— O, Krysia, witaj! Do mamy przyjechałaś? — zawołała sąsiadka z balkonu.
— Dzień dobry, pani Halino. Tak, do mamy.
— Powinnaś z nią porozmawiać — westchnęła kobieta. — Biedaczka zupełnie straciła głowę po tym rozwodzie.
— Co pani ma na myśli? — Krystyna zesztywniała.
— Ja tu przy oknie często o piątej rano siedzę, bo sen mnie nie bierze. A tu któregoś dnia taksówka podjeżdża, twoja matka wysiada… i wyglądała, delikatnie mówiąc, nie jak zwykle. I zdaje się, podchmielona. Sąsiedzi już szeptają. W jej wieku! I po co twojego ojca wyrzuciła? Każdy może się potknąć, prawda? Tyle lat razem – głupota to w jej lata się rozwodzić.
— Dziękuję, pani Halino — odparła Krystyna, przełykając ślinę. — Porozmawiam z nią.
Ruszyła szybko do domu. Jej matka pół roku temu wyrzuciła ojca, gdy przyłapała go z inną. Krystyna prosiła, by nie działała pochopnie – ludzkie błędy się zdarzają. Lecz matka była nieugięta. Co dziwne – zamiast pogrążyć się w smutku, jak można się było spodziewać, odżyła. Nowe ubrania, tańce, knajpy, koleżanki – wszystko, czego wcześniej u niej nie widywano.
Krystynie było to trudno zrozumieć. Sama zaraz wychodziła za mąż, myślała o dzieciach. A jej matka – w barze do świtu? Jaka z niej babcia? Jak przedstawić ją teściowej, gdy jedna dzierga swetry, a druga szale po nocach?
Gdy weszła do mieszkania, matka witała ją z czajnikiem w dłoni i promiennym uśmiechem. Nie w wytartym szlafroku, lecz w modnym beżowym garniturze. Pomalowane paznokcie, przedłużone rzęsy – widać było, że cieszy się życiem.
— No to jak Tomek? — spytała, stawiając filiżanki.
— W porządku — Krystyna powstrzymywała irytację. — A u ciebie?
— Wyśmienicie! Wczoraj z dziewczynami do rana w knajpie. Najpierw tańce, potem karaoke. Cudownie się bawiłyśmy!
— Pani Halina już mi opowiedziała — mruknęła Krystyna. — Że wróciłaś o piątej rano i chyba byłaś pijana.
Matka się zaśmiała.
— A myślałaś, że w knajpie herbatę pijemy?
Krystyna nie wytrzymała.
— Mamo, nie uważasz, że trochę przesadzasz?
— W czym?
— Delikatnie mówiąc – nie masz już dwudziestu lat. Jakie tańce, jakie kluby? Przecież powinnaś dawać przykład. Będziesz babcią!
— Jestem kobietą, która wreszcie jest wolna. I nie zamierzam żyć według czyichś oczekiwań.
— Ale spędziłaś z tatą tyle lat! Jak można to tak odrzucić?
Matka zamilkła, po czym spokojnie, lecz stanowczo odparła:
— Twój ojciec mnie zdradził. To nie był błąd, lecz wybór. A ja nie chcę już być służącą. Chcę żyć. Dla siebie. Przez lata żyłam dla rodziny. Teraz nikt mi nie będzie dyktował.
— Ale masz prawie pięćdziesiąt!
— I co? Nie muszę starzeć się na czyjeś życzenie.
Krystyna poczuła, że posunęła się za daleko.
— Przepraszam, nie chciałam cię urazić. Po prostu się martwię.
— Jeśli wstydzisz się mnie – nie zapraszaj na ślub. Ale wiedz jedno: nie zasłonię siwizny chustą i nie włożę workowatej sukienki. Będę tańczyć, a może nawet flirtować. Czuję się dobrze.
— Nie, mamo, oczywiście chcę, żebyś była. Tylko…
— Tylko ciotka Halina się oburzy? Niech się oburza. Ja wreszcie żyję.
Gdy Krystyna wróciła do domu, opowiedziała wszystko narzeczonemu.
— Nie wiem, jak to przyjąć.
Tomek tylko się roześmiał:
— Moim zdaniem twoja matka jest niesamowita. Nie załamała się, tylko wybrała życie. To nie zbrodnia – być szczęśliwą.
W weekend Krystyna zadzwoniła do matki.
— Mamo, może pódźmy do SPA, a potem na żywą muzykę?
— Nie będzie ci wstyd?
— Powiem, że jesteś moją starszą siostrą — zaśmiała się Krystyna.
— Zgoda. Ale uprzedzam – nie wracamy wcześnie.
Ten dzień stał się przełomem. Krystyna po raz pierwszy zrozumiała, jaką siłę ma jej matka. I że może powinna się od niej nauczyć – być sobą. Żyć nie „jak wypada”, lecz jak serce dyktuje.



