W przestronnej sali restauracji w samym sercu Poznania rozbrzmiewało wesele Anny i Krzysztofa. Goście bawili się przy dźwiękach muzyki, a młodzi promienieli szczęściem przy suto zastawionym stole. Nadszedł czas wręczania prezentów. Pierwsi podeszli rodzice Anny, uroczyście przekazując wypchany kopertą banknotów. Następna była matka Krzysztofa, Halina Stanisławowa. Skromnie podała parze bukiet róż i, pochylając się, szepnęła: „Mój najważniejszy podarunek czeka na was po weselu.” – „Jaki jeszcze prezent?” – zdziwiła się Anna, rzucając spojrzenie na męża. – „Nie mam pojęcia, o czym mówi moja matka” – rozłożył ręce Krzysztof, uśmiechając się zakłopotanie. Ale Anna nie mogła nawet przypuszczać, jaką intrygę przygotowała jej teściowa.
Jeszcze przed ślubem Halina Stanisławowa tajemniczo napomykała synowi i przyszłej synowej: „Nie chcę wręczać wam byle czego. Na weselu prezentu nie oczekujcie, ale potem zaskoczę was czymś wyjątkowym!” – „Jak pani woli” – zawstydziła się Anna. – „My niczego nie wymagamy.” – „Mamo, nie martw się, wszystko w porządku” – uspokajał Krzysztof. – „Wystarczy nam, że będziesz z nami tego dnia.” – „Z pustymi rękami na ślub syna nie przyjdę” – stanowczo oświadczyła Halina. – „Tylko nie gadajmy o tym z rodziną.” – „Zgoda” – przytaknął Krzysztof, choć Anna wątpiła, czy teściowa dotrzyma słowa. Wiedziała, że Halinie Stanisławowej nie powodzi się najlepiej, ale koszty wesela młoda para pokryła sama, nie obciążając bliskich. Rodzice Anny, mimo skromnych zarobków, uzbierali dla nich pięć tysięcy złotych. Na weselu Halina wręczyła tylko kwiaty, co przeszło niemal niezauważone wśród toastów i tańców. Za to błyszczała przemówieniami, wygłaszając długie mowy i wyraźnie rozkoszując się uwagą gości.
„Nie macie pojęcia, co dla was przygotowałam” – szepnęła Halina młodej parze pod koniec wieczoru, jej oczy błyszczały figlarnie. – „To będzie szokująca niespodzianka, ale dopiero za jakiś czas.” – „Wszystko w porządku, nie martw się” – odparł łagodnie Krzysztof, ściskając dłoń żony. – „Jestem nawet ciekawa” – przyznała Anna, próbując ukryć zainteresowanie. – „Może ty wiesz, ale nie mówisz?” – „Naprawdę nie mam pojęcia” – wzruszył ramionami Krzysztof. – „Ale zgódźcie się, że nie cena się liczy, tylko to, że jesteśmy razem i szczęśliwi.” Anna skinęła głową, lecz kobiece zaciekawienie nie dawało jej spokoju. Próbowała wyciągnąć od teściowej choćby wskazówkę, lecz Halina tylko zagadkowo się uśmiechała: „Jeśli wszystko zdradzę, nie będzie niespodzianki. Poczekajcie!”
Mijały miesiące, a obiecany prezent nie nadchodził. Temat, który początkowo wywoływał uśmiechy, zaczął irytować Annę. Po ośmiu miesiącach od ślubu odważyła się przypomnieć Halinie o jej słowach. „Oczywiście, dla ciebie liczą się tylko pieniądze!” – wybuchnęła teściowa, a jej głos drżał z urazy. – „Lepiej spytałabyś, jak żyję, czy nie potrzebuję pomocy!” – „Jeśli coś jest potrzebne, proszę mówić wprost, zawsze pomożemy” – zbiła się z tropu Anna, nie rozumiejąc, co wywołało taki gniew. Lecz Halina milczała, tylko grała rolę obrażonej i poskarżyła się synowi na „arogancję” synowej. „Nie dręcz mamy tym prezentem” – poprosił Krzysztof żonę. – „Zrobiła mi taką scenę, że cierpliwość pękła.” – „Tylko spytałam z ciekawości, sama tyle intrygowała!” – tłumaczyła się Anna.
Po tym zdarzeniu Anna starała się unikać teściowej, kontaktując się z nią tylko w razie potrzeby. To jednak pogorszyło sytuację. Halina znów zaczęła narzekać synowi: „Dopótero twoja żona liczyła na jakiś wystawny podarunek, kręciła się wokół mnie. A jak zrozumiała, że nic nie dostanie, od razu nos zadziera i unika mnie!” – „To nieprawda, Anna taka nie jest” – bronił żony Krzysztof. – „Więc wytłumacz jej zachowanie!” – nie ustępowała Halina. – „Po tamtej rozmowie nawet do mojego domu nie wchodzi, a gdy mówi, to przez zęby.” Anna, dowiedziawszy się o tym, tylko westchnęła: „Twojej mamie nie dogodzisz. Najpierw drażniło ją moje zainteresowanie, teraz moja powściągliwość. Jutro oskarży mnie, że źle spojrzałam albo uśmiechnęłam się!” – „Ona myśli, że my tylko czekamy na jej pieniądze” – odparł z wyrzutem Krzysztof. – „No tak, a sama przez rok nic nie podarowała” – przypomniała Anna. – „Moi rodzice, swoją drogą, ciągle przywożą jakieś drobiazgi, dzielą się warzywami z działki i nigdy nie przychodzą z pustymi rękami.” – „Sugerujesz, że mama przychodzi do nas z niczym?” – spiął się Krzysztof. – „Mam ją tylko jedną i proszę, byś ją szanowała.” – „Bez problemu” – odcięła się Anna. – „Ale ona nie tylko przychodzi z pustymi rękoma, ale jeszcze zabiera pojemniki z jedzeniem, które gotuję.”
Temat prezentu stał się zakazany, lecz kłótnie w rodzinie nie ustawały. Halina, jakby dolewała oliwy do ognia, wciąż znajdowała powody do niezadowolenia z synowej. Tymczasem wśród znajomych i krewnych z anielską miną opowiadała, jak uwielbia Annę. „My z synem tańczymy wokół niej, wszystko dla niej robimy, a wdzięczności zero” – narzekała. – „Nigdy się nie wtrącam w ich życie, daję drogie podarunki. Nawet chciałam oddać Annie staroświecki pierścionek, rodzinny klejnot po mojej prababce, a zobaczyłaś, jak mi się odwdzięczyła!” Słuchacze współczuli, potakując, i nikt nie wątpił w szczerość Haliny – tak przekonująco grała swoją rolę.
W przeddzień pierwszej rocznicy ślubu Halina znów wspomniała o niespodziance. „Oczekujcie ode mnie czegoś niezwykłego!” – oznajmiła, otrzymawszy zaproszenie na skromną rodzinną kolację w kawiarni. – „Może nie trzeba się aż tak starać?” – nieśmiało zapytała Anna. – „Wezmę twoją opinię pod uwagę, ale zrobię po swojemu, jasne?” – odparła sarkastycznie teściowa. KrzysztofKiedy w końcu nadeszła rocznica, Halina wręczyła im starą, pustą szkatułkę po rodzinnych biżuteriach, twierdząc, że najcenniejsze dary są niewidoczne dla oczu.



