Zapomniałaś zaprosić nas na uroczystość

Ty zapomniałaś zaprosić nas na święto

Roksana bardzo kochała swojego męża. Uważała, że miała wielkie szczęście będąc z nim. Wojtek był troskliwym i kochającym mężczyzną, który starał się robić wszystko dla swojej ukochanej.

Jednak z rodziną męża Roksanie się nie poszczęściło. Jest takie przysłowie, że w rodzinie zawsze znajdzie się czarna owca. No, ale w ich rodzinie było chyba odwrotnie. Miałam wrażenie, że normalny był tylko Wojtek, a reszta była osobliwa.

Teść, na przykład, za każdym razem, gdy widział Roksanę, komentował, że jakby się zaokrągliła. I może coś tam w brzuszku mieszka.

Tymczasem Roksana była w świetnej formie i od poznania rodziców męża nie przytyła nawet kilograma. Ale wyglądało na to, że Zbigniewa to nie zrażało. Może to była jego standardowa fraza, a nawet gdyby Roksana schudła dziesięć kilogramów, i tak by jej to powiedział.

Do tego często opowiadał dowcipy poniżej pasa, z czego sam chichotał, czym wprawiał Roksanę w zakłopotanie. Każdorazowo czuła się bardzo zażenowana w jego obecności. A fakt, że chodził po domu z gołym torsem, tylko to poczucie zażenowania zwiększał.

Teściowa, Irena, uwielbiała wszystkich pouczać. Nawet w kwestiach, o których sama nie miała pojęcia.

Uczyła Roksanę, jak się modnie ubierać, mówiła, jak powinna się ściąć, jaką szminkę nałożyć na usta. A kiedy Roksana i Wojtek przeprowadzili się do własnego mieszkania, Irena poczuła się w swoim żywiole. Wtykała nos w każdy zakamarek, krytykowała i mówiła, jak wszystko powinno być urządzone „prawidłowo”.

Była też młodsza siostra Wojtka, roztrzepana dziewczyna z dwójką dzieci. Dzieci były z różnych związków, przy czym z żadnym z ojców Natalia nie była w poważnej relacji. Zawsze wszędzie ciągała dzieci, a jako że była matką, uważała, że wszyscy wokół są jej coś winni. Powinni ustępować miejsca w transporcie, przepuszczać w kolejkach, obsługiwać ją przed wszystkimi.

Mimo że otrzymywała alimenty od ojców, dostawała zasiłki, a przy tym siedziała na garnuszku u rodziców, Natalia ciągle szukała darmowych rzeczy. Nawet to, czego nie potrzebowała, zabierała. Właściwie chodziło chyba o to, by zdążyć złapać coś pierwsza. Dlatego w ich domu zawsze walały się paczki pieluch, których jej dzieci już nie potrzebowały, a Roksana miała nadzieję je sprzedać; stos niepotrzebnych ubrań, zabawki. Ogólnie rzecz biorąc, połowa rzeczy była jej zbędna, ale jak mawiała, taki miała sposób na „biznes”. To znaczy, zabierała za darmo udając biedną i nieszczęśliwą, a potem sprzedawała.

Jej dzieci były niewychowane i bezczelne. Ale to nie była ich wina, z taką matką po prostu nie mogły być inne. Jeśli przychodziły do kogoś do domu, zaraz szukały czegoś smacznego, brały wszystko bez pytania. A Natalia nigdy ich nie karciła.

Roksana z przerażeniem wspominała jedyną wizytę siostry męża z jej dziećmi na parapetówce. Podarowała jakiś zestaw do herbaty, który najwyraźniej dorwała za darmo, a po ich wyjściu w domu nie zostało żadnych słodyczy, nowa waza była stłuczona, a na zasłonach pojawiła się rozmazana czekolada. Przynajmniej Roksana przekonała samą siebie, że to była czekolada.

