Nie chcemy niczego od ciebie

Nasz syn niczego od ciebie nie potrzebuje

– Synku, zastanów się, póki nie jest za późno! Ten chłopak wcale nie jest do ciebie podobny! Twoja Lena miała go z byłym, a teraz próbuje ci go wmówić! Ja wiem swoje!
– Mamo, przestań już! Dima to mój syn… Po co zawsze robisz zamieszanie? Wracam do domu.

Halina Wiśniewska wychowywała syna samotnie przez całe życie. Między nią a Łukaszem panowały doskonałe relacje: nigdy nie był nieuprzejmy, nie kłócił się, dobrze się uczył w szkole. Gdy dorósł, został inżynierem, zgodnie z wolą matki. Teraz przyszła pora, by ułożyć mu życie prywatne. Wybrała mu narzeczoną, dobrą dziewczynę Lucynkę, córkę swojej przyjaciółki Antoniny.

Za namową matki Łukasz i Lucyna zaczęli się spotykać, ale ich romans od samego początku nie układał się dobrze i po kilku miesiącach się rozstali. Później Łukasz poznał Elenę. Ich relacja rozwijała się szybko, młody mężczyzna od razu zauważył w sympatycznej dziewczynie bratnią duszę. Pobrali się po trzech miesiącach, ku niezadowoleniu Haliny Wiśniewskiej. Jeszcze pół roku później Elena zaszła w ciążę. Urodził się chłopczyk, nazwali go Dima. Wszystko było dobrze, tylko że teściowa nie przepadała za synową. Przy każdej okazji narzekała na syna, mimo że od ślubu minęły już cztery lata:

– Spójrz na siebie, co z ciebie zrobiła? Jesteś jakiś wymęczony, niechlujny…
– Mamo, co za niechlujny! Koszula się tylko trochę w pralce pognieła…
– Siadaj, zjedz coś przynajmniej! Twoja żona pewnie nic nie ugotowała. Tak będziesz chodził głodny.
– Mamo, zjem w domu. Elena dobrze gotuje.
– Dobrze, wiem jak ona gotuje… Kotlety ze sklepu, albo, co gorsza, pierogi. A Lucynka zapisała się na kursy cukiernicze. Taka zdolna, taka zdolna…

Łukasz bronił się jak mógł przed matką. Starał się nie słuchać jej opowieści i nie przekazywał żonie bezpodstawnych oskarżeń. Halina Wiśniewska jednak kontynuowała swoją zimną wojnę przeciwko synowej. Pewnego dnia jej taktyka przyniosła skutek…

– Cześć, synku… Twoja Lena mnie coś nie lubi… Zawsze przychodzisz sam w gości!
– Mamo, jak ona ma tu przychodzić, skoro czepiasz się jej o każdy drobiazg?
– Czepiam się, bo jest o co. Musisz mi uwierzyć! A teraz, gdy jesteś tutaj i pijesz herbatę, ona pewnie spotyka się z byłym. Wiem dobrze, z kim była przed tobą. Tomek ten nieuk! I chłopak cały do niego podobny. Wygląda na to, że to on go zrobił, a ty go teraz karmisz.

Tego wieczoru Łukasz porządnie pokłócił się z matką. Zmęczyły go jej pretensje i rozmowy. Wrócił do domu w kiepskim humorze.

– Tato, tato, cześć! – przybiegł do niego mały Dima.
– Cześć, synku. Jak ci minął dzień? Co robiłeś?
– Byliśmy z mamą na placu zabaw. Tam był wujek Tomek. Kupił mi czekoladę i sok!

W głowie Łukasza szybko przemknęła myśl — a może matka ma rację. Wieczorem przeprowadził żonie przesłuchanie:

– Dlaczego widziałaś się z byłym?
– Łukasz, spotkaliśmy się przypadkiem. Spacerowaliśmy, on przechodził obok i rozmawialiśmy. Potem odprowadził nas do domu.
– Dlaczego odprowadza moją żonę i syna? A może Dima to nie mój syn, tylko jego?!
– Łukasz, co ty mówisz? Oszalałeś?

Tego wieczoru małżonkowie bardzo się pokłócili. Po raz pierwszy od ślubu. Od tego czasu w ich domu były ciągłe kłótnie. W pewnym momencie Elena nie wytrzymała, spakowała rzeczy, zabrała małego synka i wyjechała do rodzinnego miasta, do rodziców.

Potem był rozwód i Łukasz został zobowiązany do płacenia alimentów. Był przekonany, że dziecko nie jest jego, ale nie zdecydował się na sądzenie. Zdecydował się płacić. Z całej sytuacji najbardziej zadowolona była Halina Wiśniewska. Rozpoczęła kampanię na rzecz odnowienia relacji syna z Lucynką, którą nazywała „idealną synową”.

