WĘDRÓWKA DUSZ

Przeprowadzka dusz

Basia nie potrafiła tego wytłumaczyć, ale miała wrażenie, że w tę dziewczynkę wstąpiła dusza jej matki. W ogóle nie wierzyła w takie mistyczne rzeczy, ale tutaj było tyle zbiegów okoliczności, że nie sposób było ich zignorować.
Dziewczynka urodziła się osiem miesięcy po śmierci mamy – a co, pomyślała dusza gdzieś wędrowała, a potem wróciła na ziemię, dlaczego nie? Co więcej, fakt, że urodziła się dokładnie w dzień urodzin mamy, czterdzieści sześć lat później, podsycał to przypuszczenie.

Na tym jednak zbiegi okoliczności się nie kończyły. Basia została zatrudniona jako opiekunka do tej dziewczynki. Była to jej druga praca w tej roli – wcześniej opiekowała się młodszą siostrą koleżanki z klasy, a teraz trafiła tutaj. Basia nie planowała przez całe życie zajmować się opieką nad dziećmi, bo chciała studiować psychologię, ale za pierwszym i drugim razem nie udało jej się dostać na studia. Była jednak pewna, że za trzecim razem się uda. Praca w sklepie czy jako kelnerka nie była tym, czego chciała, a opieka była dla niej przyjemnością. Dzięki świetnemu liście polecającemu, kobieta zgodziła się zatrudnić Basię, choć z pewnym okresem próbnym, a Basia uczciwie przyznała, że za rok planuje pójść na uniwersytet. Matka dziewczynki, Agnieszka, była o kilka lat starsza od Basi i od razu zaproponowała, by przeszły na „ty”.

– Dobrze, że przyjęłaś to zlecenie – powiedziała Agnieszka. – Niedługo Ania pójdzie do przedszkola specjalnego, jest taka bystra. Zajęcia ma każdego dnia. No i ma swoje szczególne potrzeby, które chciałam Ci wcześniej omówić. Mam nadzieję, że nie będzie to problem, bo niektóre opiekunki rezygnują z pracy, gdy dowiadują się, że Ania ma status dziecka niepełnosprawnego, albo żądają gaży, na którą mnie nie stać.

Basia wyobraziła sobie już najgorsze: rozszczep podniebienia wymagający operacji, a może epilepsję. – Ania ma niedosłuch nerwowo-czuciowy, to dziedziczna choroba… – przerwała Agnieszka. Basia uśmiechnęła się i powiedziała: – Nie musisz mi tłumaczyć, wiem, co to jest, w naszej rodzinie też się to zdarzało. – Właśnie dlatego Cię zaprosiłam, nasza wspólna znajoma wspominała, że Twoja mama też miała z tym problem.

Basia uznała to za interesujące, chociaż współczesne aparaty niemal całkowicie przywracają słuch. Jednak to mamie było dużo trudniej, musieli się porozumiewać w języku migowym.

Ostatnim zbiegiem okoliczności było to, że dziewczynka wyglądała niemal identycznie – te same ciemne oczy, brwi lekko uniesione na końcach, jakby była ciągle zdziwiona, kręcone, niesforne włosy. Basia wyciągnęła nawet stare albumy mamusi – dziewczynka wyglądała dokładnie jak mama, gdy była mała! Powiedziała o tym tatusiowi, ale on jedynie zganił ją: – Dziecko, po prostu tęsknisz za mamą. Co to za mistyczne pomysły? Powinnaś myśleć o własnych dzieciach!

Basia zarumieniła się – w rzeczywistości poznała chłopaka na kursie przygotowawczym, Piotrka, i poszła z nim na trzy randki. Ale było za wcześnie, by mówić o dzieciach. Ojciec chyba wszystko wyczytał z jej zarumienionych policzków.
– Zapytałaś go, czy w jego rodzinie nie było przypadków niedosłuchu? – Tato, daj spokój!

Rodzice od dziecka namawiali ich z bratem, że trzeba sprawdzać czy w rodzinie potencjalnego partnera nie ma nosicielstwa recesywnego genu, który może prowadzić do niedosłuchu, bo i Basia i jej brat Andrzej byli nosicielami tego genu.

– Co tato…?! – takie pytania nic nie kosztują. Musiała szybko się wycofać. Możliwe, że to jej wyobraźnia stworzyła ideę o przeprowadzce dusz, ale naprawdę polubiła Anię i nie chciała myśleć o tym, że będzie musiała kiedyś się rozstać. Może ojciec miał rację, powinna pomyśleć o swojej przyszłości? Ale była tak młoda, marzyła o wykształceniu… Tak się złożyło, że rozmawiała o tym z Agnieszką, która całe dnie pracowała, by zapewnić sobie i córce przyzwoite życie. – Musisz się uczyć! – nalegała Agnieszka. – Ja musiałam zrezygnować ze studiów przez ciążę, a teraz nie mogę awansować. To takie niesprawiedliwe – jestem bardziej doświadczona, mam więcej wiedzy, a zatrudniają kogoś świeżo po studiach, kto tylko papierki umie przekładać.