Nic dziwnego, że zbliżając się do urodzin, Roksana zdecydowała, że nie zaprosi rodziny męża. W przeciwnym razie jej święto zostałoby beznadziejnie zniszczone. Teść opowiadałby niestosowne dowcipy, teściowa pouczała, a Natalia żebrała o niepotrzebne rzeczy dla dzieci, podczas gdy dzieci demolowałyby mieszkanie Roksany i Wojtka.

Oczywiście Roksanie było nieco niezręcznie wobec męża za swoje decyzje, ale bardzo liczyła, że ją zrozumie.

– Wojtek, chcę obchodzić urodziny w domu. Zaproszę rodziców i kilkoro przyjaciół.

– Dobrze, zgadzam się. Czyż nie po to tak pięknie urządziliśmy nasze mieszkanie? – uśmiechnął się mąż.

– Tak, dokładnie. Teraz jest tu jak w jakimś studiu do sesji zdjęciowych. Tylko…

– Co? – zaniepokoił się małżonek.

– Proszę, nie obrażaj się, ale nie chcę zapraszać Twojej rodziny.

Wojtek ciężko westchnął i skinął głową.

– Przepraszam, ale jest mi z nimi bardzo ciężko. A w swoje urodziny chcę się zrelaksować, a nie wiecznie czekać na nieprzyjemności – powiedziała Roksana z poczuciem winy.

– Rozumiem to wszystko, nie musisz się tłumaczyć. Naprawdę trudno z nimi wytrzymać.

– Nie jesteś zły?

– Nie, gdzieżby. To twoje święto i powinno wyglądać tak, jak sobie tego życzysz.

Roksana znów upewniła się, że jej mąż to najlepszy człowiek na świecie. I znów nie mogła powstrzymać się od zdziwienia. Może jest adoptowany? To by wszystko wyjaśniało.

Roksana nie mówiła teściom, że będzie obchodzić urodziny. Powiedziała, że chcą z Wojtkiem spędzić ten dzień we dwoje. I prosiła męża, żeby nic im nie mówił.

A mimo to jakoś to wywęszyli. Teściowa zadzwoniła do mamy Roksany, żeby dowiedzieć się czegoś w tematyce zawodowej, i tamta się wygadała.

– Jak twoja żona mogła nas tak potraktować! – krzyczała Irena. – Nie zaskarbiliśmy sobie u niej miejsca, co?!

– Mamo – próbował ją uspokoić Wojtek – Roksana chciała świętować tylko z rodzicami i kilkoma bliskimi przyjaciółmi. To jej urodziny i jej wybór. Gdyby to była wielka impreza, na pewno by was zaprosiła.

– Wszystko jasne. Przekaż swojej żonie, że jesteśmy śmiertelnie urażeni!

Mama rzuciła słuchawką, a Wojtek pokręcił głową. Doskonale rozumiał swoją żonę. Może to nie było dobrze tak mówić, ale przez całe życie wstydził się za swoją rodzinę. I nie chciał, żeby Roksana musiała się wstydzić razem z nim.

Dlatego nic jej nie powiedział, nie chciał psuć święta. Postanowił powiedzieć o słowach matki po urodzinach.

Rano, kiedy Roksana skończyła dwadzieścia sześć lat, Wojtek przyniósł jej bukiet kwiatów i voucher do SPA. Wiedział, że Roksana była bardzo zmęczona minionym rokiem. Najpierw ich ślub, potem remont i przeprowadzka. Do tego w pracy miała nawał obowiązków. Nic dziwnego, że chciała odpocząć.

Po południu zaczęli schodzić się goście. Roksana bardzo się postarała: przygotowała pyszny obiad, wystroiła się, zrobiła fryzurę. Było widać, jak jest szczęśliwa i oczekuje, że to święto przyniesie wiele wrażeń.

Jednak nie domyślała się, jakie wrażenia ją czekają.

Kiedy wszyscy zasiedli do stołu, zadzwonił dzwonek do drzwi.