I dopięła swego. Łukasz ożenił się z Lucyną. A zaraz po ślubie nowa żona pokazała prawdziwe oblicze. Czyniła mu wyrzuty z byle powodu i bez powodu. Chciała żyć na szeroką nogę, dobrze jeść i pić.

– U Irenki, to Wacek już jej drugie futro kupił! A Surkowscy wymienili samochód na reprezentacyjny model. A ja, jak sierota z Kazania, chodzę w zeszłorocznym płaszczu, a jeżdżę kierowcą! Co z ciebie za facet?

Tak minęło długie piętnaście lat. Łukasz harował na dwóch etatach bez wytchnienia, a Lucyna jeździła po kurortach i we wszystkim sobie pozwalała. Dzieci nie chciała, bo jak mówiła, najpierw trzeba żyć dla siebie, a potem… Halina Wiśniewska, widząc to wszystko, chciała coś zmienić, ale synowa szybko postawiła ją na swoim miejscu.

Pewnego dnia Łukasz otrzymał telefon ze szpitala. Okazało się, że Halina Wiśniewska została przewieziona karetką z udarem. Kobieta była ciężko chora i po wypisie ze szpitala potrzebowała opieki. Lucyna od razu oznajmiła:

– Nie zamierzam dniami i nocami pilnować starej kobiety. Zróbmy jej miejsce w domu seniora.
– Lucyna, może ja zrezygnuję z pracy…
– Co ty, oszalałeś? A z czego będziemy żyć? Musimy jeszcze przez cztery lata spłacać kredyt za mój samochód…

Ostatecznie Halinę Wiśniewską wysłano do domu spokojnej starości, Łukasz wyjechał do kolejnej pracy, a Lucyna została w domu. Miesiąc później Halina Wiśniewska zmarła. Łukasz wrócił do domu, by pożegnać matkę, ale w smutku zapomniał uprzedzić żonę o swoim przyjeździe. Otwierając drzwi swoim kluczem, zobaczył zabawną scenę – żonę w objęciach sąsiada… Nie robił sceny. Po prostu spakował rzeczy i przeprowadził się do mieszkania matki.

Po pogrzebie Haliny Wiśniewskiej Łukasz zaległ w jej mieszkaniu. Ze smutkiem wspominając matkę i jej „cenne” rady. I po co ich słuchał… Teraz ma już ponad czterdziestkę. Większość życia za nim. Okazało się, że nie ma ani rodziny, ani dzieci, ani przyjaciół… Nawet samochodu nie miał — wszystko kupowano tylko dla Lucyny… Mężczyzna przemyślał swoje życie i przypomniał sobie o Elenie i Dimie. Nigdy nie dowiedział się, czy Dima to jego syn, czy byłego Eleny. Ale teraz to już nie miało znaczenia…

A przecież Dima ma już chyba dziewiętnaście lat… Zupełnie dorosły się stał… Ciekawe, jaki teraz jest? – Łukasz wypowiedział te słowa w pustkę, a nikt mu oczywiście nie odpowiedział.

…Następnego ranka kupił bilet na pociąg i pojechał do rodzinnego miasta Eleny. Bez trudu znalazł dom i klatkę schodową. Zadzwonił do znanych drzwi, ale nikt mu nie otworzył. „Pewnie w pracy” – pomyślał i postanowił pokręcić się w pobliżu domu. Stał około dwadzieścia minut, odwrócił głowę i oniemiał… Do klatki schodowej podchodził chłopak — kopia Łukasza, tylko o dwadzieścia lat młodszy.

– Dima… Dima… Synku…
– Ty?… Co tu robisz? — chłodno zapytał Dima.
– Synku, bardzo cię skrzywdziłem… Jakże się zmieniłeś… i do mnie jesteś podobny, jak dwie krople wody! A gdzie jest mama?
– Mamy nie ma. Już dawno. Zginęła dziesięć lat temu. W wypadku samochodowym…
– A ty? Z kim mieszkasz? Może mogę ci jakoś pomóc? Jestem gotów na wszystko! Mam pieniądze. Wystarczy powiedzieć!
– Mieszkam z babcią. Niczego nie potrzebujemy.
– Ale synku. Przecież chciałem, ja…

Łukasz nie dokończył. Dima wszedł do klatki schodowej i zamknął drzwi przed jego nosem.

– Synku! Synku, otwórz! Jak to tak, synku? Przecież jestem twoim ojcem! Ojciec!!!

Stał tam jeszcze długo przed zamkniętymi drzwiami klatki schodowej, pochlipując i ścierając po twarzy skąpe męskie łzy. A może to nie były łzy, może to był deszcz? Po tym jeszcze kilka razy próbował nawiązać kontakt z synem. Prosił, błagał, próbował się usprawiedliwić. Jednak Dima stanowczo odmawiał rozmowy…

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

3 × cztery =

Nie chcemy niczego od ciebie