Jestem mężczyzną, a nie meblem!

— Znowu kupiłeś nie ten chleb. Prosiłam, żeby był bez ziaren — powiedziała Ewa, kładąc bochenek na stole i nawet nie patrząc na Wojtka.

— To był ostatni — odpowiedział spokojnie. — Po co się denerwujesz? Zwykły chleb.

— Kacperowi potem brzuch boli. Tobie łatwo mówić, nie ty podajesz mu leki w nocy i siedzisz przy nim.

Wojtek zamknął na moment oczy i głęboko westchnął. Odstawił torbę z zakupami pod okno i sam usiadł na taborecie, jakby chciał trzymać się z dala od rodziny. Pragnął być blisko, ale nie potrafił.

Do drzwi zadzwoniła Agnieszka. Wniosła ze sobą podarunki i uśmiech. W domu siostry zawsze czuła się jak w pętli codziennych obowiązków, ale też rodzinnego ciepła, które ją przyciągało.

— Cześć, rodzinko. Jak tam? Spokój, cisza i wygoda?
— Gdyby tylko. Ale już prawie po wszystkim. Teraz tylko lekcje, kolacja, kąpiel. I jeszcze prasowanie ubrań na jutro — odparła Ewa, rozpakowując torby. — Od rana na nogach, nawet nie usiadłam.
— Kolana jeszcze nie skrzypią? — zażartowała Agnieszka, zdejmując kurtkę.

Wojtek tylko skinął głową na powitanie i poszedł do sypialni. Od dawna nie wtrącał się w kobiece rozmowy.

— Wszystko jak zwykle? — cicho spytała Agnieszka, patrząc na siostrę.
— Co masz na myśli?
— No, ty znowu tu sama. A Wojtek w drugim pokoju, cichszy niż mysz pod miotłą.

Ewa machnęła ręką, wzruszając irytująco oczami.

— Nie zaczynaj. Po prostu… mamy podział obowiązków. Ja dom i dzieci, on pracuje. Jak wszędzie.
— Nie o to chodzi. On jest w domu już półtorej godziny. Rozmawiałaś z nim w ogóle przez ten czas?
— Wybacz, nie muszę codziennie urządzać mu romantycznych kolacji. Mamy dzieci.

Kuchnia była mała. Wąski stół, krzesła z wyświechtanymi poduszkami, wytarta deska do krojenia. Na ścianie wisiał harmonogram zajęć dzieci, starannie zapisany ręką Ewy.

— Dla ciebie dzieci to koniec życia osobistego? — spytała Agnieszka.

Ewa wzruszyła ramionami.

— Po prostu nie chcę, żeby mieli tak jak my. Pamiętasz, jak mama zostawiała nas samych na pół dnia? I jak ojciec pił, gdy ona harowała? Mam już dość tego bałaganu.
— Pamiętam — kiwnęła głową Agnieszka. — Ale pamiętam też, jak leżeliśmy na podłodze i oglądaliśmy bajki. Kiedy ostatnio oglądaliście coś razem?

Ewa spuściła wzrok. Odpowiedź była oczywista.

— Oni potrzebują angielskiego, matematyki i basenu, nie bajek.
— A Wojtkowi też nic nie jest potrzebne?

Ewa spojrzała w stronę korytarza, marszcząc brwi.

— Jest dorosły. Wytrzyma dla rodziny.

Agnieszka zamilkła. Patrzyła tylko na siostrę, która miała podkrążone oczy, a włosy związane w niedbały kok. Jej ręce pracowały bez przerwa: otwierały, zamykały, mieszały, sprzątały.

— Kochasz go? — nagle spytała Agnieszka.
— Oszalałaś?! Oczywiście, że kocham! Po prostu teraz nie czas na to.
— Od ponad dziesięciu lat nie ma czasu. Od kiedy urodził się Kacper.

Do kuchni wszedł Filip. W pidżamie, rozczochrany, jak wróbelek.

— Mamo, Kacper podarł książkę. Mówi, że to ja! Ale ja nie dotykałem!
— Zaraz się tym zajmę.

Ewa natychmiast wstała i wyszła. Agnieszka została sama, ale tylko na chwilę. Po kilku minutach pojawił się Wojtek. Czekał widocznie, aż żona wyjdzie, by nalać sobie wody.

— Zmęczony? — delikatnie spytała Agnieszka.
— Nic poważnego. Czasem myślę, że jakbym zniknął, nawet by nie zauważyła — cicho powiedział Wojtek.
— Zauważy. Może jednak za późno.

Wzruszył ramionami, westchnął i odwrócił się.

— Kocham ich. Ale czuję się tu jak mebel. Przyniosłem pieniądze i jestem wolny.

Agnieszka nie wiedziała, co odpowiedzieć, a Wojtek nie oczekiwał odpowiedzi. Po prostu odszedł.

Ewa nie wróciła. Utknęła pomiędzy zniszczoną książką, zakurzonymi parapetami i niedbale złożonym praniem.

Następny dzień zaczął się nie od kawy, a od kłótni przy szafie.

— Kacper, załóż tę kurtę z kapturem.
— Mamo, jest mi gorąco. Jedziemy do galerii, tam ciepło.
— A na dworze? Kto później będzie ci wycierał nos?

Filip kręcił się przy drzwiach, wkładając skarpetki na buty, żeby „mniej ślizgało”. Ewa krzyknęła, a on posłusznie zaczął zmieniać obuwie. Wojtek tymczasem siedział już w aucie. Kilkakrotnie oferował pomoc, ale słyszał tylko: „Dam radę sama, nie przeszkadzaj”.

W samochodzie spytał:

— Posłuchaj, może jutro gdzieś tylko we dwoje? Do kina, na kawę? Pamiętasz, jak kiedyś chodziliśmy?
— Jutro? A dzieci z kim zostaną? — w głosie Ewy zdziwienie szybko zmieniło się w irytację. — Nie możemy ich tak zostawić! Są za mali.
— Mają dwanaście i pięć lat. Kacper da sobie radę z kanapkami.
— Tak, a przy okazji spali kuchnię. Wojtek, mówisz poważnie? Nawet butów nie potrafią dobrze zawiązać.

W galerii dzieci próbowały namówić rodziców na fast food. Ewa zatrzymała ich gestem.

— W domu jest zupa. Burgery to prosta droga do zgagi.
— Mamo, ale to weekend — westchnął Kacper. — Nie codziennie.
— Powiedziałam. Koniec dyskusji. To nie jest demokracja.

Po dwudziestu minutach Filip zaczął marudzić z głodu. Kacper odmówił przymierzania ubrań, więc Ewa podniosła na niego głos. Tak ostro, że stracił ochotę na jakąkolwiek rozmowę.

To zdarzało się wcześniej. Ale tego dnia Wojtek zrozumiał, że ma dość.

— Słyszysz, jak sama brzmiWojtek wyciągnął kluczyki i powiedział cicho: „Muszę odpocząć, bo nie jestem meblem, tylko twoim mężem,” a gdy odchodził, Ewa zrozumiała, że czas zacząć naprawiać nie dom, ale ich miłość.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

1 × dwa =

Jestem mężczyzną, a nie meblem!