– To pewnie tort, – wyskoczyła Roksana, – zupełnie o nim zapomniałam i zamówiłam na ostatnią chwilę.

Otworzyła drzwi z uśmiechem, ale wyraz twarzy zbladł natychmiast. Za drzwiami stali niechciani goście. W pełnym składzie.

– Wszystkiego najlepszego, Roksano! – powiedziała oschle teściowa i wręczyła jej jedną różę. – Wpuścisz nas?

Nie było wyboru, musiała się odsunąć.

Natychmiast zrobiło się głośno. Dzieci Natalii zrzuciły buty i pobiegły w stronę stołu. Teść zaraz stwierdził, że sukienka, którą nosi Roksana, nie jest w jej rozmiarze.

– Powinna być większa, – zaśmiał się.

– Chyba nas zapomniałaś zaprosić, – kontynuowała teściowa, – widzę, że masz tu gości. Tylko nie nas na liście. Moja droga, zaprosiłaś ludzi, a zapomniałaś o umyciu podłóg.

Roksana chciała powiedzieć, że to właśnie jej wnuki nabrudziły, ale powstrzymała się.

Nastrój się zrujnował. Dzieci natychmiast zaczęły hałasować, chwytać jedzenie rękami, przeszukiwać szafki w poszukiwaniu słodyczy. Potem młodszy zaczął płakać, że nie znalazł tortu.

– Mogłaś kupić torcik, zobacz, Synek jest smutny! – skomentowała Natalia. – A to co, perfumy dostałaś? Daj spróbuję. Oddasz mi potem swoje stare.

Przez ten cały czas Roksana nie powiedziała ani słowa. Wojtek też milczał, obserwując swoich krewnych. Jak siadają do stołu, jak żądają talerzy, jak jego mama krytykuje jedzenie, a tata opowiada dziwne dowcipy.

Jednak cierpliwość Wojtka się skończyła, gdy zobaczył, jak Natalia, myśląc, że nikt jej nie widzi, zabiera kopertę z pieniędzmi, która leżała na stoliku. Tam były wszystkie prezenty.

– Odłóż to! – krzyknął Wojtek.

– O co ci chodzi? – zapytała, mrugając oczami.

– Wszystko widziałem!

– Ja tylko chciałam pieniądze dodać, nie zdążyłam kupić koperty, – zaczęła się wymigiwać jego siostra.

– Wojtek, nie czepiaj się Natalii, nie psuj wieczoru, – odparła jego mama. – Lepiej przypomnij żonie, że nieładnie nie zapraszać rodziny.

– I o rozmiarze ubrań jej też powiedz, – zaśmiał się teść, – bo, Roksano, wszystkie fałdki w tej sukience widać.

– Dość! – Wojtek uderzył ręką w stół, aż dzieci umilkły. – Mamo, tato, Natalio, pora wam iść.

– Co?! – oburzyła się mama. – Jak śmiesz!

– Jak wy śmiecie przyjść bez zaproszenia? Jak śmiecie obrażać moją żonę? Jak śmieją twoje dzieci, Natalio, zachowywać się tak bezczelnie? Dopóki nie nauczycie się manier, nie będziecie mile widziani w tym domu.

Oczywiście wybuchła awantura. Roksana odetchnęła z ulgą dopiero wtedy, gdy nieproszeni goście wyszli.

Oczywiście urodziny zostały zrujnowane. I choć przyjaciele i rodzice starali się pocieszyć Roksanę, trudno było odzyskać dawną atmosferę.

Jednak była jedna korzyść: Roksana kolejny raz upewniła się, że dokonała właściwego wyboru partnera życiowego. Mężczyzny, który stanie w jej obronie, który potrafi sprzeciwić się nawet własnym krewnym. I niezależnie od tego, co się zdarzy, Roksana wiedziała, że zawsze będzie po jej stronie. A to, prawdopodobnie, był najlepszy prezent w jej życiu.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

cztery × 2 =

Zapomniałaś zaprosić nas na uroczystość