Koniec Złudzeń

Złudne marzenia

Olga i Piotr pobrali się dziesięć lat temu w Krakowie. Ich rodzina wydawała się wzorcem szczęścia: dwoje dzieci, przytulny dom, plany na przyszłość. Oszczędzali na większe mieszkanie, a ich rodzice, którzy stali się bliskimi przyjaciółmi, wspierali ich we wszystkim. Pewnego dnia jednak, jak grom z jasnego nieba, życie dało o sobie znać – Piotr poważnie zachorował. Po kilku dniach lekarze postawili niepokojącą diagnozę, dodając:

– To wstępne. Nie traćcie nadziei, czekamy na wyniki.

Ale Piotr nie czekał. Tego wieczoru nie wrócił do domu. Olga, oszalała z niepokoju, obdzwoniła wszystkich znajomych i szpitale. Gdy rano zamek w drzwiach wejściowych zaskoczył, rzuciła się na spotkanie męża. Na jego widok zastygła w miejscu, nie wierząc własnym oczom.

Olga zawsze uważała swoją rodzinę za idealną. Miłość, zrozumienie, wspólne marzenia – wszystko to wydawało się niezniszczalne. Jednak jedna noc przewróciła jej świat do góry nogami.

Wyszła za Piotra z wielkiej miłości. Jej rodzice, choć zdziwieni wyborem córki, nie protestowali. W dniu ślubu wręczyli młodej parze klucze do dwupokojowego mieszkania z świeżym remontem. Radość Olgi i Piotra nie miała granic – własne lokum rozwiązało wszystkie ich problemy, oszczędzając im szukania wynajmu i przeprowadzek.

Ich miłość była największym skarbem. Olga, dziewczyna z zamożnej rodziny, i Piotr, syn zwykłych robotników, byli zupełnie różni, ale uczucia wygładzały wszelkie różnice. Rodzice Piotra podarowali na ślub skromną kuchenkę elektryczną, co dla nich było niemal heroicznym gestem – z kredytem na mieszkanie i dwójką młodszego rodzeństwa ledwie wiązali koniec z końcem. Rodzice Olgi, rozumiejąc sytuację, wzięli na siebie koszty wesela, uspokajając swatów:

– Nie martwcie się, wszystko będzie na wysokim poziomie. Olga to nasza jedyna córka!

– Co za wspaniali ludzie – pomyśleli rodzice Piotra i odetchnęli z ulgą.

Swatowie szybko znaleźli wspólny język. Rodzice Olgi często pomagali: oddawali „stary” trzylenii telewizor, przywozili prawie nową lodówkę albo ubrania, czasem nawet z metkami. Dla rodziców Piotra był to prawdziwy dar losu. Wspólne święta, wyjazdy na działkę rodziców Olgi stały się tradycją. Swatowie stali się niemal rodziną.

Olga i Piotr też świetnie sobie radzili. Dogadywali się, wspierali nawzajem, wychowywali córeczkę i synka. Piotr, zainspirowany żoną, zdał zaocznie studia. Olga pracowała w dobrze prosperującej firmie ojca, zarabiając więcej od męża, ale po dyplomie Piotr znalazł dobrze płatną pracę i ich dochody się wyrównały.

Marzyli o przestronnym mieszkaniu, gdzie każde z dzieci miałoby własny pokój.

– Wyobraź sobie – marzyła Olga – dzieci będą się bawić w swoich pokojach, a my będziemy odpoczywać w salonie!

– Nie wyobrażam sobie – śmiał się Piotr. – Przyzwyczaiłem się do naszej ciasnoty.

– Kiedy wyjeżdżałeś na sesję, było przestronniej – drażniła się Olga. – Ale bez ciebie było pusto. Dobrze, że to już za nami.

– Teraz zawsze będziemy razem – odparł czule Piotr, obejmując żonę.

Dwa lata minęły w harmonii. Pieniądze na nowe mieszkanie rosły, swatowie się przyjaźnili, dzieci rosły. Nagle jednak wszystko się zawaliło: Piotr zaczął źle się czuć. Lekarz wystawił zwolnienie i skierował na badania. Po kilku dniach padła niepokojąca prognoza:

– To jeszcze nie ostateczne – powiedział doktor. – Czekamy na potwierdzenie.

Piotr nie czekał. Tego wieczoru nie wrócił do domu. Olga, świadoma jego stanu, obdzwoniła wszystkich, których znała. Noc bez snu wydawała się wiecznością. Gdy rano otworzyły się drzwi wejściowe, rzuciła się do męża, ale zastygła: Piotr był pijany, z zaczerwienionymi oczami, ubranie przesiąknięte dymem tytoniowym.

– Co z tobą? – wyszeptała Olga, próbując powstrzymać przerażenie.

– Czego się gapisz? Nie podoba ci się? – warknął z niespodziewaną złością.

– Nie podoba – odparła cicho, czując, jak ściska się jej serce.

– I co z tego? – prychnął Piotr, patrząc na nią z wyzwaniem.

– Nic. Idź spać, ja muszę iść do pracy – Olga starała się mówić spokojnie, ale w środku wszystko w niej wrzeło.

Wyszła na ulicę, próbując znaleźć wytłumaczenie dla męża:

„Jest przerażony, dlatego się załamał. Jak się wyśpi, pogadamy i wszystko wróci do normy. Jest silny, damy radę.” Ale obraz pijanego Piotra, jego ostry ton nie dawały jej spokoju.

Cały dzień była jak na szpilkach. W myślach przygotowywała rozmowę, która miałaby dodać mężowi otuchy. Dzieci były u jej rodziców, poprosiła, by zostały tam jeszcze kilka dni:

– Mamo, mam zaległości w pracy, nie daję rady – skłamała, by nie niepokoić matki.

– Nie martw się, niech zostaną – odpowiedziała radośnie mama.

Olga odetchnęła z ulgą. Do końca dnia pracy zostały trzy godziny, ale nie wytrzymała i wróciła do domu.

To, co zobaczyła, wstrząsnęło nią. Piotr siedział w kuchni w samych spodenkach, metodycznie opróżniając butelkę za butelką. Mieszkanie przesiąknięte było dymem – palił w środku, czego nigdy wcześniej nie robił. Nawet nie zareagował na jej powrót.

– Co ty wyprawiasz? – głos Olgi drżał ze złości. – Przecież niedługo masz badania!

Piotr powoli podniósł na nią zamglone spojrzenie.

– A, przyszłaś – zachrypiał. – No to zaczynaj, pieprz swoje.

– Co zaczynać? – zaskoczyła się.

– Truć się – wycedził leniwie. – Przecież już wymyśliłaś, jak mnie zjechać.

– Piotr, proszę, nie strasz mnie – Olga usiadła obok, próbując do niego dotrzeć. – Nie jesteś sam. Diagnoza nie jest pewna. Jeśli to coś poważnego, damy radę. Pieniądze są, mieszkanie może poczekać. Jestem z tobą.

Próbowała go objąć, lecz Piotr gwałtownie ją odepchnął.

– Nie przyczepiaj się do mnie – powiedział zimno. – Nie potrzebuję twoich poklepOnucie już wiedziała – czas zasypać stare mosty i iść dalej, choć w sercu pozostała gorycz, że jej bajka skończyła się tak brzydko.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

jeden × pięć =

Koniec Złudzeń