Zbyt Dobra

Przepraszam, że ci przeszkadzam tym, że mam pieniądze!

– Przeszkadzasz?!

– Tak!

Zofia nic nie odpowiedziała, odwróciła się na obcasie i odeszła z miejsca. Była niezwykle wzburzona, ale nie mogła nic zrobić. I dlaczego miałaby?

Zofia zawsze w życiu wszystkiego sama się starała. W szkole zawsze dążyła do zdobycia samych piątek, czym niekiedy zadziwiała nauczycieli i rówieśników. Była jedną z tych, którzy płaczą nad czwórką. Koledzy stukali się palcem w czoło, w skrytości ducha zazdroszcząc Zofii nawet tych czwórek, które dla niej były rozczarowaniem. Nauczyciele wzdychali i mówili, że nie można być takim perfekcjonistą, że błędy się zdarzają i że następnym razem będzie znowu piątka. Ale Zofia musiała osiągnąć ją od razu. Teraz.

Wracając ze szkoły, Zofia natychmiast zasiadała do lekcji. Mama i babcia dziwiły się, patrząc na nią.

– Idź, Zosiu, po dworze pobiegaj! Taka ładna pogoda – zachęcała babcia.

– Jutro sprawdzian. Trzeba się przygotować – odpowiadała dziewczyna.

I odrzucając za plecy swoją piękną warkoczykę, brała się za podręczniki. A poza tym bardzo lubiła czytać książki.

– Wzrok sobie zepsujesz! Mówiłam ci już przecież, nie możesz tyle siedzieć z nosem w książkach! – narzekała mama.

– Jeszcze chwilkę! To takie ciekawe – prosiła Zofia, przytulając do siebie książkę, którą przed chwilą pochłonęła.

Mama kręciła głową i szła do kuchni. Tam wspólnie z babcią rozmawiały o tym, jakie świetlane przyszłości czekają ich dziewczynkę.

– Tylko żeby wszystko to zdrowiem nie przypłaciła! – dodawała niezmiennie babcia. – Daj Boże…

Oczywiście szkołę Zofia ukończyła z wyróżnieniem. Dostała się na dobrą uczelnię, przeszła skomplikowany konkurs. Studiowała tam z najwyższymi ocenami.

Pracy szukać nie musiała. Zaraz po obronie dyplomu od razu ją zatrudniono. Zofia musiała nawet wybierać spośród dwóch miejsc. Wybrała to, które było bliżej domu.

Dzięki jej pracowitości i wytrwałości w pracy również szybko awansowała. Jej starania zauważano, nagradzano, i pensja rosła. Wkrótce Zofia kupiła sobie mieszkanie i wyprowadziła się od mamy i babci.

– Och, wnuczko – wzdychała babcia – jesteś już dawno dorosła, chcesz mieszkać sama, rozumiem… Ale będziemy za tobą tęsknić!

– Nie martw się, babciu! Będę często wpadać, przecież nadal będziemy mieszkać w tym samym mieście, a nie za sto kilometrów – odpowiadała z uśmiechem Zofia, przytulając babcię.

– Tylko pamiętaj, jeśli się pojawi jakiś kawaler, przyprowadzaj go do nas na wizytę – uśmiechając się przez łzy, mówiła babcia. – Jesteś dziewczyną atrakcyjną, masz pieniądze, szybko ktoś cię oskubie, a ja od razu widzę takich oszustów.

– Nie martw się, babciu, też mam oczy i umiem ich rozpoznać.

– Patrzcie tylko, jedna już się rozpoznała – żartowała babcia, zerkając wymownie na mamę Zofii, Olgę, która oburzała się:

– Mamo, przestań! Będziesz mi to wypominać całe życie?!

