— Zobacz, kim się stałaś! — Kolobok, a nie kobieta!

— Spójrz tylko, do kogo się upodobniłaś! — Kluska, a nie kobieta!

Kazimierz patrzył na swoją żonę z pogardą, czując, jak bardzo jest już zmęczony jej widokiem. Chciał jak najszybciej uciec z ich wspólnego domu.

— Kochanie, dopiero co urodziłam naszego synka. Daj mi czas, schudnę… — Zofia ledwo powstrzymywała łzy.

— Wszystkie żony moich kumpli już dawno wróciły do formy. I nawet w ciąży nie wyglądały jak… to!

W głębi duszy Kazimierz czuł do niej niesmak. Nie taką kobietę chciał mieć u boku – elegancką, pełną życia, nawet w domu zawsze zadbaną.

A przed nim stała przygarbiona postać w zniszczonym szlafroku, z wiecznie przepraszającym wyrazem twarzy.

Ale Natalia – o, ta była inna!

Pełna buntu, pewna siebie, olśniewająca!

Zawsze na niego czekała, kochała go z namiętnością. I oczywiście, jak każda kochanka, marzyła, by zostawił Zofię.

Dłoń Kazimierza sięgnęła po telefon w kieszeni…

— Wyjdę na spacer, przy okazji kupię chleb. — Skłamał.

Na ulicy natychmiast wybrał numer Natalii.

— Cześć, Kotku! Tęskniłem. Nie mogę wytrzymać w domu. Przyjdę teraz?

— Czekam, cmok! — zamruczała Natalia.

Kazimierz wrócił z chlebem, skrzywił się na płacz dziecka i oznajmił Zofii, że wezwali go do pracy.

Pracował na zmiany, więc kłamstwo o zastępstwie za chorego kolegę przyszło łatwo.

Zofia skinęła głową ze zrozumieniem i chciała go pocałować, ale odsunął się niby przypadkiem.

Dziecko zasnęło. Zofia siedziała sama w pustym pokoju, rozmyślając nad jego słowami.

Tak, zmieniła się od ślubu – przestała dbać o siebie, przytyła. Synek zajmował cały jej czas, jadła w pośpiechu, często w nocy.

Zegar wskazywał już 23:00.

Postanowiła zadzwonić do męża, ale telefon był wyłączony.

Nakarmiła dziecko i położyła się spać.

A rano Kazimierz wrócił i od progu oświadczył, że odchodzi. Pokochał inną, jej nie kocha. Ale dziecka nie zostawi i będzie płacił alimenty.

Trudno opisać, co wtedy czuła Zofia. Ale nie płakała, nie błagała, by został.

Minął rok…

W tym czasie wiele się zmieniło. Synek podrósł i poszedł do przedszkola. Zofia znalazła pracę, zapisała się na siłownię i basen. Waga powoli spadała. Nie była chuda, ale jej sylwetka stała się bardziej harmonijna.

W pracy od razu zaczął jej pomagać kolega, Robert.

Pewnego dnia zaprosił ją do kina, potem do parku. Zaczęli się spotykać, a pół roku później wzięli ślub. Jej figura go nie przeszkadzała. Robert widział jej łagodny uśmiech, piękne oczy i cenił jej charakter.

Synek Zofii też stał się dla niego jak własne dziecko. Z czasem chłopiec zaczął go nazywać tatą.

Pewnego dnia Zofia spotkała sąsiadkę ze starego mieszkania.

— Zosia, widziałam Kazimierza! Wyobraź sobie, ożenił się z tą swoją! Niedawno urodziła, tak się roztyła… Teraz Kazimierz wiecznie zostaje w pracy.

Zofii było to obojętne. Dawno nie widziała byłego męża. Alimenty wpływały, ale śmiesznie małe. Rzadko pytał o syna. Ale to już nie miało znaczenia.

Bo teraz była naprawdę szczęśliwa z Robertem – najlepszym mężem i ojcem, jakiego mogła sobie wymarzyć.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

8 − 7 =

— Zobacz, kim się stałaś! — Kolobok, a nie kobieta!