Nieoczekiwany gość

W małej wsi Jasna Polana unosił się zapach świeżego chleba, który Maria Kowalska piekła w starej kuchennej piecu. Nagle rozległo się pukanie do drzwi, a spokojna cisza w kuchni rozwiała się jak dym. Maria wytarła ręce w fartuch i pośpieszyła otworzyć.

„Mamo, poznaj Kasię, moją narzeczoną” – na progu stał jej syn Piotr, promieniejąc szerokim uśmiechem.

Maria spojrzała na dziewczynę i zastygła, jakby trafiona piorunem. Kasia była wysoka, prawie metr dziewięćdziesiąt, w krótkiej spódnicy, na szpilkach, z mocnym makijażem i ogromną torbą w ręku.

„Witaj” – wydusiła Maria, próbując ukryć zdumienie. „Janek, chodź tu!” – zawołała męża. „Piotrek przywiózł naszą przyszłą synową, poznaj się!”

Janek, szurając kapciami, wyszedł w rozciągniętej koszulce. Zobaczywszy Kasię, stanął z otwartymi ustami, jakby ujrzał ducha.

„Witam” – mruknął i, zreflektowawszy się, zniknął w pokoju, by się przebrać.

Maria śledziła go wzrokiem pełnym wyrzutu. Gdy syn dwa dni temu powiedział, że nie przyjedzie sam, ucieszyła się. Piotr miał już ponad trzydzieści lat, najwyższy czas założyć rodzinę. Wyobrażała sobie skromną dziewczynę, może z warkoczem, w prostej sukience. Ale Kasia? Tego się nie spodziewała. Buty na obcasach, jaskrawo pomalowane paznokcie, torba, z której wystawały pióra. To był wyzwanie dla wszystkiego, co Maria uznawała za normalne.

„Wejdź, Kasia” – powiedziała, starając się zachować kamienną twarz. „Janek, weź torbę, na co czekasz?”

Janek, już w czystej koszuli, podniósł bagaż Kasi i zaprowadził gości do domu. Maria, korzystając z chwili, szepnęła synowi:

„Piotrek, kogoś ty przywiózł? Co to za wygląd?”

„Mamo, nie zaczynaj” – zaśmiał się Piotr. „Taka jest tylko na zewnątrz. W środku to złoto, zobaczysz.”

Maria sceptycznie prychnęła i, przeżegnawszy się, mruknęła:

„Oj, Boże, cóż za niespodzianka.”

W domu zapanował harmider. Mężczyźni coś szeptali przy stole, a Kasia rozlokowała się w pokoju Marii i Janka, rozkładając swoje rzeczy. Maria z niedowierzaniem patrzyła, jak z torby wyciąga kapelusze z piórami, stroje kąpielowe i błyszczące szmatki.

„Co to jest?” – podniosła z obrzydzeniem coś, co przypominało nitki.

„To bielizna” – odparła Kasia beztrosko. „Chce pani? Mam więcej.”

„Nie, dziękuję” – burknęła Maria, czując, jak krew napływa jej do twarzy. „A dlaczego w ogóle rozkładasz się w naszym pokoju?”

„U Piotrka mało miejsca, a wujek Janek powiedział, że pani nie ma nic przeciwko” – uśmiechnęła się Kasia.

„Wujek Janek, tak?” – syknęła Maria, rzucając mężowi spojrzenie. „No, no.”

Złapała Janka za rękę i wyprowadziła na podwórze.

„Oszalałeś? Oddałeś nasz pokój? Będziesz teraz spał na kanapie, gościnny jesteś!” – syczała.

W tej chwili z obory dobiegło muczenie krowy.

„Ojej, Zosię jeszcze nie wydoiłam przez was!” – załamała ręce Maria i pobiegła do obory.

Kasia, usłyszawszy to, wybiegła za nią.

„Mogę spróbować?” – zapytała nieśmiało. „Nigdy nie doiłam krowy.”

Maria zmierzyła ją wzrokiem od stóp do głów.

„W tym?” – sarkastycznie doprecyzowała, wskazując na szpilki Kasi.

„Zaraz się przebiorę!” – Kasia pomknęła do domu i wróci minutę później w szortach i bluzce.

Maria westchnęła.

„No dobrze, chodźmy. Tylko załóż chustkę.”

„Może kapelusz?” – zaśpiewała Kasia. „Mam piękny, z kwiatami.”

„Chustkę!” – ucięła Maria. „Co też ci do głowy przychodzi…”

W oborze podała Kasi wiadro.

„Doisz tak. A ja pójdę przygotować śniadanie.”

Minęło pół godziny, a Kasia nie wracała. Maria nakryła do stołu i, mrucząc, poszła do obory. Zobaczywszy, co się dzieje, wybuchnęła śmiechem. Kasia, z przekrzywioną chustką, krążyła wokół krowy, zaglądając to z jednej, to z drugiej strony, i coś mamrotała.

„Nie mogę znaleźć, wszędzie już szukałam!” – tłumaczyła się, gdy Maria, śmiejąc się, pokazała jej, jak się doi właściwie.

Po śniadaniu Kasia postanowiła się opalać. Rozłożyła koc, założyła kostium i położyła się na podwórzu. Janek, który cały tydzień wymigiwał się od pracy, nagle chwycił za kosę i zaczął kosić trawę przy płocie, zerW końcu Maria zrozumiała, że choć Kasia wyglądała jak gwiazda z reklamy, w głębi serca była tak samo zwyczajna i dobra jak każda inna dziewczyna z ich wsi.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

sześć + 7 =

Nieoczekiwany gość