Kwiatowy Urok

Bukiet

Wiktoria leżała z przymkniętymi oczami. Na przeciwległym łóżku siedziała Kasia, skrzyżowawszy nogi, i czytała na głos podręcznik. Telefon Wiktorii eksplodował popularną melodią. Kasia zatrzasnęła książkę i spojrała na przyjaciółkę z wyrzutem.

Dziewczyna niechętnie odebrała. Po chwili już siedziała na łóżku. Potem odrzuciła telefon, zerwała się i zaczęła krążyć po wąskim pokoju, wpychając do torby sportowej rzeczy z szafy.

— Gdzie się wybierasz? Co się stało? — zaniepokoiła się Kasia.

— Dzwoniła sąsiadka, mamę zabrali do szpitala, zawał. — Wiktoria zapięła zamek w torbie i podeszła do drzwi, gdzie na wieszaku wisiały kurtki, a pod spodem stały buty.

— Jutro egzamin. W szpitalu się nią zajmą. Zdaj i przyjedź — powiedziała Kasia, wstając z łóżka i patrząc, jak Wiktoria wciąga na nogi kozaki.

— Słuchaj, Kaś, wyjaśnij wszystko w dziekanacie, przyjadę i wszystko ogarnę. Zdaję w sesji poprawkowej. Już muszę iść, mam autobus za czterdzieści minut. — Wiktoria już zapinała kurtkę.

— Zadzwoń, jak tylko coś się zmieni — poprosiła Kasia, ale Wiktoria już wybiegła z pokoju. Za cienkimi drzwiami rozległ się odgłos oddalających się obcasów.

Kasia wzruszyła ramionami i wróciła do środka. Zauważyła na łóżku Wiktorii ładowarkę do telefonu, złapała ją i boso pognała za przyjaciółką.

— Wiktoria! Stój! — krzyczała, schodząc po schodach.

Drzwi wejściowe zatrzasnęły się z hukiem. Kasia przeskoczyła przez trzy stopnie, dopadła do drzwi, otworzyła je i o mało nie wyleciała na ulicę.

— Wiktoria!

Dziewczyna odwróciła się, zobaczyła w rękach Kasi kabel i wróciła po niego.

— Dzięki. — I znów pobiegła przed siebie.

— Nowak, co tu wyprawiacie? Jedna drzwi prawie wyważyła, druga boso na mróz wyskoczyła. Naćpane jesteście, czy co? — spod biurka podniosła się dyżurna woźna.

— Przepraszam, pani Halino, my nie bierzemy — odparła Kasia, przestępując z nogi na nogę. W bose stopy wbijały się ziarenka piasku i kamyki naniesione butami z ulicy. Przed akademikiem lód był gęsto posypany piaskiem.

— Mama Wiktorii trafiła do szpitala. Zimno mi, mogę już iść? — powiedziała Kasia i, nie czekając na odpowiedź, pobiegła na górę.

— O, Boże! — pani Halina ciężko opadła na krzesło i przeżegnała się. — Zachowaj i zbaw!

Kasia wróciła do pokoju, otrzepała piasek z nóg, posprzątała porozrzucane przez Wiktorię rzeczy, włożyła kapcie i poszła do kuchni z czapniczkiem. Jutro egzamin, ogrzeje się gorącą herbatą i znowu weźmie się za naukę.

Zapadł już zmrok, gdy do drzwi ktoś delikatnie zapukał.

— Kto tam? — zawołała Kasia, ale nikt nie odpowiedział.
Westchnęła, wstała z łóżka i otworzyła.

— Cześć! — Przed nią stał Tomek, trzymając w rękach skromny bukiecik.

— Wejdź. — Kasia poczekała, aż Tomek przekroczy próg, i dopiero wtedy powiedziała, że Wiktoria wyjechała do domu.

— Przecież jutro ma egzamin — zdziwił się chłopak.

— Pójdę do dziekanatu, wyjaśnię, że jej mama zachorowała, zaliczy w sesji poprawkowej. — Kasia nie spuszczała wzroku z bukietu.

— To dla ciebie — Tomek podał jej kwiaty.

— Dzięki. Herbaty chcesz? — Dziewczyna z bukiecikiem podeszła do okna, wzięła słoik z parapetu.

— Idę po wodę, rozbieraj się — uśmiechnęła się i wyszła.

Tomek zdjął tylko buty, zrobił dwa kroki i znalazł się przy łóżku Wiktorii. Usiadł i przesunął dłonią po tanim kocu, jakby głaskał dziewczynę.

Wróciła Kasia, postawiła na stole słoik z kwiatami, odsunęła się o krok i zachwyciła bukietem.

— Ładne. A co to za kwiaty?

— Groszek pachnący — odpowiedział Tomek. — Już idę. — Zerwał się z łóżka.

— A wy z Wiktorią gdzieś się wybieraliście? — spytała szybko Kasia. Nie chciała, żeby odchodził.

— Tak. Załatwiłem bilety na koncert.

— Serio? To weź mnie ze sobą. Po co, żeby bilety się marnowały.

Tomek zawahał się.

— Przecież jutro masz egzamin.

— No i co? — machnęła ręką Kasia. — Cały dzień się uczyłam, czas na odpoczynek.

Tomek się zastanawiał. Wiktoria wyjechała, a bilety przepadają. Dopiero co zaczęli się spotykać, nic poważnego. Wyjście na koncert z jej współlokatorką nie będzie zdradą, prawda?

— Chodźmy — powiedział.

— Hurra! — Kasia podskoczyła z radości i zaklaskała w dłonie. — O, poczekaj na mnie na korytarzu, ubiorę się.

— A, tak. — Tomek szybko włożył buty i wyszedł.

Po pięciu minutach z pokoju wyszła Kasia. Tomek zauważył, że zdążyła podkreślić rzęsy i usta, ładnie spięła włosy. Kiedy to zrobiła?

— Chodźmy, bo się spóźnimy — pogonił ją.

Na koncercie Kasia podskakiwała, machała rękami i krzyczała wraz z tłumem w ekstatycznym uniesieniu. Co chwilę zerkała na Tomka. Zaraził się jej nastrojem, rozluźnił i też zaczął krzyczeć.

Potem szli ulicą, żywo dyskutując o koncercie.

— Najbardziej podobało mi się to — Kasia zanuciła fragment piosenki.

— Tak. I jeszcze… — Tomek też zanucił, nawet powtórzył kilka angielskich słów.

Tak doszli do akademika. Kasia pociągnęła za zamknięte drzwi.

— Dziś dyżuruje Halina. Na pewno nie otworzy. Co teraz? — zagadnęła zdezorientowana, spoglądając na Tomka.

— Chodź. — Podchwycił ją pod ramię i poprowadził wzdłuż budynku. Za rogiem zobaczyli dwie dziewczyny wchodzące przez okno na parterze. — Chodźmy za nimi, zanim zamkną okno.

Podpchnął Kasię, ktoś wyciągnął do niej ręceKasia spojrzała w oczy Tomka i nagle uświadomiła sobie, że od tamtej nocy sprzed lat ich losy splotły się na zawsze, choć dopiero teraz zrozumiała, że to nie był przypadek, a przeznaczenie.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

trzy × 1 =

Kwiatowy Urok