Nazywam się Elżbieta Nowak i mieszkam w Toruniu, gdzie Kujawy ukrywają swoje historyczne brzemię i spokojne brzegi Wisły. Z Adamem znamy się od zawsze. Zawsze był duszą towarzystwa, miłośnikiem kobiet i beztroskiego życia. Jednak los okrutnie z niego zakpił i teraz zmaga się z problemami, które sam na siebie sprowadził.
Jego żona, Katarzyna, już drugi rok pracuje w Niemczech. Zostawiła mu dwóch dorosłych, samodzielnych synów i wyjechała zarabiać pieniądze. Wraca tylko raz do roku, latem, na tydzień lub dwa — urlop nie pozwala na więcej. Co miesiąc regularnie przelewa pieniądze na wspólne konto, z którego Adam może je wypłacać. Ostatnio przypadkiem spotkaliśmy się na ulicy i zaprosił mnie na kawę. Przy filiżance opowiedział mi swoją historię — gorzką jak tania kawa i tak absurdalną, że do tej pory nie mogę zrozumieć, jak do tego doszło.
Gdy Katarzyna wyjechała, Adam przez rok znosił samotność, zadowalając się krótkimi romansami z byłymi dziewczynami, ale potem postanowił: dość. Zachciało mu się ciepła, pasji, kogoś blisko w łóżku. „Żyjemy tylko raz!” — mówił sobie. I zwrócił uwagę na młodą dziewczynę, Anię, która od dawna go kusiła. Udawała niedostępną, ale ostatecznie uległa — została jego kochanką. Piękna jak z obrazka, ale z trudnym charakterem — kapryśna, histeryczna, z niekończącymi się wymaganiami. A Adam, miękki, dobrotliwy, spełniał wszystkie jej zachcianki.
Dobrze wiedział, że z takich kochanek żadnego pożytku nie będzie, zwłaszcza jeśli jest się słabeuszem, gotowym na wszystko dla ich uśmiechu. Ania zdzierała z niego pieniądze na ubrania i rachunki, później na remont jej domu i działki, na bal maturalny jej syna, na nowy telewizor. Doszło do tego, że kupił jej używany samochód. A kiedy skończyły się jego oszczędności, sięgnął po pieniądze z konta żony — wypłacał tysiące, myśląc, że nikt tego nie zauważy. Ale prawda zawsze wychodzi na jaw. Katarzyna dowiedziała się o zdradzie — „dobrzy ludzie” postarali się, by nawet za granicą usłyszano. Urządziła mu awanturę przez wideorozmowę, krzyczała tak, że szyby drżały. Groziła, że opowie o wszystkim synom — oni uwielbiali ojca, uważali go za bohatera, ale za takie zdrady odwróciliby się od niego na zawsze. Powiedziała, że wróci i złoży pozew o rozwód, jeśli nie zostawi tej dziewczyny.
Ania trzymała się go jak rzep. Nie chciała stracić tak hojnego „sponsora”. Najpierw zaaranżowała scenę z ciążą — przysięgała, że urodzi dziecko, grała na litości. Adam, w panice, zabrał ją na urlop, by ją odwodzić. Zgodziła się na aborcję, ale wysunęła żądanie — 10 tysięcy złotych, których on nie miał. Musiał wziąć kredyt, zadłużając się po uszy. Gdy myślał, że koszmar się skończył, Ania zaczęła romansować z jego szefem. Teraz szef, pod jej wpływem, znęca się nad Adamem w pracy — poniża go, grozi zwolnieniem. A jeśli straci posadę, jak spłaci dług? Adam jest na krawędzi: praca wisi na włosku, pieniądze znikają, a sumienie go gryzie jak wygłodniały pies.
Zdradził mi, że myśli o ucieczce do Katarzyny do Niemiec — o porzuceniu wszystkiego, padnięciu jej do nóg, błaganiu o przebaczenie. Może w ten sposób uratuje resztki swojego życia? Na koniec gorzko się uśmiechnął: „Wiedziałem, że nie ma nic za darmo, ale mój kawałek sera okazał się zbyt słony”. I odszedł, ze spuszczoną głową, a ja zostałam, patrząc w pustą filiżankę. Adam sam wprowadził się w ten koszmar — dla taniej namiętności, dla dziewczyny, która wyssała z niego wszystko: pieniądze, dumę, rodzinę. Katarzyna haruje w obcym kraju, by ich dzieci mogły żyć godnie, a on wymienił ją na kapryśną pijawkę. Synowie, jeśli poznaliby prawdę, przeklęliby go — i słusznie.
Widzę, jak tonie, ale nie mogę przestać się zastanawiać: co dalej? Ania wyciśnie z niego wszystko i porzuci, jak pustą skorupę. Szef wyrzuci go z pracy, a on zostanie z niczym — bez rodziny, bez domu, z długiem, który będzie go gnębić do końca życia. Myślał, że młodość można kupić, że miłość jest zabawką w ładnym opakowaniu. A teraz płaci — gorzko, samotnie, z pustymi rękami. Katarzyna może go przyjmie z powrotem, ale czy wybaczy? Nie wybaczyłabym. Zdradził nie tylko ją, ale i dzieci, wnuki, które mogłyby cieszyć jego starość. A zamiast tego — młoda intrygantka, która śmieje się z niego za jego plecami. Tyle pozostało po dawnym wesołku — teraz jest tylko cieniem samego siebie, a tej lekcji nigdy nie zapomni.



