Afera: Cień Rodzinnej Wrogości

Afera w Zielonowie: cień rodzinnej waśni

– Ania, mama dzwoniła, przyjeżdżają z tatą w odwiedziny. Chcą zobaczyć Zosię – powiedział Krzysztof, wchodząc do pokoju, gdzie jego żona usypiała roczną córeczkę.

Twarz Anny momentalnie się wydłużyła. Ta wiadomość była dla niej jak cios. Stosunki z Heleną Kazimierówną popsuły się po narodzinach Zosi, choć wcześniej były serdeczne. Annę wściekało, że teściowa, wykorzystując każdą okazję, po kryjamu karmiła jej dziecko byle czym, ignorując prośby młodej matki.

Każda wizyta Heleny kończyła się kłótnią. Ostatnio, trzy miesiące temu, poczęstowała Zosię czekoladowym ciastem. Anna zostawiła córeczkę z teściową tylko na pięć minut, a ta już wykorzystała jej nieobecność.

– Co pani robi?! – oburzyła się Anna, wyrywając Zosię z rąk teściowej. – Ma dopiero dziewięć miesięcy! Jakie ciasto?!

Urażona samowolą Heleny, zabrała córkę do łazienki, by umyć jej buzię i rączki umazane kremem. Z łazienki słyszała, jak Krzysztof, wchodząc do kuchni, beształ matkę:
– Po co się pani wtrąca, gdzie nie trzeba?
– Nic się nie stanie! Jadłeś słodycze jako dziecko i żyjesz – broniła się Helena.
– Dlaczego nigdy pani nie słucha? – złościł się Krzysztof. – Świetna z pani matka była!
– Nie rozumiem, o co chodzi? – burknęła urażona teściowa, krzyżując ręce.

Pod koniec rozmowy Anna wróciła z Zosią do kuchni. Nie wytrzymała i wybuchnęła:
– Proszę wyjść, skoro nie potrafi się pani zachować!

Helena spojrzała zdumiona na synową, potem na syna, czekając na wsparcie. Ale milczenie Krzysztofa dało jej do zrozumienia, że stoi po stronie żony.
– Wielka sprawa! W naszej wsi wszystkim dawali, co chcieli, zanim wymyślili te wasze głupoty w internecie. Robicie z igły widły! – rzuciła i skierowała się do wyjścia.

Gdy teściowa wyszła, Anna spojrzała na męża z rozpaczą. W piersi kipiała uraza do Heleny.
– Nie wpuścimy jej więcej – odpowiedział Krzysztof na jej nieme pytanie.

Po tamtym zdarzeniu Helena sama się nie pokazywała. Dzwoniła do syna, prosiła o zdjęcia Zosi, ale o wizyty nie pytała. Odważyła się dopiero po trzech miesiącach – na pierwsze urodziny wnuczki.

– Znowu coś wymyśli? – zirytowana zapytała Anna.
– Nie, uprzedziłem ją! – zapewnił Krzysztof. – Nic nie zrobi.

Anna nieufnie spojrzała na męża. Nie wierzyła, że uparta Helena nagle zacznie słuchać.

Teściowie pojawili się dokładnie dziesięć minut po telefonie Krzysztofa. To oznaczało, że byli pewni – wpuszczą ich do wnuczki. Helena od progu zawodziła:
– Gdzie moja dziewczynka? Gdzie moja maleńka? Przynieśliśmy prezenty! – Wepchnęła Annie siatkę.

Teść, Władysław Marek, niósł tort i butelkę szampana. Szybko podał je synowi.
– Nie liczyliśmy na gościnę, wszystko ze sobą mamy! – oświadczyła dumnie Helena, sugerując, że tort i szampan są nie tylko dla gospodarzy.

Anna wszystko zrozumiała. Podała Zosię mężowi i zaczęła nakrywać do stołu w salonie. Krzysztof pomagał, a Helena z Władysławem i wnuczką usiedli w kuchni, by nie przeszkadzać.

– Odkręć szampana, spróbujemy, sto złotych za niego dali – szepnęła Helena mężowi.

Władysław szybko poradził sobie z korkiem i podał otwartą butelkę żonie.
– Nalej do kieliszka! – rozkazała. – Nie widzisz, że z dzieckiem jestem!

Teść posłusznie spełnił prośbę i podał kieliszek. Helena pociągnęła łyk, cmoknęła i skinęła z aprobatą:
– Smaczne! – Spojrzała na Zosię, którą trzymała na rękach. – Kochanie, spróbujmy, zanim ktoś zobaczy – szepnęła, przybliżając kieliszek do ust dziewczynki.

– Synowa zobaczy to zrobi aferę! – zaśmiał się Władysław.

Słysząc dziwne słowa teścia, Anna zajrzała z salonu. Zobaczyła, jak Helena podaje kieliszek córce, wpadła do kuchni i zastygła z przerażenia.
– Co wy wyprawiacie?! – krzyknęła, wyrywając kieliszek z rąk teściowej. – Prosiłam, żeby nic nie dawać! Jak śmiecie?! – Odebrała Zosię, a jej głos drżał ze złości.

– Oj, Krzysiowi też dawaliśmy! Nic się nie stanie – zaśmiała się Helena, czując nadchodzącą burzę. – Nawet zdrowe czasem…
– Wynocha! – Krzysztof wpadł do kuchni na dźwięk krzyku żony. – Dość! Prosiłem, żeby nie dawać córce nic! Najpierw ciasto, teraz szampan!
– O co ci chodzi?! – Władysław stanął w obronie żony. – Matka dała tylko odrobinę…
– Ani kropli więcej mojej córce nie dasz! – wrzasnął Krzysztof. – Żeby was tu więcej nie było! Co następne jej podacie?

– Jak wy lubicie robić z igły widły! – powiedziała z wyrzutem Helena. – Z Anką stworzyliście dobraną parę! Chodź, Władysław!

Minutę później drzwi wejściowe zatrzasnęły się – teściowie wyszli. Anna, wciąż drżąca, tuliła Zosię do siebie.
– Jak chcesz, ale więcej nie wpuszczę tu twoich rodziców! Co się dzieje w głowie Heleny?! – oburzyła się.

– Nie mam nic przeciwko – wzruszył ramionami Krzysztof.

Po tym zdarzeniu kontakt z rodzicami Krzysztofa się urwał. Helena i Władysław mieli żal, że ich wyproszono, a młodzi rodzice nie mogli wybaczyć upartym teściom ich lekkomyślności.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

piętnaście + dwanaście =

Afera: Cień Rodzinnej Wrogości