Spokojny wieczór przerwał nagły dzwonek do drzwi.

Halina przygotowywała kolację, nakrywając stół dla siebie i męża. Wieczór zapowiadał się spokojny i przytulny, gdy nagle ciszę przerwał głośny dzwonek do drzwi. Nie spodziewali się gości, a ten dźwięk zawisł w powietrzu jak zapowiedź czegoś nieoczekiwanego.

— Wojciech, otwórz proszę, sprawdź, kto tam? — zawołała Halina z kuchni, wycierając ręce w fartuch.

Wojciech, oderwawszy się od telewizora, niechętnie wstał i podszedł do drzwi. Gdy je otworzył, zastygł w zdumieniu.

— Ciociu Weroniko? Skąd pani się tu wzięła? — W jego głosie brzmiało autentyczne zaskoczenie. Przed nim stała starsza siostra jego zmarłej matki, kobieta, której nie widział od lat.

— Dobry wieczór, Wojtku. Postanowiłam was odwiedzić. Mogę wejść? — Weronika uśmiechnęła się, lecz w jej oczach przemknął cień zmęczenia.

— Oczywiście, proszę! — Wojciech ustąpił, wpuszczając gościa. — Dlaczego nie dała pani znać? Spotkałbym ciocię na dworcu.

— Tak jakoś spontanicznie wyszło — odparła, ostrożnie stawiając na podłodze ciężką torbę. — Byłam u twojej siostry w Poznaniu, a teraz do was, do Wrocławia, wpadłam.

Halina, usłyszawszy głosy, wyszła z kuchni, poprawiając fartuszek. Na widok gościa lekko zmarszczyła brwi.

— Witam, Weroniko Pawłowna! Co za niespodzianka… Zostanie pani z nami na kolację?

— Chętnie, dziękuję — odpowiedziała kobieta, kierując się do łazienki, by umyć ręce.

Halina rzuciła mężowi pytające spojrzenie, ledwo powstrzymując irytację.

— Nie miałem pojęcia, że przyjedzie — wyszeptał Wojciech, usprawiedliwiając się.

— I na długo zostanie? — Halina skrzyżowała ręce. — Mamy ją teraz oprowadzać po mieście, karmić? Po co w ogóle się zjawiła?

— Uspokój się, zaraz wszystko wyjaśnimy — Wojciech wzruszył ramionami, próbując nie eskalować napięcia.

Weronika Pawłowna wróciła i postawiła na stole torbę z upominkami.

— Przyniosłam wam ze wsi: świeży miód od sąsiada, czosnek, zioła. W mieście za to pewnie fortunę byście zapłacili. No, opowiadajcie, jak wam się żyje? Jak wasz synek?

— Jakoś leciemy — zaczął Wojciech. — Mieszkanie na kredyt, pracujemy, kręcimy się. Kacper jest w pierwszej klasie liceum, zaczął się interesować programowaniem. Zaraz wróci z treningu. A u pani jak?

— Dobrze, że postawiliście na własne mieszkanie — skinęła Weronika. — Ja postanowiłam odwiedzić rodzinę. Po śmierci waszej mamy, Wojtku, prawie straciliśmy kontakt. Nie przyjeżdżacie na wieś, macie swoje sprawy, rozumiem. A mnie samej tam trochę smutno. Starość, jak to mówią, nie radość…

— Kotlety, Halinko, palce lizać — dodała, odgryzając kawałek. — I mieszkanie macie przytulne, brawo.

— A na długo pani zostanie? — ostrożnie zapytała Halina, próbując ukryć niecierpliwość. Wojciech rzucił jej karcące spojrzenie.

— Na kilka dni — odparła Weronika. — Chcę zobaczyć wasze miasto, dawno tu nie byłam. Potem pojadę dalej. Odwiedzę was, Kacpra. Ty, Halinko, taka śliczna jesteś i gospodyni świetna.

Halina wymusiła uśmiech. Komplementy były miłe, ale sytuacja wciąż ją denerwowała.

— Będzie pani spać w kuchni, na rozkładanym łóżku — powiedziała. — Mamy tylko dwa pokoje: jeden nasz, drugi Kacpra.

— Ja niewybredna jestem, gdzie położysz, tam się prześpię — machnęła ręką gość. — Dziękuję za kolację, wszystko było wyśmaczne.

W tej chwili do mieszkania wpadł Kacper, zdyszany, z plecakiem na ramieniu.

— Synu, to ciocia Weronika, siostra twojej babci Marii — przedstawił Wojciech. — Pewnie nie pamiętasz, byłeś mały, jak jeździliśmy do niej.

— Dzień dobry — Kacper przyjrzał się przybyłej. — Rzeczywiście podobna do babci…

— Miło cię poznać, Kacprze — uśmiechnęła się Weronika. — Słyszałam, że interesujesz się programowaniem?

— Tak — ożywił się chłopak. — Tylko mam stary komputer, ciągle się zawiesza. Piszę programy, ale wszystko działa wolno.

— Brawo, trzymaj tak dalej. Programiści teraz na wagę złota — dodała zachęcająco.

— A pani kim była? — zainteresował się Kacper.

— Lekarką, potem wykładałam w akademii medycznej. Wyszłam za mąż, przeprowadziłam się na wieś. Tam zostałam. Pomagać ludziom — to ważne, Kacprze.

— Super — skinął chłopak, pod wrażeniem.

— No to może przygotujemy cioci miejsce do spania? — zaproponował Wojciech. — Jutro mam wolne, mogę pokazać pani miasto.

— Dziękuję, Wojtku, z przyjemnością — odparła Weronika, a jej głos zadrżał ze szczerej wdzięczności.

Gdy wszyscy rozeszli się do swoich pokoi, Halina, leżąc w łóżku, zaczęła szeptem wyrzucać mężowi:

— Co to za nowiny? Zjawia się bez zapowiedzi, z miodem i czosnkiem, i myśli, że mamy skakać z radości? Teraz ją zabawiać, karmić! Co to za ludzie?

— Halina, uspokój się — cicho odpowiedział Wojciech. — To moja jedyna ciotka. Razem z moją mamą wychowywały się, ich rodzice wcześnie odeszli. Miała ciężkie życie: męża, syna — wszystkich straciła. Wyszła powtórnie za mąż, przeprowadziła się na wieś, zajęła gospodarstwem. Drugi mąż też umarł. Wyobrażasz sobie, jak jej samotnie? A ona trzyma się, odwiedza rodzinę. To tylko kilka dni, wytrzymaj.

— Znam jej historię, twoja mama opowiadała — burknęła Halina. — Ale tak się nie robi. Jutro jadę do mojej mamy, a ty się nią zajmij.

— Dobrze — westchnął Wojciech. — Już sobie poradzę.

Następnego dnia Wojciech z Weroniką i Kacprem poszli zwiedzać Wrocław. Halina pojechała do matki. Gdy wróciła wieczorem, usłyszała głośny śmiech syna i ciotki Weroniki. Stół w kuchni uginał się od zakupów i prezentów.

— Co się tu dzieje? — zdziwiłaHalina spojrzała na nowy komputer Kacpra i drogą pościel, a w jej sercu obudziło się uczucie wstydu za własną niecierpliwość i brak życzliwości.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

13 + 2 =

Spokojny wieczór przerwał nagły dzwonek do drzwi.