Przeprowadzka do nowego mieszkania – pełna wyzwań przygoda.

Przeprowadzka do nowego mieszkania to zawsze spore wyzwanie. Każdy o tym wie.

I tak też było z Martą i jej mężem, którzy w końcu kupili większe mieszkanie i planowali się wprowadzić zaraz po Nowym Roku. Zaczęli już pakować rzeczy do kartonów – jedne lądowały w śmietniku, inne ostrożnie owijane trafiały do pudeł.

Czas dotarł do dużej szafy z antresolą. Mąż przed wyjściem do pracy zdjął z góry pudełko z choinkowymi ozdobami, a przy okazji wyciągnął całą zawartość i ułożył w schludnym stosiku. Teraz Marta musiała to wszystko przejrzeć.

Wiadomo, że na antresoli lądują rzeczy, których na co dzień nie używa się, ale wyrzucić ich też szkoda – dopóki nie ma pewności, że już nigdy się nie przydadzą.

Miała dwa tygodnie urlopu specjalnie po to, by wszystko posegregować, wybrać, co zabrać, a co zostawić. Nie była to łatwa decyzja. Co zrobić ze szkolnymi zeszytami, dziennikami, dyplomami? Kiedy żyli jej rodzice, przechowywali te przedmioty, a teraz przeszły na nią jako spuścizna.

Marta siedziała przy tej stercie pamiątek i metodycznie je przeglądała – część od razu lądowała w czarnym worku na śmieci, część odkładała na bok. I wtedy w jej dłoniach znalazła się mała drewniana szkatułka, obklejona muszelkami i kamyczkami, zawinięta w lniany woreczek.

To był prezent od ukochanego dziadka. Przywiózł go z wczasów, kiedy miała dziesięć lat. Ta szkatułka stała się jej małym sekretem – przechowywała w niej drobne skarby, cenne jako wspomnienia różnych chwil.

„Ciekawe, czy Ania ma coś takiego?” – pomyślała Marta, ale zaraz uznała, że raczej nie. Teraz dzieci są zbyt praktyczne, mniej romantyczne. W wieku dziesięciu lat wiedzą już, kim chcą zostać i na jakie studia pójść.

Ona w ich wieku nawet o tym nie myślała. Poszła do zwykłej szkoły, skończyła technikum i pracowała w lokalnej cukierni. Jej mężowi, Witoldowi, poszło lepiej – zawsze chciał być architektem, i nim został. Wrócił do rodzinnego miasta, teraz jest cenionym specjalistą.

A Ania? Równie ambitna, choć w wieku jedenastu lat jeszcze nie zdecydowała, kim chce być.

Marta trzymała szkatułkę i jakoś bała się ją otworzyć. Co tam znajdzie? Jakie dziecięce wspomnienia?

W końcu podniosła wieko. A tam… cóż mogło być tak cennego? Tani wisorek na złamanym łańcuszku, który mama kupiła jej w sklepie z pamiątkami. Broszka babci w kształcie ważki, z kilkoma brakującymi kamieniami. Duża perłowa guzika – piękny, ale nie pamiętała już, z czego został wyrwany. Pomadka w złotym opakowaniu, którą dostała od koleżanki w ósmej klasie, ale mama nie pozwalała jej używać, więc leżała zapomniana.

I wtedy w jej dłoniach znalazła się aksamitna mucha! Ciemnoniebieska, pięknie wykonana.

Wspomnienia przeniosły ją w przeszłość – do tamtego noworocznego wieczoru, kiedy na szkolnej zabawie pojawili się chłopcy z innej szkoły. Nie pamiętała już, dlaczego – czy ich sala była w remoncie, czy to był pomysł dyrektora.

Najpierw był występ, potem tańce – jej pierwsze w życiu. Która to była klasa? Piąta czy szósta? Wtedy też po raz pierwszy „zakochała się”. No, może to za duże słowo. Ale tamten chłopiec bardzo jej się spodobał, gdy stał na scenie i recytował wiersze, które wtedy wydały się jej takie dojrzałe.

A oto i kartka w kratkę, na której je zapisała. Tamten chłopiec miał na sobie ciemnogranatowy garnitur i tę muchę. Jak pięknie mówił!

Marzyła, żeby ją zaprosił do tańca. Stała w kącie w białej sukience z kokardą z tyłu, w atłasowych bucikach, z rozpuszczonymi włosami – po raz pierwszy nie w kucykach. Ile wtedy miała lat? Jedenaście, dwanaście? Już nie pamięta. Ale to uczucie, pierwsze drżenie serca, zostało w niej do dziś.

Nie, nie zaprosił ją. Zresztą szybko wyszedł z zabawy.

Ona z koleżanką poszły za nim do szatni. Szybko się przebrał, zdjął muchę, wciągnął czapkę na czoło i wyszedł. Dziewczyny obserwowały go z boku. A kiedy wracały, Marta znalazła tę muchę na podłodze. Pewnie chciał ją schować do kieszeni, ale… zgubił.

Podniosła ją i wybiegła przed szkołę, chciała oddać, ale zobaczyła, jak wsiada do samochodu. Drzwi się zamknęły, chłopiec zniknął. Pewnie rodzice po niego przyjechali. Nigdy się nie poznali i więcej go nie spotkała. Nawet nie wiedziała, z której był szkoły.

Ile lat minęło! A jej sekretna szkatułka zachowała ten mały, pozornie nic nieznaczący epizod. Wszystkie skarby wróciły do środka, a Marta postawiła ją na parapecie – niech już nie chowa takiego piękna. To część jej dzieciństwa, niech zostanie rodzinną relikwią. Może kiedyś opowie o tym Ani. Ciekawe, co powie? Pewnie stwierdzi: „Mamo, dzieciństwo minęło, te wszystkie skarby nie mają już wartości. Trzeba żyć teraźniejszością, nie przeszłością!”. Albo coś w tym stylu…

Ale się myliła. Kiedy Ania wróciła ze szkoły, od razu zauważyła szkatułkę, przejrzała jej zawartość i zapytała:

„To twój skarbiec? Skąd te wszystkie piękne rzeczy?”

Wyjęła najpierw broszkę-ważkę, potem muchę. Przy obiedzie Marta opowiedziała córce o tamtym chłopcu.

„A próbowałaś go odnaleźć? Może poszłabyś do jego szkoły?”

„Aniu, proszę! To były inne czasy. Gdzie bym poszła, skoro nawet nie wiedziałam, z jakiej szkoły i jak się nazywał? Jedz już i zabieraj się za lekcje. Ja też mam sporo roboty.”

Wieczorem wrócił z pracy Witold, po kolacji pomagał żonie w pakowaniu. Wtedy pojawiła się Ania i oznajmiła:

„Tato, mama miała w szkole sympatię! Wyobraź sobie, do dziś przechowuje pamiątkę po nim!”

„Aniu!” – oburzyła się Marta, ale mąż tylko się uśmiechnął:

„Cudze sekrety się zdradza? Nie wiedziałaś?”

„A propos, mama ma jeszcze broszkę babci i to!”

Córka podeszła do szkatułki i bezceremonialnie wyjęła ciemnoniebieską aksamitną muchę.

„Pewien chłopiec ją zgubił – ciągnęła Ania. – A podobał się mamie. Więc przechowuje tę relikI wtedy oczy Witolda rozszerzyły się ze zdumienia, gdyż rozpoznał muchę, którą zgubił jako chłopiec dwadzieścia lat temu podczas szkolnej zabawy.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

5 × 1 =

Przeprowadzka do nowego mieszkania – pełna wyzwań przygoda.