– A ojciec dziecka? – ostrożnie zapytała Basia. Nigdy przez cztery miesiące, które pracowała jako niania, nie zjawił się ojciec dziecka. – Nie ma go – odpowiedziała Agnieszka. – Jak to nie ma? – No właśnie tak. Nawet nie wie, że ma córkę. Poznaliśmy się w innym mieście, przyjechałam do przyjaciółki na tydzień, spotkałam go w barze. To była miłość od pierwszego wejrzenia! Plany były, że się wkrótce spotkamy – albo przyleci do mnie, albo ja do niego. Ale nie wyszło – zerwał ze mną przez e-maila – pisał, że przeprasza, że nie możemy być razem, że zasługuję na kogoś lepszego i takie tam.

– O rany… A nie wiedziałaś, że jesteś w ciąży? – Nie wiedziałam. Dowiedziałam się tydzień później. No i postanowiłam urodzić – Agnieszka uśmiechnęła się. – Nigdy nie żałowałam. – Tak, Ania jest wspaniała. Tak bardzo przypomina mi moją mamę – niespodziewanie przyznała Basia. Agnieszka się roześmiała. – Macie z Anią karmiczne połączenie, dawno to zauważyłam. – Powiedziałam o tym tacie, a on mnie wyśmiał. Powiedział, że powinnam mieć swoje dzieci. – Najpierw zdobądź wykształcenie, a potem myśl o dzieciach – przypomniała Agnieszka. – Inaczej będzie jak u mnie.

Na Nowy Rok Basia razem z ojcem planowała lecieć do brata do innego miasta – kierował działem w biurze turystycznym i nie mógł na długo wyjeżdżać. Basia była tylko raz w odwiedzinach u brata i bardzo jej się tam podobało – miał piękne mieszkanie na piętnastym piętrze, z którego rozciągał się wspaniały widok. Kupiła wcześniej Ani prezent – długo szukała misia podobnego do tego, którego miała jej mama, i znalazła go. Dziewczynka była zachwycona misiem i oznajmiła, że będzie z nim spała.

Siedząc już w przytulnej kuchni brata i prowadząc spokojne rozmowy, Basia dostała wiadomość od Agnieszki, w której Ania słodko spała przytulając pluszowego misia. Basia się wzruszyła i pokazała zdjęcie Andrzejowi, opowiadając całą historię o karmicznym związku i reinkarnacji dusz.

– Basiu, naprawdę? Jaka reinkarnacja dusz? – Ale posłuchaj – Ania nawet mniej przypomina swoją matkę niż naszą! Popatrz.

Znalazła w telefonie selfie, które zrobiły poprzedniego dnia: ona, Ania i Agnieszka. Podała je bratu. Długo się przyglądał, w końcu zapytał innym niż zwykle tonem: – Jak ona ma na imię? – Ania, już Ci mówiłam. No i nie jak nasza mama. – Nie, nie o to. Dziewczyna. – Agnieszka. A co?

Brat przełknął ślinę. – A z Anią wszystko w porządku ze słuchem? – No wiesz, o czym ja tu mówię? Przecież mówiłam, że ma aparat słuchowy! Nawet to mamy wspólne! Ojciec Agnieszki ma to samo schorzenie, co nasza mama, tutaj to bardziej geny niż przeprowadzka dusz, ale trzeba pomyśleć…

Brat podniósł się gwałtownie i zaczął krążyć po pokoju. – Ile ona ma lat? Kiedy się urodziła? – Dlaczego pytasz? – Basia zaczęła mówić, ale potem zamarła, przerażona, zasłaniając usta dłońmi. Drżącym głosem, obawiając się potwierdzić swoje przypuszczenie, wyszeptała. – Agnieszka mówiła, że on zerwał z nią przez e-maila i nie wiedział o dziecku. To byłeś Ty???

Następnego dnia wszyscy troje wracali z powrotem, cudem zdobywszy ostatnie bilety. Tato ocierał łzy, oglądając zdjęcia nowo odnalezionej wnuczki, Andrzej przygryzał wargę jak w dzieciństwie, raz po raz dopytując Basię o Agnieszkę i Anię. Tylko Basia była spokojna – wiedziała, że wszystko będzie dobrze. A przeprowadzki dusz nikt nie mógł zaprzeczyć…

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

6 − jeden =

WĘDRÓWKA DUSZ