Nic nie zapomniałam

„– Coś ty się tak często zaczęła kręcić po szpitalu u siostry? Codziennie pędzisz tam z torbami po uszy – burknął Andrzej do żony Natalii, gdy ta wróciła z kolejnej wizyty i zasiedli do kolacji.

– Czemu cię to tak drażni? – zdziwiła się Nata.

– Nie drażni, po prostu… Rozumiem, to twoja rodzona siostra. Ale Kasia nie jest w ciężkim stanie, ma męża, córkę, syna z żoną… Po co ty się tam włóczysz codziennie? A może tam pracuje jakiś przystojny lekarz i dla niego odwiedzasz Kasię?

– Co za bzdury pleciesz, Andrzej! – skarciła go Natalia. – Lekarka prowadząca to kobieta, więc twoja teoria się sypie…

– Naprawdę, Nata, wytłumacz mi. Po co codziennie po robocie gnasz do szpitala? Wstajesz o szóstej, gotujesz te zupy, kompoty… Potem z pracy pędzisz, pakujesz torbę i znów do Kasi? To jakieś samoudręczenie! Już ledwo zipisz z braku snu.

– Dobrze, powiem, bo nie odpuścisz – westchnęła, zbierając naczynia. – Zaparzę herbatę i pogadamy.

– No już – przynaglił mąż – a toć naprawdę nic nie kumam…

***

Siedemnastoletnia Nata Wierzbicka, po skończeniu liceum, przyjechała do Poznania, by dostać się na studia lub do technikum. Wychowała się w Nowej Wsi, gdzie nie było szans na dalszą edukację. Marzyła o dyplomie prawnika.

Na uczelnię nie weszła, ale dostała się do technikum prawniczego. Cieszyła się jak dziecko – nie wracać do wsi, gdzie czekała tylko praca w sklepie jak matka. Postanowiła zadomowić się w mieście: skończyć szkołę, znaleźć pracę, ułożyć życie. Do rodziców przyjedzie w gości, a jak stanie na nogi – będzie im pomagać.

W liceum chodziła z Witkiem Jaroszkiem, który nie marzył o mieście. Został na wsi, pracował w gospodarstwie rodziców, potem planował wojsko i dalej przy traktorze. Nacie wystarczyło – zerwała, wiedząc, że nie jest jej przeznaczony. Witek szybko ożenił się z Ewą, która od lat za nim wzdychała.

W technikum Nata dostała miejsce w akademiku. Uczyła się na medal, by mieć stypendium. Rodzice przysyłali co miesiąc 500 zł – nie bogaciła się, ale nie głodowała.

Tamten jesienny dzień pamięta w szczegółach… Wracała autobusem z biblioteki uniwersyteckiej, gdzie przygotowywała się do seminarium. Zatłoczony środek transportu, godziny szczytu. Wcisnęła się jak sardynka, myśląc tylko o łóżku.

Gdy wysiadła, odetchnęła – i zdrętwiała. Torba była rozcięta. Portfel zniknął. W środku: cała stypendialna wypłata i 300 zł od rodziców. Zwykle chowała pieniądze pod materac, ale dziś nie zdążyła.

Matka prosiła ją ostatnio o oszczędzanie – ojcu zalegali z wypłatą w tartaku. A teraz? Zostały jej dwie cebule, margaryna, herbata i kasza.

– Czego się mazgaisz? – spytała Julka, współlokatorka.

Gdy Nata opowiedziała, tamta pokiwała głową:

– Samaś winna. Kto nosi całą forsę? Trzeba było wcisnąć w stanik. Teraz czasy – uważać trzeba jak w więzieniu. Świetna z ciebie studentka, ale w życiu gapa.

Nata wiedziała to już sama. Wstydziła się prosić rodziców o pomoc – matka ledwo wiąże koniec z końcem w wiejskim sklepiku, utrzymując jeszcze młodszą siostrę, Olę.

– Chcesz, przedstawię ci sponsora? – rzuciła Julka nagle.

– Kogo?

– No, bogatego wujka. Zapewni ci życie jak u Pana Boga za… no wiesz. Masz fajną urodę, chętni by się znaleźli.

Nacie zrobiło się niedobrze. Julka dorabiała tak od miesięcy, ale dla niej to było poniżające.

– Pożyczysz mi choć trochę? Do stypendium?

– Sorry, wydałam na ciuchy. Ale jak zmienisz zdanie… Gdy brzuch pusty, zasady szybko bledną.

Nata odwróciła się do ściany, tłumiąc łzy. Zasnęła, nie wiedząc, jak przetrwa następny dzień.”

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

1 × 3 =

Nic nie zapomniałam