Niewdzięczna synowa

Przewrotna Synowa

– Znowu robisz kwaśne miny! – z niezadowoleniem powiedziała Pani Barbara. – Zamiast podziękować, to tylko grymasy stroisz!

Ania ledwo powstrzymywała się przed wybuchem, patrząc na teściową. Już miała dość jej nieustannego mieszania się w życie jej i Wojtka.

Dzisiaj znowu pojawiła się z kotem w domu, choć nikt jej o to nie prosił. Kilka dni temu do mieszkania Ani i Wojtka zaczęły zaglądać karaluchy od nowych sąsiadów. Ci dopiero się wprowadzili i sprzątali mieszkanie, które było długo puste. Wojtek wspomniał o tym matce, ale skąd ten kot?

– Karaluchy to nie myszy, po co nam kot?

– Jak to po co? Wszyscy wiedzą, że koty jedzą karaluchy! – zapewniała teściowa.

– Całe życie miałam koty i nigdy nie widziałam, żeby jadły karaluchy! – odparła Ania, kręcąc głową. – A poza tym, zapomniała Pani, że Wojtek jest uczulony na sierść!

– Trochę wytrzyma dla dobra sprawy!

– Nie, Pani Barbaro. Proszę zabrać kota tam, skąd go Pani wzięła. Jeśli chcielibyśmy mieć zwierzę, sami byśmy je przygarnęli! – ucięła Ania.

– To nie ty będziesz decydować! Wojtek wróci niedługo do domu, on nas rozsądzi.

Po pół godziny mąż wrócił z pracy. Cały ten czas teściowa biegała po mieszkaniu z kotem, szukając tych nieszczęsnych karaluchów, choć Ania wszystkie już wytępiła i pułapki ustawiła dla pewności.

Wojtek nie zauważył od razu nowego mieszkańca. Zdjął kurtkę i poszedł do łazienki umyć ręce, kiedy nagle nadepnął na coś mokrego.

– Aniu, coś się wylało w łazience? – zawołał, odkręcając wodę.

Żona przybiegła do niego. Zobaczywszy kałużę, od razu wiedziała, kto ją zrobił.

– Nie, to twoja mama!

– Co? – zaśmiał się. – Przecież łazienka jest obok!

– A ona ma nowy sposób psucia nam życia! – poskarżyła się żona.

– Co się znowu dzieje?

– Sama ci opowie, poczekaj. A lepiej ściągnij i spal te skarpetki!

– Spalić?

Wojtek zdziwiony spojrzał na żonę. Umył ręce, zdjął skarpetkę i powąchał. Znany zapach, ale to…! Fuj!

Rzucił szmatę na kałużę i znów umył ręce, potem jeszcze nogi z mydłem umył i wrócił do kuchni. Jego mama siedziała na krześle, głaszcząc za uchem szarego kota, który miał jakąś złą minę.

– Mamo?

– Synu, zaraz wszystko ci wyjaśnię! Pamiętasz, jak mówiłeś o karaluchach? To Jaś je wszystkie złapie! Gwarantuję ci!

Wojtek słuchał mamy, mrugając powiekami, aż nagle głośno kichnął, potem jeszcze raz i jeszcze.

– Jasne, a zanim Jaś zje te karaluchy, twój syn umrze z powodu alergii! – wtrąciła się Ania. – Nie trzymamy zwierząt nie bez powodu!

– Nic się nie stanie, wytrzyma! – znowu zirytowała się teściowa.

Wojtek kichnął jeszcze kilka razy po czym nie wytrzymał.

– Mamo, zabierz stąd kota! Szybko!

– Wojtek, a co z karaluchami?

– Zabierz kota, mówię! Natychmiast!

Barbara z niezadowoleniem prychnęła i poszła do drzwi wejściowych. Wyrzuciła kota na klatkę schodową i wróciła do kuchni.

– No to potem nie narzekajcie, jak karaluchów będzie więcej niż kurzu!

– U nas nie ma kurzu! – zauważyła Ania.

– Lepiej milcz! W ogóle nie doceniasz mojej pomocy! – obruszyła się teściowa.

– A skąd wzięła pani tego kota? Przecież zginie! Wygląda na domowego!

– Oj tam, siedział przy wejściu! – odparła teściowa. – Pożyczyłam go sobie…

Ania nie odpowiedziała, choć w środku gotowała się z wściekłości. To typowe dla teściowej. Zabrać cudze zwierzę i przynieść do syna. Dziwna kobieta, nie pomylić z szaloną.

– Mamo, może już starczy tej pomocy? – zapytał Wojtek.

Ania już nie raz skarżyła się na jego matkę. Potrafiła wyprowadzić każdego z równowagi. Niedawno oni wyjechali na weekend za miasto, a ona przyszła do ich domu i zdecydowała się rozmrozić i umyć lodówkę. Wiedziała, że synowa jej nie rozmraża, ale zapomniała, że jest to lodówka, która nie wymaga rozmrażania, bo ma system no-frost.

