— Rozumiesz, irytuje mnie to, że masz pieniądze!
— Irytuje?!
— Tak!
Aldona nic nie odpowiedziała, odwróciła się na obcasach i odeszła. Była niezwykle oburzona, ale nic nie mogła na to poradzić. I po co?
Aldona zawsze przyzwyczajona była do osiągania wszystkiego sama. W szkole starała się zdobywać same piątki, co czasami zaskakiwało zarówno nauczycieli, jak i kolegów z klasy. Była jedną z tych, które płakały nad czwórkami. Rówieśnicy kręcili palcem przy skroni, po cichu zazdrościli Aldonie czwórek. Oni też byliby z nich zadowoleni. A nauczyciele wzdychali i mówili, że nie można się tak skupiać na błędach, że to się zdarza, a piątkę można zdobyć następnym razem. Ale Aldona musiała mieć ją już teraz.
Po powrocie ze szkoły, natychmiast zabierała się za lekcje. Mama i babcia były zdziwione, patrząc na nią.
— Idź się przejść, Aldonko! Pogoda jest taka piękna — mówiła babcia.
— Jutro mam sprawdzian. Muszę się przygotować — odpowiadała dziewczynka.
Odrzucając za plecy swoje piękne włosy, brała się za książki. Bardzo lubiła też czytać.
— Zniszczysz sobie wzrok! Mówiłyśmy ci, byś nie siedziała tyle nad książkami! — narzekała mama.
— Jeszcze troszeczkę! To bardzo ciekawe — prosiła Aldona, tuląc przy sobie książkę, którą dopiero co pochłonęła.
Mama pokręciła głową i szła do kuchni. Tam z babcią rozmawiały o błyskotliwej przyszłości, która czeka dziewczynkę.
— Oby tylko nie kosztem zdrowia! — zawsze dodawała babcia. — Daj Boże…
Oczywiście, Aldona ukończyła szkołę z wyróżnieniem. Dostała się na dobre studia, będąc jedną z najlepszych na roku. Tam też wyróżniała się ocenami.
Nie musiała szukać pracy. Już po obronie dyplomu otrzymała ofertę pracy i musiała wybierać między dwiema ofertami. Wybrała tę bliżej domu.
Dzięki jej pracowitości i wytrwałości, świetnie radziła sobie w pracy. Jej starania były zauważane i nagradzane, co prowadziło do wzrostu pensji. Wkrótce Aldona kupiła sobie mieszkanie i wyprowadziła się od mamy i babci.
— Och, wnuczko — wzdychała babcia — Jesteś już dorosła, chcesz mieszkać sama, rozumiem… Ale będziemy za tobą tęsknić.
— Nie martw się, babciu! Będę często odwiedzać, w końcu mieszkamy w tym samym mieście, a nie sto kilometrów stąd — odpowiedziała Aldona z uśmiechem i przytuliła babcię.
— Tylko jeśli pojawi się jakiś narzeczony, przyprowadź go do nas na wizytę — dodawała babcia z uśmiechem, ocierając łzy. — Bo wiesz, jesteś ładną dziewczyną, masz pieniądze, to szybko mogą cię oszukać. A ja to ich poznam z daleka, tych oszustów.
— Nie martw się, babciu, ja też nie jestem głupia. Sama ich rozpoznam.
— Ech, jedna już kiedyś rozpoznała — mruknęła babcia, patrząc wymownie na mamę Aldony, Zofię, która protestowała:
— Mamo, no co ty, naprawdę! Będziesz mi to wypominać całe życie?!