Mama Zofii nie lubiła wspominać swojego byłego ukochanego. Tego, dla którego kiedyś straciła głowę, a z którego związku urodziła Zofię. Ukryła przed matką fakt znajomości i kontaktów z nim, a on ją oszukał i okazał się kimś zupełnie innym. W końcu trafił do więzienia. Stamtąd napisał do Olgi. Myślał, że wciąż go kocha i wybaczy, ale ona nie wybaczyła. A Zofię postanowiła urodzić, i nigdy tego nie żałowała. Dziewczyna miała wszystko, ponieważ Olgę wspierała mama…

Mimo porad babci, Zofia nie spieszyła się, żeby przedstawić swojego ukochanego Tomasza rodzinie. On jej się podobał. Po prostu. Niczego od niego nie potrzebowała, co z kolei urzekało samego Tomasza. Mądra, piękna dziewczyna, pewna siebie, wie, czego chce i jak to osiągnąć, płaci za siebie i jest zupełnie niezależna. Poza tym Tomasz niedawno rozstał się z dziewczyną – zupełnym przeciwieństwem Zofii. Gwiazdy się sprzyjały.

Tomasz – artysta niezależny, ktoś, kto jeszcze nie znalazł siebie. Praktycznej i pragmatycznej Zofii brakowało właśnie takiej romantyczności w życiu. A Tomasz był bardzo romantyczny. Dawał kwiaty, kupował prezenty, często za ostatnie pieniądze, bo wciąż cierpiał na brak funduszy. Zlecenia to były, to ich nie było. Ale było zupełnie jasne, że Tomasz był utalentowany. A Zofia stała się jego muzą. Malował jej portrety, które dobrze się sprzedawały, a czasem tracił wenę i popadał w depresję, wtedy nie malował niczego. Zofia często mówiła mu, żeby nie lenił się. Do osiągnięcia sukcesu brakowało mu tylko wytrwałości, bo talent miał. A on zawsze się śmiał i mówił, że do szczęścia brakuje mu tylko jej, Zofii. I szli do sypialni…

Tomasz często nocował u Zofii. Z jego kawalerki zrobiło się studio. Wszystko było tam zasypane płótnami i farbami, a mała, stara kanapa, na której czasami spał Tomasz, stała w kuchni.

Zofia nie proponowała mu wspólnego zamieszkania, a on nie nalegał. Tomasza nie kontrolowała, do ślubu nie zmuszała, o rodzinie i dzieciach nie marzyła, drogich prezentów nie oczekiwała, jak jego poprzednia dziewczyna, bo i po co? Sama mogła kupić sobie wszystko, co tylko chciała.

Często płaciła nie tylko za siebie, ale i za niego: za romantyczną kolację w restauracji, wycieczki i inne rozrywki, przymykając oko na kolejny „okres bez pieniędzy”, zawsze jednak proponując rozwiązanie. Starała się pomóc Tomaszowi poprawić sprzedaż obrazów i zwiększyć liczbę zleceń, czasem proponowała mu miejsce pracy, gdzie mógłby zarabiać, nie rezygnując z malowania. Ale Tomaszowi te innowacje się nie podobały, a co do pracy, zazwyczaj coś mu nie pasowało. Albo zarobki, albo grafik. Smutno się uśmiechał i mówił, że jest wolnym ptakiem i tak musi być. Zofia nie zgadzała się i starała się pomóc ukochanemu.

Mimo to Tomasz w pełni jej odpowiadał, nie miała do niego żadnych pretensji. I było jej z nim dobrze. Tylko przy nim odpoczywała duszą i ciałem.

Ale pewnego dnia, w trakcie spaceru, po nic nieznaczących rozmowach o pogodzie i wydarzeniach w świecie kultury, które zazwyczaj interesowały Tomasza, nagle oznajmił, że muszą się rozstać. Zofia była zaskoczona. Usiadły na ławce. Zofia już planowała dzisiejszą wspólną kolację, nawet wcześniej przygotowała jedzenie i napoje. Po spacerze mieli udać się do niej. Nic nie zwiastowało takiego obrotu spraw…

Tomasz zaczął niejasno tłumaczyć, że ona jest dla niego zbyt dobra, a on w życiu jeszcze niczego znaczącego nie osiągnął, jego sytuacja finansowa nie jest stabilna, nie ma jej czego zaoferować. A Zofia jest taka niesamowita i niezależna… Sama rozwiązuje swoje problemy, nikogo o nic nie prosi, trzyma się twardo i niezależnie, i ma pieniądze.

