Nieswoja żona

Obca żona

Ledwo poznał Zosię, a Szymon już wiedział, że jego świat się nieodwracalnie zmienił. Nigdy wcześniej żadna kobieta nie wzbudziła w nim tak silnego pragnienia. Problem? Była mężatką. I to nie wszystko!

Z jej mężem, Jakubem, przyjaźnili się od studiów. Nie byli nierozłączni, ale utrzymywali kontakt, spotykali się na imprezach u wspólnych znajomych.

Właśnie podczas takiego spotkania Jakub ich przedstawił: „Zosia, moja żona”. Szymon osłupiał – nie miał pojęcia, że kolega się ożenił.

Okazało się, że para zrezygnowała z hucznego wesela, ograniczając się do urzędowej rejestracji. Jakub uznał, że szkoda złotych na fanaberie – lepiej przeznaczyć je na remont mieszkania. Zawsze słynął z oszczędności, wolał gromadzić niż wydawać.

„A co z wieczorem kawalerskim, białą suknią i zdjęciami do albumu?” – dopytywał się Szymon.

„Och, znasz mnie – nie cierpię tych formalności” – mruknął Jakub. „Wieczór kawalerski zawsze możemy zorganizować później. Prawda, Zoś?”

Żona skinęła głową, lecz w jej oczach przemknął cień niezadowolenia.

„Nie lubi pani białych sukien?” – Szymon nie odpuszczał.

„Uwielbiam” – odparła szczerze Zosia. „Ale decyzja należała do męża. Uznał, że to komercyjna bzdura. Podobno im wystawniejsze wesele, tym szybszy rozwód”.

„Genialne” – zaśmiał się Szymon. „A ślub bez wesela gwarantuje wieczną miłość?”

„Zobaczymy” – uśmiechnęła się Zosia, a w jej spojrzeniu pojawiła się nuta marzycielstwa. Jakby już widziała siebie w szczęśliwej przyszłości.

Właśnie wtedy Szymon spojrzał w jej oczy. I utonął.

Cały wieczór rozmawiali bez końca, odkrywając wspólne pasje. Jakub co chwilę znikał, rozwiązując służbowe telefony. Zosia zdawała się nie przejmować, że mąż zostawia ją samą.

To Szymona dziwiła ta sytuacja. Przyjść na imprezę z młodą żoną i zajmować się pracą? Coś tu było nie tak.

„Jakub nie boi się tak panaiątrzać?” – spytał w końcu.

„Nie rozumiem?”

„Piękna kobieta, cały wieczór sama… Ktoś mógłby panią porwać. Albo on nie zazdrosny?”

„O mnie?” – zdziwiła się. „Nieee! Jakub jest żonaty z firmą”.

„Nie boli?”

„Co? Że praca jest dla niego priorytetem? To normalne”.

„Zatańczymy?”

„Czemu nie?”

Tej nocy Szymon po raz pierwszy się przestraszył. Między nimi iskrzyło.

Nie była to miłość od pierwszego wejrzenia. Raczej… harmonijne współbrzmienie myśli.

Do tego Zosia miała w sobie urzekającą zwyczajność. Nie klasyczna piękność, lecz niepowtarzalne połączenie rysów i charakteru. Szymon nie mógł się nasycić jej towarzystwem.

Dwa tygodnie później Jakub zadzwonił:

„Szymek, ratuj! Mieliśmy iść z Zośką na koncert, ale w robocie armagedon – bilet się marnuje. Idź z nią, co?”

„Żartujesz? Nie ma koleżanek?”

„Uwierz – nie! To ona sama cię wytypowała”.

„Gdzie ty takie cudo znalazłeś?”

„Jak to?”

„No myślałem, że takie już nie istnieją: nie marudzi, nie obraża się, koleżanek zero. A gotować lubi?”

„Ha, ha, miejsca trzeba znać!” – Jakub rozbawił się. „Przywiozłem ją z zapadłej wsi pod Lublinem. Teraz ciągnie ją do kultury. Dasz radę?”

„Dam, ale uważaj – pierwszy i ostatni raz. Masz szczęście, że wolny jestem”.

Szymon z Zosią spędzili cudowny wieczór. Znów nie mogli się nagadać. Namówiła go nawet na wystawę:

„Słuchaj, Jakub zawsze zajęty, a mnie to interesuje. Jak znaję pracę, poznasz więcej ludzi”.

Gdzie się miał podziać?

Po trzecim „spotkaniu” (tak już to nazywał) postanowił unikać Zosi. Cudza żona – tabu. Koniec.

Jednak całkowite unikanie było niemożliwe – urodziny w ich kręgu świętowano grupowo.

