Taniec z Suknią

TANIEC Z SUKIENKĄ

– Dziewczynko, czy coś się stało?

Obok Kasi stał starszy mężczyzna. Wyglądał, jakby zszedł ze stron starych powieści, które tak uwielbiała. Wcześniej też go tu widywała – często spacerował po parku. Zawsze ubrany w długi czarny płaszcz, w kapeluszu i z elegancką laską. Przypominał jej hrabiego z książki, którą niedawno czytała. Tamten też nosił tylko czerń i sprawiedliwie mścił się na wszystkich.

– Nie, wszystko w porządku.

Pociągnęła nosem, a mężczyzna natychmiast podał jej chusteczkę. Kasia zawahała się tylko na chwilę, wzięła ją i głośno wysmarkała. Mimowolnie się uśmiechnął, a ona znów na niego spojrzała.
– Wypiorę i oddam panu.
Roześmiał się.

– Nie ma potrzeby, mam tego pod dostatkiem. A co powiesz na lody?
Nie wiedziała nawet, co odpowiedzieć, ale w końcu wyszeptała:
– Dziękuję, nie mam pieniędzy. Może innym razem.
– Stanisław Wojciechowicz.
Mężczyzna lekko uniósł kapelusz.

– Kasia.
Ona nie miała nic, co mogłaby unieść, więc wstała. Stanisław od razu podał jej ramię.
– Gdy obok dziewczyny, czy to dziecka, czy kobiety, stoi mężczyzna – niezależnie od wieku – nie ma mowy, by to ona płaciła za lody.

Kasia słuchała go jak zahipnotyzowana. Wszystkie te słowa brzmiały, jakby pochodziły z innego świata. Przywykła do czegoś zupełnie innego.

Tego dnia Olga, jej koleżanka z klasy, znów wystawiła ją na pośmiewisko. Zaczęło się na przerwie obiadowej. Gdy reszta poszła do stołówki, Kasia, jak zwykle, usiadła z książką na parapecie. Nie jadła obiadów, bo nie było jej na nie stać.

– Nowak!
Kasia podniosła głowę. Przed nią stała Ola, a obok niej Paweł, chłopak, w którym była zakochana od piątej klasy.
– Co?
– Zostawiłam na talerzu niedojedzonego kotleta, możesz iść i wziąć.

Wokoło zbierali się już koledzy.
– Dziękuję, nie trzeba.
– Jak to nie trzeba? A może nie wiesz, co to kotlet?

Śmiech rozległ się wśród uczniów. Kasia zeskoczyła z parapetu tak niefortunnie, że jej dżinsy, które miały już ze pięć lat, natychmiast rozdarły się na kolanie ze starości.
Wszyscy ryczeli ze śmiechu. Nie poszła na lekcje. Chwyciła tornister i uciekła. Zawsze chowała się w tym parku. I wtedy, gdy w szkole było już nie do wytrzymania, i wtedy, gdy rodzice przyprowadzali do mieszkania grono pijanych gości. Park był jej schronieniem. Często siedziała tu z książką. Właśnie wtedy zauważył ją Stanisław Wojciechowicz. Najpierw zdziwił się – dziś rzadko widuje się dziewczynę z książką. Potem dopiero spostrzegł, jak ubogo wygląda: chuda, niemal przezroczysta.

Usiedli przy stoliku na świeżym powietrzu.
– Kasiu, dziś zapomniałem zjeść obiad. Nie uznasz mnie za natręta, jeśli poproszę, byś mi dotowarzyszyła?
Kasia się uśmiechnęła. Ten mężczyzna mówił, jakby żył w poprzednim stuleciu.
Oczywiście, że się zgodzi. Dziś oprócz pustej herbaty rano nic więcej nie jadła.
Stanisław złożył zamówienie i spojrzał na nią.

– No, opowiedz, co tak zasmuciło tak uroczą młodą damę?
– Nic poważnego, tylko drobne kłopoty w szkole.
– Pozwól spytać, do której klasy chodzisz?
– Do trzeciej liceum. Za dwa miesiące będę wolna jak ptak.
– Gdzie zamierzasz studiować?
– Jeszcze nie wiem… Gdzie się dostanę na stypendium. Ale zawsze marzyłam, by zostać lekarzem. Choć pewnie pozostanie to marzeniem.

– Dlaczego?
– By zostać dobrym lekarzem, potrzeba czasu, a ja muszę pracować. Dlatego pewnie pójdę na pielęgniarkę.
– Dziwna logika. Chcesz być lekarzem, a zostaniesz pielęgniarką. Masz problemy w nauce?
– Nie, uczę się dobrze. Tylko…
Kasia zawahała się.
– Moi rodzice… Potrzebują mojej pomocy.

Stanisław zrozumiał, że nie chce mówić o rodzinie. Na szczęście przyniesiono zamówienie i rozmowa ucichła. Ukradkiem obserwował, jak dziewczyna je. Widoczne było, że stara się nie spieszyć, ale niemal nie przeżuwała jedzenia.

Później jeszcze trochę spacerowali, rozmawiając o książkach.
– Wiesz, Kasiu. Mam książkę, która na pewno ci się spodoba. Jutro przyniosę ją tutaj, o tej samej porze. Koniecznie przyjdź.

Kasia przyszła. W bibliotece nie było już książek, których by nie przeczytała. Powieści było niewiele, więc niektóre czytała po raz drugi.

Przyjaźń ze Stanisławem Wojciechowiczem z dnia na dzień stawała się mocniejsza. Często dyskutowali o książkowych bohaterach, a starszy mężczyzna dyskretnie dokarmiał dziewczynę. Kasia wiedziała, że mieszkał w pięknym domu z drogimi apartamentGdy pewnego wieczoru Kasia zasiedziała się z książką w parku, zorientowała się, że jest już ciemno i musi wracać do domu, gdzie czekała na nią pijana matka i kolejny wieczór pełny krzyków i wyzwisk.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

10 + 18 =

Taniec z Suknią