Jak w wieku 50 lat szukać miłości w sieci

Jak Krzysztof w wieku 50 lat szukał żony na portalu randkowym

Krzysztof Marek Nowak, pięćdziesięcioletni kawaler, siwiejący posiadacz – jak sam twierdził – wysokiej inteligencji i wyjątkowo specyficznego uroku, siedział w starym fotelu w swoim kawalerce na obrzeżach Wrocławia i głaskał kota Puszkę. Tę samą Puszkę, która, sądząc po jej wyglądzie i bezczelnym spojrzeniu, od dawna marzyła o ucieczce od właściciela, ale z litości znosiła jego obecność. Życie Krzysztofa ostatnimi laty toczyło się po równi pochyłej. Bez pracy, z mglistymi perspektywami, a wystrój mieszkania ograniczał się do starej witryny, wyblakłej kanapy i dywanu, przykrywającego paskudną szczelinę w podłodze.

Tego dnia los jednak przypomniał o sobie. Krzysztof, popijając herbatę z torebki, nagle postanowił, że czas znaleźć swoje szczęście. Nie jakieś tam abstrakcyjne, ale prawdziwe – w postaci zamożnej i pięknej kobiety. Bo – jak głosiła jego formuła sukcesu – „dajcie mi bogatą żonę, a odzyskam godność”. Do pracy i tak się nie kwapił, po co, skoro można od razu wskoczyć na gotowe – z domową kuchnią, ciepłem i sprzętami AGD najnowszej generacji?

Włączył laptopa, znalezionego kiedyś na śmietniku, zalogował się na popularny portal randkowy i założył profil. Poszło sprawnie, choć z odrobiną fantazji. Na głównym zdjęciu Krzysztof przedstawił się nie byle kim, a… przystojniakiem ściągniętym z internetu. Wysoki, wysportowany „Apollo” w eleganckim garniturze, z najnowszym iPhone’em w dłoni, spoglądał z ekranu na potencjalne kandydatki. W opisie napisał:

Imię: Krzysztof Nowak.
Wiek: 38.
Zawód: przedsiębiorca, właściciel firmy.
Hobby: rejsy jachtem, gotowanie (mistrz kuchni!), czytanie klasyki.
Cel poznania: poważny związek z piękną, szczupłą kobietą. Interesują mnie wyłącznie panie zamożne, niepretendujące do mojego mieszkania.

„No proszę, jaki ze mnie ważny gość” – pomyślał zadowolony Krzysztof. „Teraz na pewno się odezwą.”

I rzeczywiście – pisały. Tylko niezupełnie te, na które liczył. Zamiast zamożnych, wypielęgnowanych piękności, odzywały się kobiety, dla których „dobra sytuacja materialna” oznaczała trzy koty, ręcznie robiony szalik i pracę na kasie w Biedronce. „Nie, moje drogie, nie dla was tu jestem” – mruczał pod nosem, ignorując wiadomości. „Ja szukam bogini z gotówką.”

Przełom nastąpił, gdy odezwała się Kinga, lat 42. Na zdjęciu – piękna brunetka z uśmiechem wartym milion złotych, w eleganckiej sukience. „Coś w niej jest” – pomyślał Krzysztof. „Może to moja przeznaczona?”

„Krzysztof, dzień dobry! Ciekawy profil. Naprawdę zajmuje się pan gotowaniem?”

„Oczywiście! Uwielbiam tworzyć kulinarne arcydzieła. Zna pani risotto z truflami? To szczyt smakowego uniesienia” – odparł, sącząc herbatę z pajdą chleba.

Godzina rozmowy – i Kinga zgodziła się na spotkanie. To był sukces! Krzysztof rzuKrzysztof włożył swój najlepszy garnitur, który nosił jeszcze na ślub siostry w 1997 roku, i pełen nadziei wyszedł na spotkanie, ale gdy Kinga zobaczyła go w rzeczywistości, westchnęła tylko: „Nie tędy droga, panie Krzysztofie, lepiej znajdź sobie pracę niż żonę”.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

osiemnaście − siedemnaście =

Jak w wieku 50 lat szukać miłości w sieci