Podczas jednej z takich imprez Zosia usiadła obok niego i spytała bez ogródek:

„Szymon, unikasz mnie? Zrobiłam coś nie tak? Myślałam, że świetnie się razem czujemy”.

„Tak jest. Tylko… czasu brak. I niewygodnie. Skromność nie pozwala mi częściej bawić cudzej żony”.

Zosia wybuchnęła śmiechem:

„Jakub jest tylko za!”

„Za czym?” – mąż oderwał się od dyskusji o wędkarstwie.

„Żeby Szymek chodził ze mną do teatru” – odparła bez zmrużenia okiem.

„Ile wlezie!” – Jakub spojrzał przyjacielowi prosto w oczy. „Na ryby nie chce – zapraszałem”.

Od tamtej pory spotykali się regularnie. „Przecież możemy być przyjaciółmi?” – przekonywał siebie Szymon. „Nie mieszam się w ich związek”. Samokontrola była trudna, ale zaufanie Jakuba działało jak hamulec.

Minęły dwa lata. Szymon utrzymywał kontakt z parą. Próbował budować relacje z innymi, bez powodzenia.

Pewnego dnia Zosia zadzwoniła zapłakana, prosząc o spotkanie.

W małżeństwie przyjaciół od dawna tlił się konflikt. Ona pragnęła dziecka, on – kategorycznie nie. Oddalili się od siebie:

„Wczoraj tak na mnie wrzeszczał, że szyby drżały” – skarżyła się. „Teraz zazdrosny o każdego, nawet o ciebie. Boi się, że odejdę. Szczerze? Już go trochę boję”.

„Rzuca się?” – Szymon spiął się.

„Nie, ale awantury wciąż. Pić zaczął – mówi, że stres rozładowuje. Nie wiem, jak długo wytrzymam”.

Szymon słuchał w milczeniu, gdy nagle ogarnął go strach. W głowie kołatała myśl: „A może jednak się rozstaną?”. Wtedy mógłby wyznać uczucia.

Lecz Zosia dodała:

„Czemu my z Jakubem jesteśmy tak różni? Byłoby prościej, gdybym kochała… no, ciebie”.

Słowa jak cios. Szymon omal nie parsknął śmiechem. Przez cały czas myślał tylko o sobie. Nie przyszło mu do głowy, że Zosia nie podziela jego uczuć. Byli przyjaciółmi!

Gdy się uspokoiła, obiecał porozmawiać z Jakubem. Odprowadzając ją, poczuł ulgę. Jak po wyrwaniu zęba – ból ustąpi, rana zagoi się z czasem.

Rozmowa z Jakubem nie wypaliła. Ten rzeczywiście pałał chorobliwą zazdrością.

„Nie wtrącaj się” – warknął. „I skończcie z tymi wyjściami”.

Po dwóch miesiącach Szymonowi napisała dawna szkolna miłość, wracając do Poznania po latach w Londynie.

Rozgorzała intensywna korespondencja, jakby nie minęła dekada. Szymon przestał myśleć o Zosi. Traf chciał, że na urodzinach znajomego pojawili się razem. Jakub z Zosią też byli.

Szymon nie odstępował towarzyszki, lecz gdy próbował ją pocałować, odsunęła się:

„Nie. Widziałam, jak na nią patrzęsz. Coś między wami jest. Innych możesz oszabiać, ale ja znam cię od dziecka”.

Gdy już zasypiał, zadzwonił telefon:

„Szymek, przyjedź, proszę” – szeptała przerażona Zosia. „Jakub pijany, zamknęłam się w łazience. Grozi, że wyważy drzwi”.

Szymon wezwał taksówkę. Bał się, że Jakub nie wpuści go do mieszkania, lecz drzwi były otwarte.

„Oto nasz bohater” – warknął Jakub, próbując uderzyć. Szymon łatwo uniknął ciosu.

„Mam dość!” – ryczał. „Szymon tu, Szymon tam… Zabrałeś mi żonę!”

„Jesteś idiotą” – odparł Szymon ze współczuciem. „Zosia nigdy mnie nie kochała”.

Jakub znów zamachnął się…

„Prześpij się” – Szymon pokręcił głową. „Zosia dziś jedzie ze mną. Zadzwoń, jak wytrzeźwiejesz”.

W taksówce spytał przerażoną kobietę:

„Masz gdzie nocować?”

„U ciebie nie mogę?”

„To kiepski pomysł”.

„Może i tak” – Zosia łkała. „Ale w jednym się mylisz. Kocham cię. Z tobą czuję się… sobą”.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

dwadzieścia − trzynaście =

Nieswoja żona