Wędrówka Dusz.

Przeprowadzenie dusz.

Ola nie potrafiła tego wytłumaczyć, ale miała wrażenie, że dusza jej matki zamieszkała w tej dziewczynce. Zazwyczaj nie wierzyła w takie mistyczne historie, ale tu zbiegi okoliczności były zbyt liczne, by je ignorować. Dziewczynka urodziła się osiem miesięcy po śmierci jej mamy – dusza posnuła się trochę po świecie i wróciła na grzeszną ziemię? Co prawda, fakt urodzenia się nie byłby niczym znaczacym, gdyby nie to, że urodziła się dokładnie w dniu urodzin mamy, równo czterdzieści sześć lat później.

To jednak nie był koniec zbiegów okoliczności. Ola została zatrudniona jako opiekunka do tej dziewczynki, co było jej drugą pracą jako niania – wcześniej opiekowała się młodszą siostrą koleżanki z klasy, a teraz znalazła się tutaj. Nie planowała pracować jako niania przez całe życie; próbowała dostać się na psychologię, ale za pierwszym i drugim razem zabrakło jej kilku punktów, za trzecim na pewno się uda. Nie chciała pracować jako sprzedawczyni czy kelnerka. Niania to nie tylko praca, to też przyjemność. Dzięki wspaniałym listom referencyjnym, młoda kobieta zgodziła się ją zatrudnić, chociaż z okresem próbnym, a Ola uczciwie wyznała, że planuje pójść na studia w ciągu roku. Mama dziewczynki, Karina, była o około pięć lat starsza od Oli i od razu zaproponowała przejście na „ty”.

– No to świetnie, Ania już niedługo pójdzie do przedszkola specjalnego – uspokoiła ją Karina. – Jest bardzo rozwinięta, już dawno mogłaby zacząć edukację, ale ciągle się martwię, a ma też specjalne zajęcia każdego dnia. Ma pewną wadę, o której nie mówiłam ci wcześniej. Mam nadzieję, że to nie problem, bo wiele niań boi się dzieci z orzeczeniem o niepełnosprawności lub oczekuje wynagrodzenia, na które mnie nie stać.
Ola wyobraziła sobie coś strasznego, jak np. rozszczep podniebienia wymagający operacji albo epilepsję.
– Ania ma wrodzoną wadę słuchu, to jest dziedziczne…
Ola uśmiechnęła się i przerwała.

– Nie musisz mówić, wiem, co to jest. Mieliśmy to w rodzinie.
– Dlatego cię zaprosiłam. Nasza wspólna znajoma mówiła, że twoja mama też na to cierpiała, więc się nie przestraszysz.
Ola się nie przestraszyła, tym bardziej że nowoczesne aparaty słuchowe pozwalają prawie całkowicie przywrócić słuch. Mama miała trudniej, komunikowały się w języku migowym.

Ostatnim zbiegiem okoliczności było to, że dziewczynka wyglądała bardzo podobnie – te same ciemne oczy, brwi uniesione w sugestii ciągłego zdziwienia, kręcone nieposłuszne włosy. Ola poszła do ojca i poprosiła o stare albumy mamy – no, identyczna! Powiedziała to ojcu, który tylko ją zganił:
– Dziecko, po prostu tęsknisz za mamą. Jakie mistyczne historie?! Musisz mieć własne dzieci!
Ola zarumieniła się – rzeczywiście na kursach przygotowawczych poznała chłopaka o imieniu Paweł, z którym była już na trzech randkach. O dzieciach myśleć było jednak za wcześnie. Ojciec chyba wszystko zrozumiał po jej czerwonych policzkach.
– Pytałaś, czy w jego rodzinie nikt nie miał problemów ze słuchem?
– Tato!

Rodzice od zawsze zasypywali ich pytaniami — i ją, i brata przekonywali, że poznając kogoś, trzeba pytać o wszelkie możliwe nosicielstwa recesywnych genów, mogących prowadzić do wad, ponieważ zarówno Ola, jak i jej brat Andrzej byli nosicielami tego genu.

– Co, tato…?! – pytać to przecież nie zbrodnia.
Zdecydowała się wycofać. Czy dlatego, że ta historia reinkarnacji była tylko wymysłem, czy może naprawdę dziewczynka była rozwinięta i urocza, Ola bardzo się z nią zżyła i nie chciała myśleć o rozstaniu. Może ojciec miał rację i powinna mieć swoje dzieci? Ale była taka młoda, marzyła o edukacji… Zastanawiała się o tym z Kariną, która codziennie ciężko pracowała, aby zapewnić córce przyzwoite życie.
– Musisz się uczyć! – nalegała Karina. – Musiałam rzucić studia z powodu ciąży i teraz nie mogę awansować ponad pewien poziom, choć mam więcej doświadczenia i wiedzy niż niektórzy nowi absolwenci, którzy potrafią tylko przekładać papiery.

