**Zdecydować się na rozwód…**
Z tacą w rękach Magdalena przetrzymała nieskończenie długą kolejkę w stołówce i szybko zaczęła mówić do młodego chłopaka za ladą:
— Proszę trzy zupy, trzy bigosy i trzy kompoty.
Miejsca na tacy zabrakło. Kilka razy Magdalena spojrzała wymownie na stolik, gdzie czekali jej mąż i syn. Synek miał zaledwie dziesięć lat, więc oczywiste, że nie rozumiał, że mógłby pomóc mamie. Ale mąż siedział, wpatrzony w telefon, i nawet nie podniósł wzroku. Magdalena musiała zrobić dwa podejścia. Przebiegła tam i z powrotem, przenosząc zamówienie pod wymownymi i nieprzychylnymi spojrzeniami innych gości. Mężczyzna, nie odrywając oczu od ekranu, przyciągnął do siebie talerz z zupą. Uniósł łyżkę i prychnął:
— Grochówkę wzięłaś? Nie lubię grochówki. Mogłaś zapytać.
— Mógłbyś sam podejść i wybrać — odpowiedziała zmęczona Magdalena. — Nie umiem czytać w twoich myślach.
— No proszę! Jakbyśmy w tej kolejce stali we dwoje! Wystarczyło spytać.
Magdalena pochyliła się nad zupą i postanowiła nie odpowiadać na ostatnią uwagę męża. Męczyły ją te sprzeczki. Tomek zawsze taki. Wszystko mu nie pasuje.
Dziesięcioletni Kacper naśladował zachowanie ojca.
— Fuj, mamo, bigos przyniosłaś? Nie lubię bigosu, wiesz o tym.
— Nasza mama myśli tylko o sobie — burknął Tomek, nie odrywając wzroku od telefonu, choć jednocześnie pochłaniał zupę, którą przed chwilą skrytykował.
— Jedz, co dają — syknęła Magdalena na synka i rozejrzała się, czy przypadkiem ktoś nie usłyszał.
W stołówce było „gęsto jak w ulu”. Goście spieszyli się na śniadanie przed wyjściem nad morze. Magdalena też miała takie plany, ale nie była pewna, czy cała rodzina pójdzie, czy tylko ona z Kacprem. Tomek mógł zostać w pokoju. Wczoraj narzekał, że do plaży daleko. Jak zwykle, winna była Magdalena. To ona wybrała ten ośrodek. Choć sto razy proponowała mężowi wspólne zdecydowanie. Tomek tylko machał ręką i irytował się.
— Co, sama nie potrafisz wybrać? Daj mi odpocząć po pracy. Zrób to sama, przecież to nic trudnego.
No i zrobiła. I jak zwykle — wszystko źle. Ośrodek daleko od miasta, atrakcji brak, do morza dziesięć minut marszu. Tomkowi nie podobało się nic.
Po śniadaniu Magdalena zaczęła zbierać puste talerze na tacę i zauważyła parę z sąsiedniego pokoju wchodzącą do stołówki. Elegancka kobieta koło pięćdziesiątki i jej uśmiechnięty, zadbany mąż.
Kobieta wpłynęła jak królowa i od razu zajęła wolny stolik. A mąż ruszył do kolejki, ale najpierw zapytał:
— Kochanie, jaki deser dziś wziąć?
Magdalena usłyszała te słowa, niosąc tacę z naczyniami. Szła sama, bo Tomek z Kacprem wyszli od razu po śniadaniu. Już nie pierwszy raz zazdrościła sąsiadce. *Taki mąż…* Gdzie oni się takMagdalena spojrzała na Tomka, który wciąż wpatrywał się w telefon, i w jej sercu narastała pewność – czas przestać być poświęcającą się wszystkiemu żoną i zacząć żyć dla siebie.