Włączyła ją i poszła oglądać telewizor. Wyjęła wszystkie szuflady, aby szybciej się rozmroziła. Weszła w oglądanie i zasnęła na chwilę. Obudził ją telefon od męża, który prosił ją o obiad. Zdecydowała, że lodówka może poczekać. Wyszła do domu, zrobiła obiad, zmęczona postanowiła wrócić do mieszkania syna następnego dnia.

Wojtek i Ania wrócili kilka godzin wcześniej niż planowali. Teściowa nie zdążyła dokończyć swojego brudnego dzieła. Od rana jeszcze bolała ją głowa, na złość. Kiedy weszli do domu, od razu poczuli smród. Przez całą noc jedzenie się psuło.

Niedawno mama Ani przywiozła im dwa kilogramy czerwonego kawioru. Tyle naraz nie można było zjeść, więc zdecydowali się zamrozić. Lepiej niż gdyby się miało zepsuć. Nawet pani Maria powiedziała, że w zamrażarce nic im się nie stanie. Oni sami tak przechowują.

Ania pochodzi z Gdańska. Rodzice wciąż tam mieszkają, więc często przywożą różne rarytasy. Dzięki teściowej stracili dwa kilogramy kawioru, trzy wędzone leszcze i jeszcze sześć zamrożonych sandaczy. Szkoda!

Ania prawie się rozpłakała, gdy zrozumiała, że teściowa przynosi tylko straty. Jej mama starała się, a tu taki problem!

Oczywiście, Barbara zawsze znajdowała jakieś wymówki. Nawet nie przeprosiła. Po tym incydencie Wojtek zabrał klucze od ich mieszkania, ale to nie powstrzymało teściowej przed kolejnymi dobrymi uczynkami.

Zaczęła działać otwarcie. Kupiła w promocji śledzie w supermarkecie. Wojtek je uwielbiał, zjadł prawie cały słoik. Ania nie od razu sprawdziła terminy, okazały się przeterminowane. Mieli nadzieję, że się nie zepsuły. Niestety, trafił ich na żołądki. Wojtek trzy dni walczył z gorączką, raz musieli wezwać pogotowie.

Kilka tygodni temu teściowa poprosiła, żeby przyjść i wykąpać się u nich. U nich wyłączyli ciepłą wodę, a ona chciała się umyć porządnie. Wojtek niedawno zamontował podgrzewacz. Oczywiście, zgodzili się. Kto by pomyślał, że przyniesie ze sobą własny środek czyszczący, jakiś chemiczny proszek.

Zamknęła się i postanowiła oczyścić wannę przed kąpielą. Nie od razu zauważyła, że coś poszło nie tak. Potem postanowiła się nie przyznawać. Ale Ania od razu wiedziała, kto zniszczył im akrylową wannę.

– Dlaczego ją czyściłaś? – zapytała ze złością synowa. – Przecież przed twoim przyjściem ją umyłam!

– Oj już wiem, jak ty myjesz! Tylko brud rozmazujesz!

Wojtek też był zły, ale co miał zrobić? Zmuszać matkę, by kupiła nową wannę? Tak żyli z zniszczoną wanną, czekając na wypłatę, żeby kupić nową. Teraz jeszcze problem z karaluchami, potem z kotem. Ania miała już tego dość.

– Pani Barbaro, może naprawdę już nam nie pomagać? – zapytała poważnie. – Jesteśmy z Wojtkiem dorośli i wiemy, co i jak robić!

– Mówiłam, niewdzięczna synowa mi się trafiła! Powinnaś się na mnie modlić! A tylko twarz krzywisz!

– Za co dziękować? Za dwa kilogramy czerwonego kawioru, które trzeba było wyrzucić do toalety? Za zniszczoną akrylową wannę? Za śledzie, którymi zatrułaś syna? I to jeszcze nie wszystko! Może już dość?

– Może już w ogóle do was nie przychodzić? – złościła się teściowa.

– A może, faktycznie, to nie taki zły pomysł. Może lepiej my do Pani?

– Tak, mamo, to też mi się podoba!

– A ty też? – spojrzała na syna. – Nie spodziewałam się tego po tobie! Nigdy więcej moja noga u was nie postanie!

Teściowa wstała z krzesła i szybko pobiegła do korytarza. W środku miała nadzieję, że ktoś ją zatrzyma, może nawet przeprosi, ale nikt nawet nie wyszedł jej odprowadzić.

Kiedy drzwi się za nią zamknęły, małżeństwo odetchnęło z ulgą. Wojtek wieczorem wciąż kichał, znaleźli jeszcze jedną kałużę pod łóżkiem w sypialni, Ania musiała zrobić generalne sprzątanie, żeby pozbyć się sierści z mieszkania, ale przynajmniej teściowa się na nich obraziła. Niech się obraża. Ważne, żeby była w swoim domu.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

szesnaście − czternaście =

Niewdzięczna synowa