Sprawiedliwość dla niej: opowieść zaczynająca się od zdrady

**Sprawiedliwość dla Zofii: historia, która zaczęła się od zdrady**

— Dlaczego pozwalasz mu tak się z sobą obchodzić, Zo? Nie jesteś jego własnością! Jesteś silna, możesz się wyrwać — szepnęła Ewa, zwinięta w kłębek na kanapie.

Zofia ciężko westchnęła i cicho odparła:

— To mój ojciec. Ma papier z podpisem i pieczęcią, gdzie czarno na białym stoi: „niepoczytalna”. Dlatego tu jestem. To nie jest zwykły człowiek z pieniędzmi — to człowiek z władzą. Nawet jeśli ucieknę, i tak mnie znajdzie. To błędne koło…

— Skoro już tu jesteś — pomóż mi. Zapłacę ci, wszystko w porządku. Sprawiedliwie — mrugnęła porozumiewawczo Zofia.

— Pomogłabym ci tak czy inaczej — uśmiechnęła się Ewa. — Ale nie odmówię. Przydadzą mi się pieniądze, gdy znów będę wolna. Nie potrzebuję magii, by wiedzieć, co się dzieje. Ale żeby potwierdzić sen — potrzebuję twojego włosa.

Ewa szybko wyjęła malutki nożyk i zręcznie odcięła kilka kosmyków.

— Dziś w nocy wszystko się wyjaśni. Jaką miksturę ci podano, dlaczego zamiast ochrony dostałaś zieloną melancholię — dowiemy się.

Następnego ranka Zofia nie mogła znaleźć Ewy. Ta unikała ją, chowała się po kątach, znikała na zabiegach.

— Dlaczego przede mną uciekasz? — złapała ją Zofia w ogrodzie. — Umówiłyśmy się!

— Nie uwierzysz mi — mruknęła ponuro Ewa. — Pomyślisz, że opowiadam bajki dla pieniędzy.

— Dość tego. Mów, co widziałaś.

Ewa zaprowadziła Zofię w najdalszą alejkę i usiadła obok.

— Słuchaj uważnie. Śniło mi się…

Konstanty przeciągnął się leniwie w łóżku.

— Wstawaj, śpiochu! Znalazłam nową ofiarę.

— Daj mi pospać… — jęknął.

— Wyśpisz się później. Oto gazeta. Widzisz tę kobietę? Nazywa się Zofia. Współwłaścicielka korporacji, bez rodziny, poza… przyszłym mężem. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem — będziesz nim ty.

— Ożenić się? — zaschło w gardle Kostkowi.

— Tak. Najpierw musisz ją oczarować — będziesz troskliwy, skromny, niby biedny, ale pracowity. Zacznie ci pomagać, zainwestuje w twój „biznes”.

— A potem wszystko przepuścisz? I wtedy się pojawisz?

— Tak, kochanie — głaskała go po głowie Julia. — Gdy zgodzi się na rytuał, myśląc, że pomaga tobie — wsunę jej klątwę. Demon pożre jej rozum. Potem — „nieszczęśliwy wypadek”. Cały spadek twój.

— Jeśli się uda…

— Damy radę. Mamy magię. Ty i ja.

Gdy Ewa skończyła, Zofia milczała, zaciskając usta.

— I co na to? — nie wytrzymała Ewa.

— Powiem, że zaczynam działać. Najpierw pozbędziemy się demona. Potem — zemsta.

— Uważaj — jeśli zwlekać, uciekną. Tacy nie czekają.

— Jestem gotowa. Pomóż mi go wypędzić.

Ewa znów odcięła pukiel włosów.

— Bądź gotowa. Gdy odejdzie, Julia to poczuje. Będziesz miała mało czasu.

Nocą Zofia prawie nie zmrużyła oka. Trzęsło nią, ktoś szeptał jej do ucha. Ale rano — wszystko zniknęło. Świat stał się jaśniejszy. Ludzie — zwyczajni.

— Milena! On odszedł! — wpadła do pokoju przyjaciółki. Ale Ewę przeniesiono do innej sali. Coś się stało tej nocy.

— Wróci, gdy poczuje się lepiej — obiecała pielęgniarka.

Zofia nie mogła się dodzwonić ani do Julii, ani do Kostka. Telefony milczały. Uciekli. Teraz ważniejsze było wyjść stąd. I podziękować Ewie.

— Żyjesz! — krzyknęła Zofia, gdy Ewa wróciła.

— Zdążyłam. Odesłałam demona, ale mało nie zostałam tam z nim — zachichotała ochryple. — A u ciebie?

— Uciekli. Zniknęli. Otrząsam się. Lekarz mówi — niedługo wypiszą.

— A ja zostanę. Ojciec przedłużył. Ale przyjedziesz do mnie, tak?

— Oczywiście. A telefon?

— Oto mój— Oto mój sposób — Ewa znów wyjęła nożyk, odcięła warkoczyk i podała Zofii. — Włożysz pod poduszkę, a ja usłyszę.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

jeden × 2 =

Sprawiedliwość dla niej: opowieść zaczynająca się od zdrady