Mama Aldony nie lubiła wspominać swojego dawnego ukochanego. Tego, który kiedyś zawrócił jej w głowie i od którego urodziła się Aldona. Ukryła przed matką fakt znajomości z nim, a on okazał się nie być tym, za kogo się podawał. A potem trafił do więzienia. Stamtąd wysłał wiadomość do Zofii, myśląc, że wciąż go kocha i przebaczy. Ale ona nie wybaczyła. A Aldona przyszła na świat, czego Zofia nigdy nie żałowała. Dziewczynka miała wszystko, bo Zofii pomagała mama…
Wbrew radom babci, Aldona nie spieszyła się, by przedstawić Sergiusza rodzinie. On jej się podobał. Po prostu. Niczego od niego nie potrzebowała, co z kolei urzekło Sergiusza. Inteligentna i ładna dziewczyna, pewna siebie, wie czego chce, sama za siebie płaci i jest całkowicie niezależna. Ponadto, Sergiusz niedawno rozstał się z dziewczyną będącą kompletnym przeciwieństwem Aldony. Gwiazdy się zeszły.
Sergiusz — wolny artysta, z tych, którzy jeszcze „szukają siebie”. Z praktyczną i pragmatyczną Aldoną to właśnie tej romantyki jej brakowało. A Sergiusz był bardzo romantyczny. Dawał kwiaty, kupował prezenty, często za ostatnie pieniądze, bo nigdy mu nie starczało. Raz były zamówienia, a raz ich nie było. Ale z pewnością — Sergiusz miał talent. A Aldona stała się jego muzą. Malował jej portrety, które świetnie się sprzedawały, a czasem tracił inspirację i wpadał w depresję, i wtedy nie malował nic. Aldona często przypominała mu, by się nie lenił. By odniósł sukces w życiu potrzebował tylko wytrwałości, bo talent miał. A on zawsze żartował, że do szczęścia brakuje mu tylko jej, Aldony. I wtedy szli do sypialni…
Sergiusz często nocował u Aldony. W jego kawalerce była pracownia. Wszystko było zagracone płótnami i farbami, a na małej, starej kanapie, która stała w kuchni, czasami spał Sergiusz.
Aldona nie proponowała mu wspólnego mieszkania, a on nie naciskał. Nie kontrolowała Sergiusza, nie wymagała małżeństwa, nie marzyła o rodzinie i dzieciach, nie błagała o drogie prezenty, jak jego poprzednia dziewczyna. Zresztą po co? Sama mogła kupić sobie wszystko, czego zapragnęła.
Aldona często płaciła nie tylko za siebie, ale i za niego: romantyczne kolacje w restauracjach, wycieczki i inne przyjemności, wybaczając mu kolejne „okresy bez pieniędzy”, jednak zawsze proponując rozwiązanie. Starała się pomóc Sergiuszowi w sprzedaży obrazów i zwiększeniu zamówień, czasami sugerowała mu pracę, gdzie mógłby zarabiać, nie porzucając malarstwa. Ale Sergiuszowi nie podobały się te pomysły, a co do pracy, zawsze coś mu nie pasowało. Albo zarobek, albo grafik. Smutno uśmiechał się i mówił, że jest wolnym ptakiem i powinien się z tym pogodzić. Aldona nie zgadzała się i próbowała pomóc ukochanemu.
Niemniej jednak, mimo tego wszystkiego, mężczyzna odpowiadał jej całkowicie, nie miała do niego żadnych pretensji. I czuła się z nim dobrze. Tylko przy nim odpoczywała i ciałem, i duszą.
Pewnego dnia, podczas spaceru po kolejnej z codziennych pogawędek o pogodzie i o świecie sztuki, który interesował Sergiusza, nagle oznajmił, że powinni się rozstać. Aldona była w szoku. Zatrzymali się i usiedli na ławce. Aldona już planowała wspólną kolację, przygotowała nawet jedzenie i napoje. Po spacerze mieli wrócić do niej. Nic nie zapowiadało takiego obrotu spraw…
Sergiusz zaczął plątać, że jest dla niej zbyt dobra, a on jeszcze nie osiągnął w życiu nic znaczącego, jego sytuacja finansowa jest niestabilna, nie ma nic do zaoferowania. A Aldona jest taka super i samodzielna. Sama rozwiązuje swoje problemy, nikogo nie prosi o pomoc, jest pewna siebie i niezależna, i ma pieniądze.
