Zabierz moją córkę z sierocińca

Przywieź moją córkę z domu dziecka

Marysia stała oszołomiona i z nieufnością przyglądała się kobiecie stojącej przed nią.

Przed chwilą wychowawczyni wyjaśniła jej, że przyjechała jej mama!

Okazało się, że długo szukała Marysi i nie porzuciła jej, jak myślała Marysia. To Marysia kiedyś zgubiła się w innym mieście, ktoś ją znalazł i przyprowadził do domu dziecka. A mamusia przez cały ten czas jej szukała!

Marysia z nieufnością patrzyła w twarz obcej uśmiechniętej kobiety. Jakby chciała ją rozpoznać, ale nie mogła. Czy to oczy mamy? Ręce? Czy to naprawdę jej mama, której nie pamiętała?

Marysia przechyliła głowę i nagle w twarzy kobiety coś się zmieniło. Nadal próbowała się uśmiechać, ale po jej policzkach zaczęły toczyć się łzy, których nie potrafiła powstrzymać.

Małe serduszko Marysi zadrżało. Oczywiście, to była jej mama, rozpoznała ją teraz po błysku oczu, po ruchu głowy. Tak naprawdę nie wiadomo, po czym właściwie ją rozpoznała.

Zrobiła dwa niepewne kroki, wyciągnęła rączki i pobiegła w jej kierunku krzycząc: – Mamo, mamusiu, w końcu mnie znalazłaś!

Wieczorem, w domu, siedziały przytulone na dużej, miękkiej kanapie. Julia głaskała Marysię po włosach, po chudych ramionach, całowała zapłakane oczka.

Po raz setny starała się odpowiedzieć na najważniejsze pytanie: – Mamusiu, dlaczego tak długo nie przychodziłaś? Czekałam na ciebie!

– Moje słoneczko! Wybacz mi, szukałam cię codziennie. Ale zniknęłaś, to było okropne! Ktoś widział kobietę z dzieckiem na rękach. Nawet szukaliśmy u Romów, ale ciebie nigdzie nie było! Objechałam wszystkie okoliczne miasta. Potem mi podpowiedziano, że w jednym domu dziecka jest dziewczynka, którą podrzucono. Od razu pomyślałam, że to może być ty, i przyjechałam!

– Tak długo, mamusiu! Dobrze, że w końcu mnie znalazłaś! – Marysia mocno przytulała się do Julii ciepłymi małymi rączkami.

Jednak od bułki z mlekiem, od domowego ciepła i maminych objęć zrobiła się zupełnie senna. Rączki Marysi nadal ściskały maminą bluzkę, ale powoli traciły siłę. Julia wzięła małą śpiącą na ręce i zaniosła do łóżeczka.

– Już mnie nikt nie porwie, prawda mamo? – sennie szeptała Marysia.

– Nikt cię już nie zabierze, obiecuję ci to! – Julia przytuliła do siebie małe ciałko i pocałowała w jedwabne włosy. Potem położyła ją do łóżeczka.

– Nie odchodź, – poprosiła Marysia, więc Julia położyła się obok na dziecięcej kanapie.

Marysia natychmiast zaczęła słodko chrapać, choć jedna rączka nadal trzymała się maminej szlafroka. Czasem jakby sprawdzając, czy mama faktycznie jest obok.

„Tak wypełniłam ostatnią prośbę ukochanej siostry. Znalazłam Marysię i teraz jest ze mną. Diana prosiła, by nic nie mówić Marysi o niej. Teraz jestem jej matką” – myślała nie mogąc zasnąć Julia.

Poprawiła na dziewczynce miękkie kocyki, a Marysia uśmiechnęła się przez sen.

Niech wszystko złe zostanie za nimi, choć ciężko pogodzić się z utratą siostry i matki.

Ich mama, z Dianą, była dobrą, choć jakby bezradną kobietą. Urodziła je sama, bez ojca. Ile razy Julia pamiętała, matka ciągle płakała, jak bardzo jest jej ciężko z dwójką dziewczynek. Jakby ktoś był za to winny!

Diana była starsza od Julii o piętnaście minut i zawsze wszystko za nie dwie decydowała.

Kiedy matka przyprowadziła do domu już trzeciego konkubenta, Diana powiedziała, że muszą uciekać z domu, bo źle się to skończy!

Ale było jej żal matki, jak można matkę zostawić? Przecież chciała dobrze, starała się dla córek. Aby mężczyzna był w domu.

– Julka, zdobędę pieniądze i uciekniemy, – przekonywała ją Diana, – Bo inaczej źle się to skończy! Mamy już siedemnaście lat, pójdziemy do szkoły zawodowej, zamieszkamy w internacie, rozumiesz? Bo ten maminy adorator już mi życie zatruwa!

Jaką naiwną Julka wtedy była!

