Zapomniana córka

**Niekochana córka**

Od dzieciństwa Kinga sądziła, że jest adoptowana. Pewnego dnia, pozostając sama w domu, przeszukała dokumenty, szukając aktu adopcji. Znalazła tylko własny akt urodzenia, potwierdzający, że rodzice są jej biologicznymi rodzicami.

Powinna się ucieszyć, lecz poczuła smutek. Teraz zupełnie przestała rozumieć, co jest z nią nie tak.

Kinga była najstarszym dzieckiem. Trzy lata po jej narodzinach przyszła na świat Zosia. Wspomnienia sprzed narodzin siostry były mgliste, ale po pojawieniu się Zosi stały się wyraźne — zbyt wyraźne.

Nad Zosieńką rozpływali się. Kupowali jej markowe ubrania i zabawki, podczas gdy Kinga nosiła odziedziczone po kuzynce. W szkole, gdy Kinga przyniosła jedynkę, karano ją zakazem telewizji lub spotkań. Gdy Zosia wracała z pałą, mama pocieszała: „Oceny to nie wszystko”.

Najbardziej znienawidzone zdanie Kingi brzmiało: „Zosia jest młodsza”. I zaraz potem: „Oddaj jej lalkę” albo „Niech zje ostatniego cukierka”.

Gdy dziewczyny dorosły, Zosia dostrzegła nierówną miłość rodziców. Zaczęła to wykorzystywać. Była utalentowaną aktorką — płakała na zawołanie, schlebiała rodzicom. Kinga nie potrafiła się tak bawić. Jej maksimum to trzaskanie drzwiami.

Kinga nie dostała się na studia dzienne, więc wybrała szkołę policealną. Rodzice stwierdzili, że nie stać ich na czesne. Skąd mieli brać pieniądze, skąd łożyli na korepetycje Zosi i oszczędzali na jej przyszłą edukację?

Po pierwszym roku Kinga znalazła pracę, a z pierwszą wypłatą wynajęła pokój i wyprowadziła się. Życie z rodziną stawało się nie do zniesienia.

Zosia, czując pobłażliwość rodziców, olewała naukę i imprezowała. Wiedziała, że i tak opłacą jej studia — po co się starać?

Krótko przed wyprowadzką Kingi, Zosia zaczęła podkradać siostrze ubrania i kosmetyki. Raz nawet oskarżyła ją o znalezione w domu papierosy. Kinga zaprzeczała, ale komu uwierzono?

W końcu Kinga się wyprowadziła. Została jednak gorycz i niezrozumienie. Unikała kontaktów, bo każda wizyta kończyła się pochwałami dla Zosi i wyrzutami pod jej adresem. Wyrzutami bez pokrycia, jak i zachwytami nad młodszą.

Po szkole Kinga dostała dobrą pracę, zaczęła zarabiać, wynajęła mieszkanie, poznała przystojnego Krzysztofa i trafiła na terapię. Zdawała sobie sprawę, że dziecięce traumy utrudniają jej życie. Marzyła o rodzinie pełnej miłości, choć była pewna: tylko jedno dziecko. Nawet najlepszy psycholog nie usuwał strachu przed powtórzeniem błędów rodziców.

Wkrótce Krzysztof oświadczył się. Pobrali się cicho, bez rodziców Kingi. Z teściową dogadywała się świetnie. Pewnego dnia opowiedziała jej o dzieciństwie.

— Nie bierz tego do siebie — uśmiechnęła się teściowa. — Z tobą wszystko w porządku. Są ludzie o nieograniczonej miłości i tacy, którzy ją szufladkują. Twoi rodzice to ci drudzy. To ich wina. A wiesz, że teraz jesteś też moją córką?

Życie Kingi i Krzysztofa się układało. Wzięli kredyt hipoteczny, adoptowali kota Felka i byli szczęśliwi. Kinga dzwoniła do rodziców tylko po to, by sprawdzić, czy żyją. Z Zosią nie utrzymywała kontaktu. Wiedziała, że jest na trzecim roku.

Pewnego wieczoru, gdy oglądali serial, zadzwoniła mama Kingi. To dziwne — zwykle to Kinga dzwoniła pierwsza.

— Coś się stało? — spytała, pauzując film.

— Córeczko! Tragedia! — krzyknęła matka.