– A to mnie denerwuje! Rozumiesz, denerwuje! – oznajmił Tomasz. – Sama decydujesz, jak i gdzie je wydawać, nie odmawiasz sobie niczego. Możesz sobie kupić wszystko, czego pragniesz, a ja liczę grosze. Widzę wyraz twojej twarzy, kiedy otrzymujesz moje prezenty. Jesteś uprzejma, mówisz dziękuję i inne czułości, ale to, na co zbierałem dwa miesiące, możesz kupić teraz, jednym ruchem ręki, wyjmując kartę z portfela. I tak, wszystko masz takie fajne! Ta twoja torebka ile kosztuje! Żeby ją kupić, muszę pracować trzy miesiące.

– Czyli przeszkadza ci, że mam się dobrze?! – Zofia była zaskoczona. – Jak możesz tak mówić? Przecież kto, jak nie ty, wie, jak te pieniądze zarabiam! Bardzo ciężko na to pracuję. I pretensje o mój dorobek? Przecież nigdy cię o to nie uderzyłam. Do niczego nie zmuszałam, nie wyśmiewałam…

Tomasz milczał, odwróciwszy się od niej.

Zofia po prostu wstała i odeszła. Po co rozmowy, do czego? Zamiast spróbować dorównać jej poziomowi, po prostu się skrył, zrezygnował. Mógłby się z nią podzielić swoimi troskami, i z pewnością wspólnie znaleźliby sposób na rozwiązanie. Ale nie. Postanowił się rozstać. Pieniądze go denerwują! Kto ci przeszkadza je zarobić? Masz mózg, talent, złote ręce, pracuj, twórz! Nie! No dobrze. Niech żyje sam na swoim poziomie. Jest przecież wolnym ptakiem…

Zofia była niesamowicie wściekła na Tomasza. Babcia miała rację, wokół pełno osób, które chcą korzystać z cudzych zasobów. A potem jeszcze mają pretensje.

***

– Dlaczego wciąż nas nie przedstawisz swojemu narzeczonemu? – zapytała babcia podczas kolejnej wizyty Zofii.

– Nie ma narzeczonego, babciu… – odpowiedziała wnuczka z żalem.

– Jak to, dziewczyno? Niemożliwe.

– Możliwe. Widać przyjdzie mi samej żyć, jak to mówią, z czterdziestoma kotami – zażartowała Zofia.

– Nie martw się, córko, jakie twoje lata! – powiedziała mama. – Musisz po prostu szukać sobie równego.

– Może i trzeba. Ale nie mam na to ochoty. Zrozumiałam, że mogę wszystko zrobić sama. Po co mi dodatkowy ciężar? Dokuczać sobie nawzajem?

Mimo przygnębienia, Zofia po pewnym czasie zdołała znaleźć swoją miłość. Taki sam ambitny młody człowiek pokochał ją, a ona jego.

Rozumieli się bez słów, bo byli do siebie bardzo podobni. Uporem i ciężką pracą metodycznie dążyli do swoich celów. Razem, wspólnie. Omawiali swoje plany i dzielili się osiągnięciami.

A Tomasza Zofia kiedyś zobaczyła na ulicy. Malował jakąś dziewczynę, siedząc przed sztalugą na pasażu. Obok niego siedzieli także inni artyści malujący z natury. Zofia nie od razu go rozpoznała. Tomasz wyglądał na zmęczonego i trochę wychudzonego. Ale ją rozpoznał natychmiast, i szybko odwrócił wzrok, jakby jej nie znał.

Zofia, przechodząc obok w swoich nowych butach, które kosztowały, jak niegdyś mówił Tomasz, dwie jego pensje, pomyślała, że każdemu swoje. Widocznie on osiągnął swoje poczucie komfortu na jego poziomie i wyżej się nie wybierał. Jak tłumaczyć, lepiej wróbel w garści niż gołąb na dachu…

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

dwa + 9 =

Zbyt Dobra