Pragnie poznać prawnuczkę, lecz zdrady nie potrafię wybaczyć

Nazywam się Kasia i od wielu lat noszę w sobie historię, z którą nie potrafię sobie poradzić. Może gdy o tym opowiem, będzie mi lżej.

Moja rodzina nigdy nie była wzorem idealnych relacji. Mieszkaliśmy w Lublinie, a od dzieciństwa widziałam, jak między dorosłymi ciągną się urazy, plotki, alkoholizm i poniżenie. Mama miała siostrę — Agatę. Jej syn, mój kuzyn Bartek, ożenił się z dziewczyną, która — delikatnie mówiąc — nie słynęła z wierności. Zdrady były na porządku dziennym, kłótnie głośne, rozwód krótki, bo szybko wracali do siebie, jakby byli od siebie uzależnieni. Mieli dwoje dzieci, ale miłości w tym związku nie przybywało. A ciocia Agata? Ciężko uzależniona od alkoholu, od lat nie utrzymująca żadnej pracy. Ciągłe ciągi, zwolnienia — cała rodzina dawno machnęła na nią ręką.

Pewnego dnia żona Bartka zachorowała na nerki. Kiedy z mamą odwiedziłyśmy babcię — Marię Stanisławę — ta opowiedziała nam o chorobie tej kobiety. Mama odburknęła: „Trzeba myśleć głową, a nie tym, co poniżej pasa”. Wzruszyłyśmy ramionami i pewnie zapomniałybyśmy o całej sprawie. Ale babcia, zawsze bezpośrednia, powtórzyła te słowa dosłownie tamtej kobiecie. I zaczęło się.

Awantura rozniosła się po całej okolicy. Pijana ciocia Agata rzuciła się na mamę, broniąc swojej synowej, jakby to była jej własna córka. Nie wdawałyśmy się w kłótnię, po prostu wyszłyśmy. Ale najboleśniejsze było potem — babcia stanęła po stronie Agaty i jej rodziny. Przestała nas zapraszać, dzwonić. Jakbyśmy przestały istnieć. Mama jeszcze próbowała jakoś utrzymywać kontakt, ale ja — nie. Wtedy postanowiłam: nie chcę mieć nic wspólnego ani z tą pijacką rodziną, ani z ludźmi, którzy potrafią tak łatwo wymazać cię ze swojego życia.

Minęło osiem lat. Babcia niedługo skończy osiemdziesiątka. Niedawno zadzwoniła do mamy i ze łzami w oczach prosiła o przebaczenie. Mama, oczywiście, wybaczyła — to przecież jej matka. Zawsze miała miękkie serce. Ale ja… ja nie potrafię.

Mam teraz małą córeczkę, moją radość, moje słoneczko. Mama opowiedziała o niej babci, a ta, drżącym głosem, zaczęła prosić chociaż o zdjęcie. Mówiła, że marzy, by zobaczyć prawnuczkę, że każdej nocy modli się, by Bóg dał jej szansę choć raz spojrzeć na dziecko. Ale ja się nie zgodziłam. Stanowczo.

Nie dlatego, że chcę się mścić. Dlatego, że w sercu wciąż noszę tę ranę. Bo wciąż boli mnie wspomnienie, jak nas zdradzono, jak mama płakała, nie rozumiejąc, co zrobiła, by zasłużyć na takie traktowanie. Bo babcia pokazała mi wtedy, że rodzina to nie zawsze miłość — czasem to wybór. A ona wybrała nie nas.

Nie wiem, czy postępuję słusznie. Mama mówi: „Nie trzymaj urazy, Kasiu, ona już stara, zmęczona, chce odejść w spokoju.” Ale we mnie wszystko protestuje. Nie wiem, czy będzie jeszcze czas, może jutro będzie za późno, ale… ja nie jestem gotowa.

Powiedzcie… wy byście wybaczyли?

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

19 + 7 =

Pragnie poznać prawnuczkę, lecz zdrady nie potrafię wybaczyć