Twoja osobista odpowiedzialność za zdrowe posiłki mojej córki

— Musisz gotować osobiście dla mojej córki. Ona je tylko zdrowe jedzenie — oświadczyła synowa teściowej.

— Twoja matka w ogóle nie zwraca uwagi na to, co je nasza córka! — po raz kolejny narzekała mężowi Albina. W rodzinie Nowakowskich jedzono to, na co mieli ochotę. Kalorii nie liczono.

Babcia Zofia często piekła ciasta, smażyła naleśniki i placki, którymi z miłością częstowała wnuki odwiedzające ją w weekendy. Była przyzwyczajona do takiego jedzenia i nie widziała nic złego w tym, że dzieci wychodziły od stołu najedzone i zadowolone.

— Młody organizm potrzebuje kalorycznego jedzenia, szczególnie przy szkolnym wysiłku umysłowym — mówiła, nakładając dzieciom na talerze smażone mięso. Wnuki chętnie jadły. Szczególnie lubiła odwiedzać babcię Zofię wnuczka Ola.

— Całkowicie schudłaś… spójrz na siebie! Skóra i kości! — lamentowała Zofia. Ola zajmowała się tańcem, a jej mama, Albina, bardzo dbała o dietę córki. Sama też nie jadła po godzinie szóstej, a jej dieta składała się tylko z produktów zdrowych. Zero tłuszczu, tylko gotowane chude mięso, by utrzymać formę i wagę.

Dla córki ta dieta była normą, ale weekendy u babci były prawdziwą ucztą. Dziewczynka mogła jeść ciasta i bułeczki bez ograniczeń, co często kończyło się problemami żołądkowymi.

Poza Olą, do babci przyjeżdżali inni wnukowie. Oni nie zwracali uwagi na to, co jedzą, więc problemy miała tylko Ola.

— Co jadłaś u babci? — groźnie spytała matka, gdy Ola wróciła do domu, skarżąc się na ciężkość w brzuchu.

— Żeberka z grilla. I lemoniada.

— Kto ci pozwolił?

— Wszyscy jedli, więc i ja.

Albina złapała się za głowę. Zmęczyło ją ciągłe tłumaczenie teściowej, że jej córka potrzebuje specjalnej diety.

— Widzisz — zwróciła się do męża — twoja matka mnie nie słucha! Mało tego, że sama je niezdrowo, to jeszcze psuje żołądek innym!

— Co mogę zrobić? Ona tak się przyzwyczaiła.

— Porozmawiaj z nią sam! Mnie ona nie traktuje poważnie, uważa, że wymyślam bzdury i źle wychowuję naszą córkę!

— Alu, ale szczerze mówiąc, nie rozumiem, jaki to problem te ciasta. Ja na nich wyrosłem… i jestem zdrowy.

— Zdrowy? Zerknij na siebie! Z jakim brzuchem, a to wszystko wina twojej mamy!

— Co ma do tego moja mama?!

— Przyzwyczaiła cię do tłustego jedzenia, a teraz chce to samo zrobić naszej córce.

— Nie przesadzaj, Albina, komu moja mama zniszczyła życie? — oburzył się Krzysztof.

— Nie przesadzam! Zobacz na Pawła! W wieku trzynastu lat waży prawie 90 kg! A Mała? Ma tylko pięć lat, a już jest jak mały Kubuś Puchatek!

— Dzieci nie powinny być zbyt chude.

— Właśnie! Nawet mówisz jak Zofia! — Albina pokręciła głową, wiedząc, że spór z mężem jest bezcelowy.

— Mamo, mogę iść spać? — zapytała Ola.

— Nie. Najpierw pójdziesz na bieżnię. Musisz zrzucić to, co przytyłaś. Do przodu — skinęła na niedawno kupiony sprzęt, a córka z westchnieniem poszła do niechcianej maszyny.

Ola nie lubiła, gdy mama zmuszała ją do marnowania czasu na bieżni. Niczego interesującego w tym nie widziała. Uwielbiała za to tańczyć.

Po weekendzie zajęcia taneczne przychodziły jej z trudem, a kostium trochę uciskał. Ale do piątku dziewczynka wracała do formy. A potem wszystko zaczynało się od nowa. Ciasta u babci Zofii były pyszne i nie mogła sobie ich odmówić, zwłaszcza gdy babcia takę chciała ją nakarmić.

To błędne koło trwało, aż pewnego dnia Ola znalazła się w niezręcznej sytuacji i nie mogła dopiąć kostiumu na występ. Albina wpadła w furię. Nie mogła uwierzyć, że w kilka dni jej córka tak się zaokrągliła. Wszystko dlatego, że wyjechali wraz z mężem w delegację, a Ola musiała spędzić tydzień u babci.

I tu Zofia się nie wahała. Gdy Ola mieszkała tylko u niej, gdyż inni wnukowie przyjeżdżali tylko na weekend, babcia jakby specjalnie postawiła sobie za cel, osiągnąć u wnuczki swoją wizję piękna. W rezultacie dziewczynka nie mogła zapiąć sukienki.