Diana coś jej mówiła o ojczymie, ale Julce się wydawało, że Diana to wszystko wymyśliła. Mama chodzi uradowana, a ojczym uśmiechnięty, cukierki i owoce kupuje. Julce nawet mrugnął raz, – No i jak, lepiej żyć z tatusiem? Trzymaj się mnie, to będzie dobrze, rozumiesz, niebieskooka?

– Daj spokój małej, rozumiesz? – stanęła od razu przed Julką Diana. I wydawało się jej wtedy dziwne, że Diana tak ostro z nim rozmawia.

Diana wtedy w ogóle mocno się zmieniła. Opiekował się nią chłopak z ich domu.

Antoni podobała się Diana od piątej klasy. Dobrze się przyjaźnili, Julka nawet zaczepiała siostrę, że Antoni ją weźmie za żonę, a Julka bez Diany zginie.

Ale ostatnio Diana z Antonim mocno się poróżniła, a Antoni chodził ponuro. Nawet do Julii podchodził, ale nie wiedziała dlaczego, co miała mu powiedzieć?

Niebawem Diana gdzieś zdobyła dużą sumę pieniędzy, co Julkę przerażało, skąd ona to miała?

– Skąd wzięłam, nie ma – powiadomiła siostra poirytowana, – Idziesz ze mną czy nie? Ciągle jak mała, chociaż młodsza tylko o piętnaście minut! Jedziesz ze mną?

Diana miała taką minę, że Julka się przestraszyła i… zgodziła się. Rzeczywiście, chcieli przecież iść do szkoły zawodowej.

Ale wyszło inaczej. Diana wynajęła pokój i zrezygnowała z nauki. A potem okazało się, że Diana… jest w ciąży!

– Może trzeba powiedzieć Antoniemu, a co Diana? – próbowała podnieść na duchu Julka siostrę, a tamta tylko się burzyła, – Co ma do tego Antoni? Daj mi spokój, zrozumiano?

Później Diana płakała i prosiła o wybaczenie od Julki. Julka pocieszała siostrę, że pomoże z maluchem. Pójdzie do pracy, a potem wszystko się ułoży. Ale te zapewnienia tylko zdenerwowały Dianę.

Dziewczynka urodziła się wcześniej przed terminem. Julia odebrała siostrę z maleństwem ze szpitala. Zatrudniła się jako sprzedawczyni w sklepie. Kupiła wyprawkę dla małej siostrzenicy. I starała się we wszystkim Dianie pomagać.

Ale co ma być, to się nie omija. Matka od kogoś usłyszała, jak jej córki „się uczą”. A ojczym zrobił awanturę, że zniknęły mu pieniądze, to pewnie te twoje dziewczyny! Słowo za słowo, ojczymowi wpadło na myśl ujawnić, że to od niego Diana jest w ciąży, o!

Matka go odepchnęła od siebie, nie spodziewała się takich wyznań. Pchnęła ojczyma, a ten głową uderzył mocno o krawędź szafki. Matka w hysteria zadzwoniła, „Dziewczyny, coś się stało, co robić?”

Matka dostała wyrok, ale była delikatna, nie przetrwała, już nie wróciła.

Diana od tego wszystkiego straciła zainteresowanie życiem. Pewnego dnia Julia wróciła z pracy, a w domu nikogo.

I liścik na stole, „Nie szukaj mnie, i nie szukaj Marysi, zawiozłam ją do domu dzieci w innym mieście. Ty masz swoje życie, a ja swoje. Żegnaj, siostro!”

Julka wtedy płakała całą noc. Jak to możliwe? Matki już nie ma, a starsza siostra ją opuściła!

Julka przepłakała na sto lat do przodu. Rano umyła się i postanowiła odnaleźć Marysię. Nie miała już nikogo innego.

Ale poszukiwania nie przyniosły rezultatów, choć Julia robiła wszystko, co mogła.

Po dwóch latach telefon, głos Diany, ale dziwny, ostry i zdesperowany, „Julia, spełnij moją prośbę, zabierz Marysię z domu dziecka. Ten dom dziecka jest w Wrocławiu. O mnie zapomnij!” – i połączenie zostało przerwane. Tylko tyle …

***********

Marysia przez sen zapiszczała, a Julia poprawiła kocyk, – Szszsz, śpij, śpij… córeczko.

Córeczka.

No tak, córeczka.

Niedługo wróci Paweł ze służbowej podróży. Już wszystko z nim omówili. Rozpoczną proces adopcji i Marysi na razie nic nie powiedzą. Czy dziecko musi o tym wszystkim wiedzieć?

A potomność ułoży wszystko na swoim miejscu.

Może Diana nagle wróci?

Przecież życie jest tak nieprzewidywalne.

Matka Marysi się odnalazła

A tymczasem będziemy po prostu żyć. Oni z Pawłem chcą mieć jeszcze dzieci i żeby było po prostu dobrze, tyle!

Bo zwyczajne rodzinne szczęście to właśnie to, o czym Julka zawsze marzyła.

A marzenia się spełniają, jeśli naprawdę bardzo się tego chce…

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

6 − pięć =

Zabierz moją córkę z sierocińca