— Z tatą? — przestraszyła się Kinga. Mimo wszystko rodzice ją wychowali. Kochała ich, choć dziwną, pełną uraz miłością.

— Nie. Z Zosią.

Do siostry Kinga czuła tylko złość. Gdyby Zosia zachowywała się inaczej, może różnica w traktowaniu nie byłaby tak bolesna. Lecz młodsza siostra zawsze wykorzystywała sytuację, wiedząc, że rodzice jej uwierzą.

— Co się stało? — spytała z grzeczności.

— Jakaś brudna sprawa… — mamrotała matka.

Kinga wyobraziła sobie szpital lub wydalenie z uczelni. Ale „brudna sprawa”?

— Zosia potrąciła kogoś samochodem.

— Zosia ma prawo jazdy i auto? — zdziwiła się. Choć nie zdziwiłaby się, gdyby rodzice kupili jej auto na pierwsze życzenie.

— Nie — odparła matka. — To podobno auto kolegi. Ale nie wierzę, że Zosia jest winna.

Kinga prychnęła. Oczywiście, Zosieńka święta.

— No i?

— Mówią, że była pijana, a ten człowiek trafił do szpitala. Koszmar! Mogą ją wsadzić do więzienia! I wyrzucą z uczelni. Musimy coś zrobić!

Kinga miała ochotę powiedzieć, że skoro nie potrafili wychować córki, niech życie ją wychowa. Niech poniesie konsekwencje. Ale wiedziała, że matka i tak nie zrozumie.

— Co mam zrobić?

— Postanowiliśmy przekupić policję i zapłacić poszkodowanemu, by wycofał zarzuty.

Przez chwilę Kinga myślała, że źle słyszy.

— Zdajesz sobie sprawę, co mówisz? — spytała cicho. — Chcecie łamać prawo, bo wasza córka jeździła pijana bez prawa jazdy?

— Popełniła błąd — warknęła matka. — Trzeba wybaczać. Tobie też wiele wybaczaliśmy.

Kinga zaśmiała się nerwowo.

— Co wybaczaliście? Że zgubiłam klucze? Albo zapomniałam chleba?

— Nie o tym mowa — przerwała. — Musimy zebrać pieniądze. Mówiłaś, że oszczędzisz na auto. Oddasz te oszczędności, by pomóc siostrze. Auto sobie kupicie, a jej życie się rozpadnie.

W tej chwili Kinga zrozumiała, że nie chce mieć z rodziną nic wspólnego. Miała nową rodzinę — męża i teściową. To wystarczyło.

— Nie dam pieniędzy. I cieszę się, jeśli Zosia trafi za kratki. Zasłużyła.

— Jak możesz?! — wrzasnęła matka. — Tak cię wychowaliśmy?!

— Właśnie nie tak. Wychowaliście mnie na córkę drugiej kategorii. Nigdy nie czułam waszej miłości. Za to Zosi wszystko uchodziło płazem. Teraz zbierajcie żniwo. Młodsza zwariowała, starsza was nie potrzebuje.

Po tych słowach Kinga rozłączyła się. Krzysztof, słysząc rozmowę, przytulił drżącą żonę. Ta wybuchnęła płaczem. Gdy łzy wyschły, poczuła ulgę. Okazało się, że może żyć bez rodziców. Nie musi im nic udowadniać.

Minęły miesiące. Od krewnych Kinga dowiedziała się, że Zosia dostała wyrok. Albo rodzice nie zebrali pieniędzy, albo przekupstwo się nie udało.

Wkrótce Kinga zaszła w ciążę. Gdy urodziła córeczkę, zrozumiała, że chce jeszcze dziecko. Z czasem uwierzyła, że nie powtórzy błędów rodziców. Dzięki mężowi i teściowej, którzy codziennie pokazywali, że jest wspaniałą matką.

Gdy dziecko przyszło na świat, pod wpływem emocji powiadomiła rodziców. Otrzymała odpowiedź: „Od teraz mamy tylko jedną córkę, która nie odwróciła się od rodziny”.

I najdziwniejsze — Kinga nawet tego nie poczuła. Cieszyła się. Nie czuła już ciężaru „odbierania wnuczki dziadkom”. Dała im szansę, oni ją odrzucili. I tak było lepiej — dla wszystkich.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

15 + 2 =

Zapomniana córka