Pierwsze wrażenie

Dzisiaj miałam niezwykłe spotkanie. Kiedy już myślałam, że czas spokojnie położyć się spać, mój syn, Kacper, pojawił się w drzwiach z dziewczyną.

– Mamo, poznaj – to Zosia – powiedział, wyraźnie zawstydzony.

– Dobry wieczór – odpowiedziałam, mierząc nieoczekiwaną gościcie surowym spojrzeniem. – Świetną porę wybraliście na wizytę. Do północy tylko pięć minut…

– Mówiłam Kacprowi, że jest już późno – odparła dziewczyna bez wahania – ale czy on słucha? Uparty jak osioł!

*Sprytna – pomyślałam – siebie wybielić, jego obwinić. Niezbyt sympatyczna osoba.*

– No dobrze, wejdźcie – mruknęłam i, nie dodając już ani słowa, wróciłam do sypialni.

Co miałam zrobić? Przecież nie wyrzucę jedynego syna z domu w środku nocy! I to przez jakąś obcą dziewczynę! Chcą mieszkać razem? Niech próbują. Matka jest po to, żeby chronić syna i otwierać mu oczy. A ja, Jadwiga, zrobię to szybko. I Kacper sam będzie cieszyć się, gdy w końcu się jej pozbędzie!

Całą noc przewracałam się z boku na bok, układając plan, jak wyrzucić Zosię z mojego mieszkania.

Nie miałam nic przeciwko temu, żeby Kacper się ożenił. Chłopak ma już trzydzieści lat, czas na rodzinę! Ale nie z nią.

Po pierwsze, jest od niego znacznie młodsza – a to oznacza, że ma w głowie wiatr.

Jaka z niej żona? Matka? Gospodyni?

Po drugie, jej postępowanie mówi samo za siebie – zjawia się w cudzym domu w nocy, nawet nie przeprosiła! Co gorsza, obwiniła mojego ukochanego syna o Bóg wie co…

I została na noc! Czy to u niej norma?

Po trzecie… po prostu nie przypadła mi do gustu.

Więc i Kacprowi się znudzi. Po co tracić czas?

Nie musiałam nawet wdrażać mojego planu.

Zosia sama dała mi mnóstwo powodów, by wszystko poukładać po mojemu.

Pierwszy dzwonek zabrzmiał już rano.

Poszła do łazienki i spędziła tam prawie godzinę.

Kacper nerwowo krążył po mieszkaniu, coraz bardziej wściekły.

– Synku, co się stało? – zapytałam słodkim tonem – dziewczyna chce wyglądać pięknie, żeby ci się podobać…

– Ale ja muszę iść do pracy!

– Więc zapukaj, wytłumacz, że nie jest sama w mieszkaniu – zasugerowałam.

– Niewygodnie – odparł – pogadam z nią później. Mamo, a ty się nie spóźnisz?

– Ja? Nie. Już dawno jestem gotowa. Upiekłam nawet racuszki. Siadaj, zjedz coś.

– Ale nie umyłem się jeszcze!

– Nic nie szkodzi, zrobisz to potem. Tymczasem skorzystaj z reszty czasu i zjedz solidne śniadanie. Przecież cały dzień przed tobą.

Kacper usiadł do stołu.

Wtedy Zosia wyszła z łazienki, z ręcznikiem na głowie.

Wyglądała obłędnie.

– W końcu! – wykrzyknął Kacper i ruszył do zaparowanego lustra.

W pośpiechu umył się, ogolił, połknął najmniejszego racuszka i, wybiegając z mieszkania, rzucił na odchodne: – Do wieczora! Mam nadzieję, że się dogadacie.

– Kacper! – zawołała Zosia – przecież mieliśmy dziś po Twoje rzeczy jechać.

– Pojedziemy! Wieczorem! Nie tęsknij! – odpowiedział już z klatki schodowej.

Wstałam, zamknęłam za synem drzwi, odwróciłam się do Zosi i zapytałam wprost:

– Nie wstyd ci?

– Nie – odpowiedziała z uśmiechem – a powinno?

– Kacper przez ciebie się spóźni do pracy!

– Nie spóźni się. Pewnie złapie taksówkę. Niech pani się nie martwi, wszystko będzie w porządku.

– Tak czy inaczej, zapamiętaj: nie jesteś tu sama. Jeśli chcesz spędzać w łazience godzinę, wstawaj wcześniej. Dobrze chociaż, że mam dziś wolne.

– Nie będę już tak robić – odparła spokojnie Zosia – przepraszam.

Zaskoczyła mnie. Liczyłam na kłótnię, a tu…

– Dobrze – burknęłam i weszłam do łazienki.

Pierwsze, co rzuciło mi się w oczy, to nowa tubka pasty do zębów. Została otwarta, mimo że obok leżała stara, niewyciśnięta do końca.

– Zosia, po co otworzyłaś nową pastę?

– Ta mi bardziej smakuje…

– Mam nadzieję, że przywieziesz swoją? I swój szampon też!

– Oczywiście, Jadwigo Stefanowo…

– I ręczniki!

– Przywiozę…

Choć próbowałam wywołać sprzeczkę, Zosia nie dała mi najmniejszej szansy. Zgodziła się ze wszystkim, kiwała głową i „zapamiętywała” swoje przyszłe obowiązki.

W końcu zmęczyło mnie wymyślanie pretekstów i postanowiłam działać bezpośrednio.

– Po co tu właściwie przyszłaś?

– Kochamy się z Kacprem…

– No tak, trudno nie kochać takiego chłopaka! Ale czego on widzi w tobie?

– Nie pytałam…

– Kim są twoi rodzice?

– Mama pracuje w fabryce. Jest krawcową.

– A ojciec?

– Nigdy go nie poznałam.

– Aha. Wychowana bez ojca. I jak zamierzasz być dobrą żoną dla mojego syna?

– Postaram się…

– Możesz się starać lub nie – i tak nic z ciebie nie będzie. Mój syn cię nie kocha. Tylko mu się tak wydaje! Znam go lepiej! I nigdy się z tobą nie ożeni! Po co? Skoro i tak na wszystko się zgadzasz.

– On mnie kocha – głos Zosi zadrżał – jestem pewna.

– Na próżno. Myślisz, że jesteś jego pierwszą?

– Nie sądzę… Ale to nie ma znaczenia…

– Nie ma znaczenia? Za tydzień będzie się z tobą nudził! Nawet nie jesteś jego klasą! Intelekt! Słyszałaś to słowo?

– Słyszałam. Tylko że tutaj jest nie na miejscu.

– Dlaczego?

– Mam wyższe wykształcenie.

– No i co z tego? Słuchaj, dziewczyno, lepiej wracaj do siebie. Nie ma tu dla ciebie miejsca. Próbuję ci to wytłumaczyć od rana, a ty wciąż nie rozumiesz.

– Dobrze, pójdę. Ale co powiesz Kacprowi? Nie będzie zadowolony.

– To już nie twoja sprawa! Wynoś się i nie wracaj. Nie jesteś tu mile widziana.

Mówiłam to i sama byłam zdumiona – co we mnie wstąpiło? Nigdy w życiu nie powiedziałam nikomu nawet setnej części tego, co dziś Zosi. TrująLecz gdy wieczorem Kacper wrócił do domu z kwiatami i radosnym uśmiechem, zrozumiałam, że ta walka już dawno została przeze mnie przegrana.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

18 − 17 =

Pierwsze wrażenie