— Nie chcesz pomóc siostrze? Jest jej ciężko po rozwodzie — skarciła matka.
Dwie siostry siedziały przy okrągłym stole w domu rodzicielki, wysłuchując jej pretensji.
— Twój Roman to prawdziwy nieudacznik! — nie owijając w bawełnę, stwierdziła Helena Bogumiła. — Na platformie wiertniczej haruje, a do domu przynosi grosze!
— Mamo, sześć tysięcy złotych to dla ciebie już nie pieniądze? — warknęła młodsza córka, Kinga Nowak.
— Mnie tam wszystko jedno. Ważne, żeby cię utrzymywał — odparła matka, zaciskając usta.
— Przecież utrzymuje! — zmarszczyła brwi dziewczyna.
— Nie widzę! Wczoraj pożyczyłaś ode mnie pięćset złotych — przypomniała Helena Bogumiła. — Nie potrafi cię wykarmić? Rozwód! Szukaj kogoś, kto da ci dostatnie życie. Do tego wygląda jak… no, sam rozumiesz.
— Mamo, to już przesada — odezwała się starsza siostra, Agnieszka Wiśniewska, dotąd milcząca.
— Nie mówię prawdy? Nondescriptowy, rudy, jeszcze sepleni — syknęła kobieta, przewracając oczami. — Kinga, zasługujesz na lepszego. Zanim będzie za późno, rzuć go — dodała, zwracając się do młodszej.
— Roman ma złote ręce. Zresztą nie szata zdobi człowieka — broniła siostry Agnieszka. — Jeśli liczy się tylko majątek, to ma mieszkanie, samochód, a Kingę kocha. To widać.
Helena Bogumiła wzgardliwie zmierzyła wzrokiem starszą córkę, która, jej zdaniem, wtrącała się nieproszona.
— Sama jesteś singielką po trzydziestce, więc nie udzielaj rad — odcięła się. — Za dekadę będziesz łapać się każdego…
Kinga milczała, obojętnie spoglądając na matkę i siostrę.
— Zachwycasz się nim… Mieszkanie jednopokojowe w bloku z wielkiej płyty, samochód krajowej produkcji — wstyd nawet wspomnieć — wykrzywiła się Helena.
— Kinga, a ty co o tym myślisz? — Agnieszka zwróciła się do siostry. — Masz własne zdanie?
— Nie wiem… Może mama ma trochę racji — bąknęła dziewczyna, która dotąd broniła męża, teraz zaś uginała się pod presją. — Niedawno powiedział, żebym szukała pracy…
— Widzisz! — Helena załamała dłonie. — Już do tego doszło! Co będzie dalej?
— Dlaczego Kinga nie ma pracować? Mało kogo stać na taki luksus. Dziwię się, że Roman tak długo ją utrzymywał — skomentowała Agnieszka.
— Czemu go tak zawzięcie bronisz? Podkochujesz się? — matka wpiła wzrok w córkę.
— Boję się, że swoim narzucaniem zrujnujesz siostrze życie — odparła spokojnie Agnieszka.
— To nie twoja sprawa! — warknęła Helena. — Kinga zasługuje na więcej. Gdyby ją kochał, dałby jej wszystko. Nawet wyglądu nie ma — zero urody, zero pieniędzy…
Kinga, zasłuchana, chłonęła każde słowo matki.
Nauki Heleny przyniosły efekt. Wkrótce dziewczyna zaczęła atakować Romana pretensjami.
— Uważasz, że zarabiasz przyzwoicie? — spytała męża.
— Wystarczająco. Dlaczego?
— Nie zgadzam się — pokręciła głową. — Znajdź lepszą pracę.
— Po co? Jestem zadowolony — odparł, czując narastającą irytację.
— Ja nie! Mieszkanie jak klitka, samochód — wstyd przed sąsiadami…
— Dziwne. Wcześniej ci pasowało — zmarszczył brwi.
— Nic się nie zmieniło. Po prostu przestałam być ślepa. Widzę, kim jesteś — wydukała Kinga.
— Świetnie — odciął się, licząc, że temat umrze.
Lecz dziewczyna, podjudzana przez matkę, nie ustępowała.
— Twoje marudzenie zaczyna mnie wkurzać — warknął Roman. — Słyszałem, ale nic nie zmienię.
— Potrzebuję męża ambitnego, nie miernotnego — syknęła.
— Przepraszam, że nie spełniam oczekiwań! — rzucił, otwierając szafę z jej rzeczami. — Pakuj się!
— Dokąd? — uniosła brew.
— Tam, gdzie będą apartamenty i zagraniczne auta — odparł. — Nie pozwolę, byś żyła z nieudacznikiem. Na pewno znajdziesz kogoś lepszego.
Gdy Roman wyrzucił Kingę, Helena pierwsza zaczęła lament:
— A to drań! Kto by pomyślał? Trzeba było z nim nie wiązać się wcale! — złorzeczyła, przeklinając zięcia.
— Tylko prosiłam, żeby się rozwijał — szlochała Kinga.
— Cham i prostak! Znajdziesz kogoś lepszego, a Roman będzie żałował! — pocieszała ją matka.
Bezdomna Kinga zamieszkała w dziecięcym pokoju u Heleny.
— Co teraz zrobisz? — spytała Agnieszka, wezwana przez matkę.
— Nic. Znajdę bogatszego od Romana — odparła Kinga, wpatrzona w telefon.
— A praca? — naciskała Agnieszka.
— Daj jej spokój! Przeżyła traumę — warknęła Helena.
Przez dwa miesiące matka utrzymywała leżącą na kanapie córkę, aż w końcu wezwała Agnieszkę.
— Nie pomożesz siostrze? — zaczęła Helena.
— W czym?
— Finansowo. Samotnie nie damy rady.
— Po co namawiałaś ją do rozwodu? — Agnieszka zaszokowała matkę. — Nie wtrącałabyś się, byłoby dobrze.
— Jak śmiesz?! — Helena przyłożyła dłoń do serca. — Roman to cham i tchórz! Nie udźwignął Kingi. Wynoś się stąd! Dość twoich osądów!
Na krzyk wyszła Kinga, ręząc się w biodra.
— Bronisz tego, który mnie wygnał?
— Sama jesteś winna! Mniej słuchaj matki…
— Uczysz mnie? Myślisz, żeś mądrzejsza? Sama stara panna! — wrzasnęła Kinga.
Agnieszka pokręciła głową i wyszła. Nie miała ochoty dłużej słuchać histerii. Podobnie jak Helena i Kinga — one też nie pragnęły kontaktu.



