Pewnego razu popełniłam błąd — teraz płacę za niego całe życie
Aneta wlokła się po jesiennej ulicy Krakowa, ciągnąc za sobą ciężką walizkę. Wiatr szarpał jej włosy, mżył zimny deszcz, a każdy krok rozdzierał stopy — buty na obcasie obtarły je do krwi. Lecz najbardziej bolało serce.
— Jak to się stało… — szepnęła, wpatrując się w kałuże. — Jak mogłam być taka naiwna?
Sześć lat z Krzysztofem. Obietnice, wspólne wyjazdy, życie w jego mieszkaniu, prezenty, kwiaty… A teraz — walizka, ulica, zero na koncie i ani złotówki od tego, który przysięgał, że zawsze się nią zaopiekuje. Po prostu ją wyrzucił. Po prostu powiedział: „Poznałem inną”.
Aneta nie płakała. Była zbyt dumna, by się upokarzać. Ale w środku była pustka.
Mijając przytulną kawiarnię, nie wytrzymała — zatęskniła za ciepłem i spokojem. Weszła do środka, zamówiła czarną kawę i dwa eklerki. Usiadła przy oknie. Pierwszy raz od rana — usiadła. Rozejrzała się. W lokalu było gwarnie: kobiety z przyjaciółkami, zakochani, starsze małżeństwo. A przy oknie — mężczyzna w drogim garniturze, z laptopem, zajęty, skupiony.
Aneta omal nie upuściła filiżanki. To był on. Wojtek.
Ten sam Wojtek, którego porzuciła siedem lat temu dla Krzysztofa. Wtedy mieszkał z babcią, nosił znoszone koszule, oszczędzał na kurs programowania i prosił, by jeszcze poczekała — mówił, że wszystko przed nimi. A ona nie chciała czekać. Nie chciała żyć w starym mieszkaniu z kukającymi zegarami i zapachem leków. Chciała „żyć pięknie”. Chciała tu i teraz.



