Witek zakochał się. Do utraty tchu. Gdy pierwsze dławiące uczucie ogarnęło go na widok tej kobiety, uznał, że to chwilowa słabość, która minie po zaspokojeniu pragnienia.
Lecz po pierwszym zbliżeniu, pożądanie eksplodowało w nim niczym atomowy grzyb, niszcząc wszystko poza sobą.
Problem w tym, że Witek miał szczęśliwe małżeństwo i dwójkę wyczekanych dzieci: córeczkę Hanię i synka Wojtka.
Kłamać nie potrafił i nie zamierzał. Uwielbiana przez niego Kasia groziła zerwaniem kontaktu, jeśli nie porzuci rodziny.
W półomdleniu otwierał drzwi mieszkania przy ulicy Krokusowej, gdzie spędził dziesięć lat ciepłych wieczorów i poranków pełnych śmiechów. Musiał powiedzieć Julce to okropne zdanie, spakować walizkę, przytulić dzieci… i uciec za chimerycznym błyskiem.
Przez dni szykował się na koszmar. Wyobrażał sobie zrozpaczoną żonę: łzy, krzyki, przekleństwa. Ćwiczył w głowie reakcje. Wszedł do środka.
Julka siedziała w fotelu w jedwabnym szlafroku, paląc mentolowego papierosa i gawędząc przez telefon. *„Jaka ona piękna”* – pomyślał. Zaczepił walizę z szafy, trzaskał szufladami w gabinecie… a ona wciąż chichotała z koleżanką. Wreszcie, ubrany w płaszcz i czapkę, stanął przed nią:
— Tak wyszło, kochanie… pokochałem inną… to silniejsze ode mnie… — bełkotał blady jak kreda. Julka dalej plotkowała, ignorując jego obecność.
— ODCHODZĘ! Czy ty nic nie rozumiesz?! — wrzasnął, oblewając się zimnym potem.
— Rozumiem — odparła wesoło. — Kasia, mój właśnie odchodzi do jakiejś lali, oddzwonię — mruknęła do słuchawki. — Pa, skarbie — szepnęła Wítkowi, całując go w policzek i zatrzaskując drzwi.
Stał na klatce, nasłuchując. Julka dyskutowała o szkole dzieci, nowej kolekcji Reserved, serialu na Netfliksie i podatkach… o wszystkim, tylko nie o nim.
Zostawił bagaż pod drzwiami, wyszedł na mróz i zadzwonił do Kasi.
— No i co, złociutki? — zaskrzeczało w słuchawce. — Już jesteś mój? Przyjeżdżaj!
— Nie czekaj — rzucił szorstko. — Kocham żonę.
Zapalił dziesiątą „Marlboro”, nie wiedząc, jak wrócić pod rodzinny adres.
— Zrobiłam WSZYSTKO, jak pani kazała! — krzyczała Julka do telefonu, walcząc ze łzami. — A on i tak wyszedł!
— Umyj twarz, uśmiechnij się — purrła psycholożka. — Wróci, zobaczysz.