– A ojciec dziecka? – zapytała Ola. Przez cztery miesiące pracy nie słyszała o ojcu dziewczynki.
– Nie ma go – odpowiedziała Karina.
– Jak to nie ma?
– Po prostu. Nie wie nawet, że ma córkę. Poznaliśmy się w innym mieście, gdy przyjechałam do koleżanki, spotkałam go w klubie. To była miłość od pierwszego wejrzenia! Umówiliśmy się na kolejne spotkanie, ale nie wyszło – zerwał ze mną przez e-maila, pisząc, że nie możemy być razem, że zasługuję na kogoś lepszego i takie tam.
– Żartujesz… I nie wiedziałaś, że jesteś w ciąży?

– Nie wiedziałam. Dowiedziałam się tydzień później. Zdecydowałam się urodzić – Karina się uśmiechnęła. – Nigdy tego nie żałowałam.
– Tak, Ania jest cudowna. Bardzo przypomina mi moją mamę – przyznała się nagle Ola.
Karina się roześmiała.
– Widzę, że masz z Anią karmiczne połączenie. Od dawna to zauważyłam.
– Powiedziałam o tym ojcu, ale mnie wyśmiał. Powiedział, że powinnam mieć swoje dzieci.
– Najpierw wyedukuj się, a potem dzieci – przypomniała Karina. – Inaczej będziesz jak ja.

Na Nowy Rok Ola miała lecieć z ojcem do brata do sąsiedniego miasta – ten kierował działem w firmie turystycznej i nie mógł na długo wyjeżdżać. Ola była u brata tylko raz, ale miejsce bardzo jej się spodobało – miał luksusowe mieszkanie na piętnastym piętrze z cudownym widokiem. Przygotowała prezenty, w tym dla Ani – długo szukała misia podobnego do tego, którego miała mama i znalazła. Dziewczynka pokochała misia i oznajmiła, że będzie z nim spać.
Siedząc w przytulnej kuchni brata i rozmawiając, Ola dostała wiadomość od Kariny, która przesłała zdjęcie Ani smacznie śpiącej z misiem. Natychmiast się wzruszyła i pokazała zdjęcie Andrzejowi, opowiadając o karmicznym połączeniu i przeprowadzce dusz.
– Olu, poważnie to traktujesz? Jaka przeprowadzka dusz?
– No, zobacz sama – Ania jest mniej podobna do swojej matki niż do naszej mamy! Zobacz.

Znalazła w telefonie selfie zrobione dzień wcześniej z Anią i Kariną i pokazała je bratu. Andrzej patrzył na zdjęcie długo, a potem zapytał obcym głosem:
– Jak ona się nazywa?
– Ania, przecież mówiłam. No tak, nie jak nasza mama.
– Nie, nie. Dziewczyna.
– Karina. Czemu pytasz?
Brat przełknął ślinę.
– A z Ani… Wszystko w porządku ze słuchem?

– Dzięki, że pytasz, mówiłam już – Ania ma aparat słuchowy! To taka sama cecha! Ojciec Kariny miał to samo, co nasza mama, więc tu mówimy bardziej o genach niż o duchach, ale przemyśl to…
Brat zerwał się i zaczął chodzić tam i z powrotem po pokoju.
– Ile ona ma lat? Kiedy się urodziła?
– Dlaczego pytasz? – Ola zapytała, a potem nagle przykryła usta dłonią, jakby się przestraszyła odkrycia. – Karina mówiła, że ten facet zerwał z nią pocztą elektroniczną i nie wiedział nic o dziecku. To byłeś ty???

Następnego dnia cała trójka leciała z powrotem, szczęśliwie zdobywając ostatnie bilety. Tata ocierał łzy, oglądając zdjęcia nowo odnalezionej wnuczki, Andrzej obgryzał wargi, tak jak w dzieciństwie, wciąż i wciąż pytając o Karinę i Anię. Jedynie Ola była spokojna – wiedziała, że wszystko będzie dobrze. A przesiedlenia dusz nikt nie odwołał…

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

pięć + 20 =

Wędrówka Dusz.