Wszystko, co twoje, zostanie z tobą
W małym miasteczku otoczonym posępnymi górami i szarymi polami, gdzie jesień pachniała wilgocią i melancholią, życie płynęło leniwie jak rzeka w dolinie. Na skraju miasta, w domu tonącym w cieniu starych lip, mieszkała Ola. Jej życie wydawało się bajką: zamożni rodzice, przestronna willa, troskliwa ciocia Hela, która zastąpiła jej drugą matkę. Lecz za tą sielanką czaił się cień, gotowy w każdej chwili zniszczyć wszystko.
— Już dwa tygodnie grzebiesz w talerzu, zakochałaś się czy co, Oluś? — pytała Hela, wycierając ręce w fartuch.
— No jest jeden chłopak — przyznała Ola, rumieniąc się. — Studiuje na innym kierunku, przystojny, ale zupełnie mnie nie widzi. Nie wiem, jak zagadać.
— Ani mi się waż pierwsza zagadywać! — zmarszczyła brwi Hela. — Nie wypada, żeby dziewczyna latała za chłopakiem. Za moich czasów…
— Oj, ciociu Helu, nie zaczynaj o „waszych czasach”! — roześmiała się Ola, kończąc śniadanie. — No to lecę, dziś nie mogę się spóźnić. Wykładowca groźny, wywali z sali.
— Bież, bież — Hela przeżegnała ją i zamknęła drzwi, wzdychając z niepokojem.
Ola dorastała w dostatku, nie znając odmowy. Rodzice, pochłonięci karierą, powierzyli jej wychowanie cioci Heli, starszej siostrze matki. Wszyscy zwracali się do niej „pani Helena”, ale Ola mówiła po prostu „ciociu Helu”. Była dobrą, ale stanowczą kobietą i uczyła dziewczynkę życia, jakby przeczuwając, że los nie zawsze będzie łaskawy.
Hela miała własną tragedię. W młodości, na wsi, wyszła za mąż za leśniczego Jacka. Miłość nie trwała długo — po roku zaginął bez śladu. Mówili, że utonął w bagnie. Szukano go, ale nigdy nie odnaleziono. Hela została sama, bez męża i dzieci. Chciała wstąpić do zakonu, ale się rozmyśliła: „Jaka ze mnie zakonnica? Jeszcze młoda, a i języka za zębami nie trzymam”. Została na wsi, aż siostra Kasia nie ściągnęła jej do miasta.
— Helu, przeprowadź się do nas — namawiała Kasia. — My z mężem w pracy, zajmiesz się Olą, pomożesz w domu.
— Ojej, Kasieńko, z chęcią! — odparła Hela. — Jacek był dobry, już dawno po nim wypłakałam. Boję się, że na wsi z tęsknoty zmarnieję. Za mąż nie chcę. Przyjadę, cały dom ogarnę.
Tak Hela stała się częścią ich rodziny, nazywając się gospodynią. Gotowała z sercem, dbała o ogród, sadziła kwiaty. Ola była dla niej jak córka. Odprowadzała ją do szkoły, kupowała zabawki, szyła sukienki. Dom był pełen ciepła, ale Hela uczyła Olę: „Przyzwyczajaj się do pracy, Olu. Dziś masz wszystko, a jutro — kto wie? Naucz się gotować — to kobiece asy w rękawie. Jak gotujesz z sercem, to i mężczyznę przyciągniesz”.
— A ty masz swoje sekrety? — dopytywała się Ola.
— A jakże! Każda gospodyni ma swoje — uśmiechała się Hela.
Ola zakochała się w Krzysiu, wysokim chłopaku z sąsiedniego wydziału. Myślała, że ją ignoruje, ale się myliła. Na uczelni wszyscy wiedzieli, że Ola pochodzi z bogatej rodziny. Krzyś, syn samotnej matki, był uroczy, ale prosty. Hela od razuKrążyła plotka, że w starej kuźni na skraju miasteczka nocami straszy duch leśniczego Jacka, który wciąż czeka na swoją Helę.