— A mnie to irytuje! Rozumiesz, irytuje mnie! — stwierdził Sergiusz. — Sama decydujesz, jak i na co je wydajesz, nie odmawiasz sobie niczego. Możesz sobie kupić wszystko, czego zapragniesz, a ja liczę grosze. Widzę twoją minę, kiedy otrzymujesz moje prezenty. Jesteś uprzejma, mówisz dziękuję i inne czułe słówka, ale to, na co zbierałem dwa miesiące, możesz kupić teraz, jednym ruchem ręki, wyjmując kartę z torebki. I tak, wszystko masz takie świetne! Ta twoja torebka sama w sobie ile kosztuje! Żeby ją kupić, musiałbym pracować trzy miesiące.
— Czyli irytuje cię mój status? — Aldona była zdumiona. — Jak możesz tak mówić? Komu jak komu, ale tobie wiadomo, jak te pieniądze zdobywam! Ciężko na nie pracuję. A ty zarzucasz mi mój status? Nigdy cię nie krytykowałam, za nic cię nie zmuszałam, nie wyśmiewałam…
Sergiusz milczał i siedział odwrócony od niej.
Aldona po prostu wstała i odeszła. Po co rozmowy, dlaczego? Zamiast spróbować do niej dołączyć, mężczyzna po prostu się wycofał, zrezygnował. Mogliby wspólnie porozmawiać o jego problemach, a na pewno znaleźliby sposób na ich rozwiązanie. Ale nie. On zadecydował o rozstaniu. Pieniądze go irytują! Kto ci broni je zarobić? Masz talent, zdolności manualne, pracuj, twórz! Czyż nie! No dobrze. Niech żyje po swojemu. Przecież jest wolnym ptakiem…
Aldona była strasznie zła na Sergiusza. Babcia miała rację, wszędzie pełno tych, którzy chcą żyć na cudzy rachunek. A potem jeszcze pretensje zgłaszają.
***
— Czemu wciąż nie przedstawisz nam swojego narzeczonego? — zapytała babcia podczas jednej z wizyt u Aldony.
— Nie ma go, babciu… — odpowiedziała smutno wnuczka.
— Jak to nie ma, dziewczynko? Nie wierzę.
— Jest, pewnie przyjdzie mi być samotną jak ta z czterdziestoma kotami — zaśmiała się Aldona.
— Nie smuć się, córko, jakie twoje lata! — powiedziała mama. — Powinnaś szukać kogoś równego sobie.
— Może i tak. Ale jakoś mi się nie chce. Zrozumiałam, że sama mogę wszystko zrobić, po co mi dodatkowy ciężar? Chcę oszczędzić sobie nerwów.
Mimo złego nastroju, Aldona po jakimś czasie spotkała swoją miłość. Równie ambitny młody człowiek pokochał ją, a ona pokochała jego.
Rozumieli się bez słów, bo byli do siebie bardzo podobni. Dzięki wytrwałości stopniowo osiągali swoje cele. Razem, wspólnie. Omawiali swoje plany i dzielili się osiągnięciami.
Pewnego razu Aldona zauważyła Sergiusza na ulicy. Malował jakąś dziewczynę, siedząc przed sztalugą na bulwarze. Obok niego inni artyści malowali z natury. Aldona początkowo go nie poznała. Sergiusz wyglądał na zmęczonego i lekko wychudł. Ale ją rozpoznał od razu i szybko odwrócił wzrok, jakby się nie znali.
Przechodząc obok w swoich nowych butach, które kiedyś, jak mówił Sergiusz, były warte dwie jego pensje, Aldona pomyślała, że każdemu swoje. Widocznie jemu było dobrze na jego poziomie. I wyżej nie zamierzał się wspinać. Jak to mówią, lepszy wróbel w garści niż gołąb na dachu…



