Niekochana córka
Od dzieciństwa Natalia sądziła, że jest adoptowana. Pewnego dnia, przeszukując domowe dokumenty, znalazła jedynie akt urodzenia potwierdzający, że rodzice są jej biologicznymi rodzicami. Powinna się cieszyć, lecz poczuła smutek. Wciąż nie rozumiała, dlaczego traktują ją inaczej.
Była najstarszym dzieckiem. Trzy lata po jej narodzinach przyszła na świat Zosia. Natalia ledwo pamiętała czasy przed pojawieniem się siostry, lecz po jej przyjściu wspomnień nie brakowało.
Zosia była rozpieszczana. Dostawała najlepsze ubrania i zabawki, podczas gdy Natalia nosiła odziedziczone po kuzynce. W szkole, gdy Natalia przyniosła jedynkę, karano ją zakazem telewizji lub spotkań. Gdy Zosia zawaliła sprawdzian, matka tłumaczyła: „Oceny to nie wszystko”.
Najgorsze były słowa: „Zosia jest młodsza”. I kolejne: „Oddaj jej lalkę” albo „Niech zje ostatniego cukierka”.
Gdy dorosły, Zosia dostrzegła nierówność i bezwstydnie to wykorzystywała. Stała się mistrzynią manipulacji: płakała na zawołanie, schlebiała rodzicom. Natalia ograniczała się do trzaskania drzwiami.
Natalia nie dostała się na studia dzienne, więc wybrała szkołę policealną. Rodzice odmówili finansowania, choć łożyli na korepetycje Zosi i jej przyszłą edukację.
Po pierwszym roku Natalia wynajęła pokój i wyprowadziła się. Życie pod jednym dachem stawało się nie do zniesienia.
Zosia, pewna bezkarności, zaniedbała naukę. Wiedziała, że rodzice opłacą jej studia. Czemu się starać?
Kradła Natali ubrania, a raz podrzuciła jej swoje papierosy. Rodzice uwierzyli oczywiście młodszej.
Natalia odcięła kontakty. Każda wizyta kończyła się pochwałami Zosi i absurdalnymi pretensjami wobec niej.
Po szkole Natalia dostała dobrą pracę, kupiła mieszkanie na kredyt, poznała Marcina i zaczęła terapię. Chciała stworzyć rodzinę pełną miłości, choć bała się powielać wzorce rodziców.
Marcin oświadczył się. Prawie cicho wzięli ślub, bez rodziny Natalii. Z teściową łączyła ją wyjątkowa więź. Pewnego dnia wyznała jej:
— Nie ich wina, że mieli ograniczone serca. To ich strata. Dla mnie jesteś już córką — odparła teściowa.
Życie Natalii się ustabilizowało: kredyt, kot, wspólne wieczory. Kontakt z rodzicami ograniczała do minimum. O Zosi wiedziała tylko, że studiuje.
Pewnego wieczora zadzwoniła matka:
— Córeczko! Tragedia! Zosia potrąciła pijaną osobę obcym samochodem! Mogą ją wsadzić do więzienia!
Natalia prychnęła. Oczywiście, Zosia święta?
— Chcemy przekupić policję i poszkodowanego. Musicie dać oszczędności na samochód! — krzyczała matka.
— Nie! — Natalia drżała, lecz czuła ulgę. — Niech poniesie konsekwencje. Dla was zawsze byłam gorsza. Dość!
— Jak możesz?! — ryknęła matka.
— Wychowaliście mnie na kopciuszka. Teraz zbieracie żniwo.
Po rozmowie Natalia rozpłakała się w ramionach Marcina. Czuła, że wreszcie uwolniła się od przeszłości.
Zosia dostała wyrok. Natalia zaszła w ciążę. Gdy urodziła córeczkę, zrozumiała, że chce więcej dzieci. Wiedziała, że nie powtórzy błędów rodziców.
Gdy powiadomiła rodziców o wnuczce, usłyszała: — Mamy jedną córkę — Zosię.
Natalię to nie dotknęło. Dała im szansę. Oni ją odrzucili. Teraz była wolna.



