie pan zakupy. A…
— A kobiety mają robić wszystko same, rozumiem — kiwnął głową Igo. — Ale, wiesz, ty i twoja babcia nic nie rozumiecie!
— Jak to?! — Ola aż zakrztusiła się.
— No tak! Twoja babcia może cytowała, co chciała, ale ja moja babcia mówiła, że mężczyzna bez pracy to jak mrówka bez patyka — marnieje. Wybacz, ale z babcią Gizelą cię prześcignęliśmy. I źle walczyłyście o tę waszą niezależność. Gdzie teraz?
— Tam! — machnęła ręką w prawo, marszcząc brwi. — Moja babcia, nawiasem mówiąc, to szanowana osoba! Nie może się mylić. Budowała metro. Ma medale.
— Metro — to dobrze — zgodził się Igo, zmieniając temat, bo spór o babcie nigdy nie prowadził do niczego dobrego. — A wiesz, dlaczego wieje wiatr? Proste pytanie, ale odpowiedź cię zaskoczy!
— No proszę pana! Mądrala! — prychnęła Ola. — Masy powietrza o różnej temperaturze, przemieszczając się…
— Ooo! Nie, Ola, myślisz zupełnie nie w tę stronę! Pozwól, że wyjaśnię! Jak mówiła moja babcia, gdy jako trzylatek zadałem jej to pytanie, wiatr powstaje, bo drzewa się kołyszą. To fakt niepodważalny. Nigdy nie udowodnisz, co było pierwsze. A moja babcia, Gizela, też nie mogła. A wykład w domu kultury opuściliśmy, bo złapałem anginę. Idziemy dalej! Śnieg! Ola, nawet nie masz pojęcia, jak piękny jest pod mikroskopem kryształ śniegu! I kruchy! I… Ola! Gdzie ty?! — Igo zorientował się, że od pół minuty idzie sam, a Ola skręciła w boczną uliczkę. — Czekaj! Mam twoje buraki! I cebulę! I w ogóle, przecież cię odprowadzam! Gdzie ty poszłaś?!
Ignacy pognaIgo dogonił Olę, wręczył jej siatkę i powiedział: „Może kiedyś wytłumaczysz mi, czemu uciekasz, zanim zdążę opowiedzieć, jak działa pralka?”, a ona roześmiała się i pomyślała, że z takim dziwakiem życie na pewno nie będzie nudne.