— To już przesada! Jestem… jestem oburzona do głębi! — w emocjach Albina wybrała numer teściowej i wyraziła swoje niezadowolenie.

— Nie rozumiem, co do mnie masz? — spokojnie zapytała Zofia.

— Przez ciebie moja córka ominie końcowy koncert!

— Przeze mnie? — zdziwiła się teściowa.

— Tak! Ty ją utuczyłaś jak prosiątko! Nie może założyć kostiumu!

— No to kup jej nowy, jakie to problemy? Albo oddaj do krawca.

— Co?! Za każdym razem, gdy Ola wraca od ciebie, muszę ją sadzać na dietę, by wróciła do normalnej wagi. Kto cię prosił, by karmić ją tłustym jedzeniem?

— Ja ją karmię tym, co jem sama. Czy ja jestem gruba?

— A nie jesteś?

— Wiesz co… to już przesada.

— Prosiłam cię, byś karmiła Olę według menu, które ci dałam! Dlaczego nie stosowałaś się do niego?

— Bo twoje 'menu’ nie pasuje do nas. Moje domowe 'menu’ jest inne.

— Powinnaś była gotować dla Oli osobiście, jeśli sama nie chcesz zdrowo się odżywiać.

— Jak to sobie wyobrażasz? Dlaczego miałabym zmieniać swoje przyzwyczajenia i gotować to, czego u nas nikt nie je? Kto potrzebuje gotowanej piersi z kurczaka? Nawet mój kot nie lubi czegoś takiego, woli duszone w śmietanie czy majonezie.

Albina zrozumiała, że nie zmieni perspektywy teściowej.

— Dobrze, zrozumiałam. Jeśli trudno ci się dostosować do nas, Ola przestanie przyjeżdżać.

— Cóż… szkoda, będę za nią tęsknić. Ale szczerze mówiąc, wnuki mnie tak męczą, że chętnie odpocznę od nich. Może i Pawła i Małą na trochę przestaną przywozić… Mogłabym przynajmniej pożyć po swojemu, — z urazą powiedziała Zofia.

— Ty tylko myślisz o sobie! Nie myślisz o innych, utknęłaś w swoich przekonaniach! — zawołała Albina i odłożyła słuchawkę. Była bardzo rozczarowana teściową i całą sytuacją. Nie rozumiała, dlaczego tak trudno jest zrozumieć i wspierać ich chęć prowadzenia zdrowego trybu życia.

Zofia spojrzała na telefon i westchnęła.

— Nie doceniają… a przecież robię wszystko dla nich. Pokolenie konsumentów, — powiedziała i poszła do kuchni, by zagnieść ciasto na pierogi. Następnego wieczoru dzieci miały przyjechać, a ona, jak zwykle, przygotowywała obfitą ucztę.

— A gdzie Krzysztof z Albiną? — zapytał starszy syn, zajadając się pierogami.

— Odchudzają się, — odpowiedziała cicho Zofia.

— No i po co? Dobrego człowieka powinno być dużo, — kontynuował średni syn, podając pieroga pięcioletniej Lali, która uwielbiała babcine specjały.

— Jedz, dziecko, póki żyję, — uśmiechnęła się Zofia, patrząc na rumianą Lalę.

Po kłótni z teściową Albina przestała zabierać córkę do babci i zakazała mężowi odwiedzać „królestwo obżarstwa”. Krzysztof był z tego powodu poirytowany, ale nie stanął w sprzeczności z żoną. Przez jakiś czas milcząco i cierpliwie jadł dietetyczne dania i codziennie wieczorem wchodził na bieżnię pod czujnym okiem Albiny. Jednak dieta nie przynosiła efektów.

Może Krzysztof zajadał stres w pracy, jedząc potajemnie szybkie dania, a może metoda Albiny opierała się na błędnych założeniach. Możliwe, że dalej odwiedzał matkę i korzystał z jej przysmaków, łamiąc zakazy żony. To pozostało jego tajemnicą. Nie widząc rezultatów, Albina skupiła się wyłącznie na Oli. Dziewczynka lepiej poddawała się „naukowi” niż dorosły, ukształtowany mężczyzna, który wcale nie chciał chudnąć. W końcu Ola osiągnęła idealną sylwetkę, ale przestała tańczyć.

— Zajmiemy się łyżwiarstwem figurowym, — powiedziała Albina, wybierając dla córki łyżwy.

— Ale ja nie chcę…

— Pokochasz to. Zaangażujesz się, — ucięła troskliwa matka. — Później jeszcze mi podziękujesz.

Czy Ola podziękowała mamie — nie wiadomo. Kto miał rację w tej historii, też pozostaje pytaniem retorycznym.

A ty, po czyjej stronie jesteś? Po stronie Zofii czy Albiny?

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

1 × 4 =

Twoja osobista odpowiedzialność za zdrowe posiłki mojej córki