Cienie przeszłości: droga do nowego szczęścia

Cienie przeszłości: droga do nowego szczęścia

Bartosz wyszedł z pracy, ledwo unikając poślizgu na oblodzonych schodach. Poprzedniego dnia padał mokry śnieg, a nocą zamarzło, poranny wietrzny chłód smagał twarz. Na ulicach huczały samochody, kierowcy trąbili, spiesząc się do domów. Kiedyś Bartosz denerwowałby się korkami, ale teraz były wybawieniem — nie chciało mu się wracać do domu.

Coś się popsuło w jego relacji z Katarzyną. Siedem lat małżeństwa, które zaczęło się jeszcze na studiach, rozpłynęło się w rutynie. Miłość, jeśli w ogóle istniała, wyparowała, zostawiając tylko przyzwyczajenie. Bartosz coraz częściej zadawał sobie pytanie: gdzie to uczucie, które kiedyś ich łączyło? Czy w ogóle było prawdziwe?

Kryzysy zdarzają się w każdym związku, ale on i Katarzyna nie mieli dzieci, dla których warto byłoby walczyć. Ich małżeństwo od początku było spokojne, bez szaleństw i namiętności. Bartosz nigdy nie tracił głowy dla Katarzyny, ale przy niej czuł się bezpiecznie.

— Jesteśmy razem od czterech lat — powiedziała pewnego dnia na uczelni. — Co dalej? Chcę wiedzieć, czy jestem w twoich planach.

Jej słowa były ledwo zasugerowanym tematem ślubu. Bartosz nie myślał o małżeństwie, ale odparł:
— Oczywiście, że jesteś. Skończymy studia, znajdziemy pracę, pobierzemy się. Dlaczego pytasz?
— Chcę mieć pewność — odpowiedziała cicho.

— Nie martw się, wszystko będzie: biała suknia, wesele, dzieci — przytulił ją Bartosz, wierząc, że tak właśnie się stanie.

Katarzyna nie wracała do tematu aż do końca studiów. Po dyplomach znaleźli pracę — ona uparła się, by w różnych firmach. Widywali się rzadziej. W przeddzień jej urodzin Katarzyna znów wspomniała o ślubie:
— Mama pyta, kiedy się pobierzemy.
— Po co się spieszyć? — wymigał się Bartosz.
— Nie kochasz mnie? — w jej głosie zadźwięczały łzy. — Po co w takim razie tyle lat mnie zwodziłeś?

Bartosz przywykł do niej. Po co szukać kogoś innego? W dniu urodzin podarował jej pierścionek i oświadczył się. Katarzyna promieniała, jej mama ocierała łzy. W domu Bartosz oznajmił rodzicom:
— Zamierzam się ożenić.

Matka zmarszczyła brwi:
— Po co tak wcześnie? Najpierw stanęlibyście na nogi. A może jakieś okoliczności?

Nie lubiła Katarzyny — była zbyt władcza, mimo pozornej skromności.
— Żadnych okoliczności — odparł Bartosz. — Kochamy się. Cztery lata razem — na co czekać?
— To jej pomysł — westchnęła matka. — Zastanów się, synu.

Ale Bartosz już podjął decyzję.

Ślub w maju był piękny. Katarzyna w białej sukni wyglądała jak uosobienie wiosny. Dzieci? Postanowili poczekać, najpierw kupić mieszkanie i samochód. Rodzice Bartosza pomogli z wkładem własnym do kredytu. Młodzi kupili dwupokojowe mieszkanie, urządzili je. Ojciec podarował im stary samochód, a sobie kupił nowy. Życie się układało.

Ale Katarzyna wpadła na pomysł: Bartosz powinien założyć firmę. Spotkała kolegę z roku, który handlował elektroniką i szukał wspólnika.
— Jestem inżynierem budowymi, lubię swoją pracę — sprzeciwił się Bartosz. — Konkurencja jest ogromna, nie ma sensu.
— Myślałam, że chcesz pracować na swoim — nalegała. — Elektronika jest zawsze potrzebna. Można przebić konkurencję.
— Nie chcę — odciął się.

Katarzyna obraziła się. Pierwszy raz poważnie się pokłócili, przez kilka dni nie rozmawiali. Później pogodzili się, ale ona wróciła do tematu, przekonując, że biznes szybciej spłaci kredyt. Bartosz zaczął podejrzewać, że matka miała rację: może za wcześnie się ożenił? Czy w ogóle kocha Katarzynę?

Na szczęście kolega zbankrutował i temat firmy się zamknął. Spłacili kredyt, kupili Bartoszowi terenówkę, a potem mały samochód dla Katarzyny. Czas pomyśleć o dzieciach. Matka Bartosza niepokoiła się:
— Dlaczego nie macie dzieci? Coś nie tak?
— Wszystko w swoim czasie — uspokajał, nie dostrzegając, że Katarzyna jest przeciw.

— Przyjaciele już mają dzieci — powiedział żonie. — Za niedługo trzydziestka. Mamy pracę, mieszkanie, samochody. Czas.
— Jakie dzieci? — machnęła ręką. — Nie porzucę kariery dla macierzyństwa. Zostać gospodynią domową? Przestaniesz mnie kochać.

Katarzyna dostała awans, całkowicie pochłonięta projektami. Dzieci pozostały marzeniem Bartosza, ona wybrała karierę.

Wieczorem, wydostawszy się z korka, wszedł do mieszkania. Katarzyna siedziała z telefonem.
— Czemu tak długo? — burknęła.
— Korki — odparł krótko.
— Dzwoniła Magda, zaprosiła nas na Sylwestra — powiedziała. — Dlaczego nic nie mówisz?
— Już się zgodziłaś — wzruszył ramionami Bartosz.
— A ty jesteś przeciw? — zapytała zirytowana.
— Wolałbym zostać w domu. Oddalamy się od siebie, Kasia. Może spędzimy go sami, przy świecach, romantycznie?
— Poważnie? — prychnęła. — Będziemy gapić się w telewizor, potem do twoich rodziców, później do mojej mamy. Nuda. Obiecałam Magdzie.

Wróciła do telefonu. Bartosz spróbował jeszcze raz:
— Powiedzmy, że plany się zmieniły.
— Nie — odcięła się.

Na imprezie u Magdy było głośno. Bartosz zauważył, jak jakiś mężczyzna wpatruje się w Katarzynę. Ona flirtowała, głośno się śmiała, a potem poszła z nim tańczyć. Po tańcu zniknęli w kącie, żywo rozmawiając. Bartosz, nie mówiąc ani słowa, wyszedł.

Katarzyna wróciła po trzech godzinach, wściekła:
— Zostawiłeś mnie tam!
— Byłaś zajęta — odparł. — Odprowadził cię ten twój mężczyzna?
— Tak! A ty… — urwała.
— Co ja? On jest bogaty, a ja nieudacznik? Może się rozwiedziemy?
— Dobrze! — rzuciła.

Sylwestra spędzili w kłótni. Rozwód stał się nieunikniony. Katarzyna żądała mieszkania, ale Bartosz odmówił: on spłacał kredyt, inwestował w remont. Sąd podzielił majątek. Dostała kawalerkęBartosz stał w drzwiach, patrząc, jak światło zimowego poranka oświetla twarz jego córeczki, i po raz pierwszy od dawna poczuł, że właśnie tu jest jego miejsce.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

dziesięć + trzynaście =

Cienie przeszłości: droga do nowego szczęścia