Weronika zawsze mówiła wprost, bez ogródek. Koledzy z pracy znali ją jako tę, która nigdy nie owijała w bawełnę. Nie miało znaczenia, czy ktoś chciał usłyszeć prawdę, czy nie.
Na przykład, gdy Ola cały ranek flirtowała z nowym informatykiem, jednocześnie sprawnie załatwiając zamówienia, Weronika przecięła atmosferę jednym zdaniem: *„Wiesz, że jego żona właśnie rodzi?”* I po ptokach – cały romans rozwiał się jak dym.
Albo taki przypadek: Natalia od miesięcy próbowała rzucić palenie. Plastry, cukierki, a nawet te „cudowne” e-papierosy – nic nie pomagało. Weronika tylko uniosła brew: *„A widziałaś skład tych twoich magicznych drażetek? Nie? Ciekawe, dlaczego…”*
Wszyscy omijali Weronikę szerokim łukiem. Nikt nie chciał oberwać jej ciętym komentarzem. Ale jej to nie obchodziło – prawda przecież nie przestawała być prawdą. Tylko kto właściwie tego chciał?
Gdy wyjechała na staż za granicę, całe biuro odetchnęło z ulgą. Palili pod budynkiem, flirtowali z klientami, urządzali szalone piątki i całowali się w ciemnych zakamarkach biura. Żonaci i single.
Po trzech tygodniach Weronika wróciła. Zwykle nosiła eleganckie sukienki, szpilki, mocny makijaż i ciężkie perfumy Chanel. Tym razem weszła w wyblakłych dżinsach i swetrze dwa numery za dużym. Żadnego makijażu, włosy zebrane w niechlujny kucyk. Przez cały dzień nie zdjęła okularów przeciwsłonecznych, a zamiast intensywnego zapachu – tylko subtelny aromat „Prawdy” od CK.
Co najdziwniejsze: nie zrugała sekretarki za brak papierów na naradę. Nie skarciła informatyka za ciągłe gadanie z żoną. Minęła stosy dokumentów, w których grzebał prawnik. Wszystko przeszło jej koło nosa.
*„Oblała staż”* – mruknął prawnik.
*„Zachorowała”* – zasugerowała sekretarka.
*„Zakochała się!”* – zaśmiała się Ola.
*„W tym workowatym swetrze? Serio?”* – prychnęła tłumaczka.
*„Mniejsza z tym, za godzinę narada. Lepiej się przygotujcie.”*
Tyle że Weronika się nie pojawiła. Czekali, nerwowo spoglądając na drzwi, aż nagle informatyk, który wybrał miejsce przy oknie, krzyknął:
*„Patrzcie! Tam jest!”*
Po drugiej stronie ulicy, w przytulnej kawiarence, siedziała ich Weronika. Ale zupełnie inna. Nie dlatego, że bez makijażu czy w rozczochranym kucyku. Po prostu – naprzeciw niej był mężczyzna, który coś opowiadał, a ona się śmiała. **Ich** Weronika. **Śmiała się.**
Wszyscy wpatrywali się w okno, jakby nie wierząc własnym oczom. Ta zawsze opryskliwa, zirytowana koleżanka teraz wyglądała na… szczęśliwą.
*„Słuchaj, nie znalazłam dziś mojej bluzki”* – powiedziała Weronika, uśmiechając się do nieznajomego. *„Więc wzięłam twój sweter.”*
*„A ja wolę, gdy go nie nosisz”* – odparł mężczyzna.
Weronika zarumieniła się i lekko uderzyła go piąstką w ramię. *„Przestań.”*
*„Nie mogę”* – szepnął, pochylając się. *„Musimy skończyć robotę i jechać. Do mnie? Do ciebie? Jak wolisz. Od czasu lotniska wszystko się zmieniło.”*
*„Zgoda.”*
*„A tak w ogóle…”* – dodał cicho – *…masz sweter na lewą stronę.”*
*„O, cholera!”*
*„Więc na pewno do mnie. Żeby go zdjąć.”*
Wybuchnęła śmiechem, wyjęła telefon i wybrała numer. W sali konferencyjnej wszyscy usłyszeli dzwonek na recepcji.
*„Firma XYZ, dzień dobry! Pani Weroniko? Ach, rozumiem… Nie przyjdzie pani? Chora? No proszę… Zdrowia życzę!”*
Sekretarka wpadła do sali: *„Nasza Weronisia zachorowała!”*
*„Widzimy”* – mruknął informatyk. Wszyscy patrzyli, jak ich koleżanka, wyraźnie zdrowa, wsiada z obcym do samochodu. *„Zniknie na kilka dni. Nawet nie próbujcie dzwonić.”*
*„Dlaczego?”* – zdziwiła się sekretarka.
*„Kiedykolwiek przyszłaś do pracy w swetrze wywróconym na drugą stronę?”* – zaśmiała się Ola. *„Albo w okularach, żeby nikt nie widział, jak świetnie spędziłaś noc? Gdy masz wyjebane na makijaż, bo myślami jesteś przy facet*„Weronika już nigdy nie powróci do biura w szpilkach i perfumach, bo w końcu znalazła coś ważniejszego niż zawodowy rygor.”*



