Przeprowadzenie dusz.
Zuzanna nie mogła tego wytłumaczyć, ale miała wrażenie, że w tę dziewczynkę wcieliła się dusza jej mamy. Zwykle nie wierzyła w tego typu mistyczne historie, ale tutaj było tyle zbieżności, że trudno było temu nie ulec.
Dziewczynka przyszła na świat osiem miesięcy po śmierci mamy Zuzanny – cóż, jej dusza mogła błąkać się tam, gdzie było jej potrzebne, a potem powrócić na ziemię, dlaczego nie? Co więcej, urodziła się w dniu urodzin mamy Zuzanny, równo czterdzieści sześć lat później.
Na tym nie kończyły się podobieństwa. Zuzannę zatrudniono jako nianię do dziewczynki. To była jej druga praca jako niania – pierwszy raz opiekowała się młodszą siostrą swojej koleżanki z klasy, a teraz trafiła tutaj. Zuzanna nie planowała całe życie pracować jako niania; starała się o przyjęcie na psychologię, ale za pierwszym i drugim razem zabrakło jej minimalnie punktów. Za trzecim razem na pewno się uda.
Praca w sklepie czy jako kelnerka nie pociągała Zuzanny, a bycie nianią nie wydawało się pracą, ale czystą przyjemnością. Dzięki świetnym referencjom kobieta zgodziła się ją zatrudnić, choć z okresem próbnym. Zuzanna szczerze przyznała się, że za rok planuje iść na studia. Matka dziewczynki, Karina, była kilka lat starsza od Zuzanny i od razu zaproponowała przejście na „ty”.
– To dobrze, Ania wkrótce zacznie chodzić do specjalnego przedszkola – uspokajała ją Karina. – Jest tak rozwinięta, że już dawno mogłaby tam pójść, ale ciągle się martwię, a do tego codziennie ma specjalne zajęcia. Ma pewną cechę – jeszcze ci o tym nie powiedziałam, mam nadzieję, że nie będzie to dla ciebie problemem. Wiele niań przeraża status dziecka z niepełnosprawnością, albo żądają takiej pensji, na którą mnie nie stać.
Zuzanna wyobrażała sobie coś strasznego, może dziewczynka ma rozszczep podniebienia i czeka na operację, a może choruje na epilepsję.
– Ania ma niedosłuch sensoryczno-nerwowy, to choroba dziedziczna…
Zuzanna uśmiechnęła się i wtrąciła.
– Nie musisz mówić, znam to, w mojej rodzinie też się to zdarzało.
– Dlatego cię zaprosiłam, nasza wspólna znajoma mówiła, że twoja mama też na to cierpiała, więc nie przestraszysz się.
Zuzanna się nie przestraszyła, w dzisiejszych czasach nowoczesne urządzenia pozwalały prawie całkowicie przywrócić słuch, w przeciwieństwie do mamy Zuzanny, z którą porozumiewała się w języku migowym.
Ostatnim podobieństwem było to, że dziewczynka wyglądała bardzo podobnie – te same ciemne oczy, brwi uniesione jak gdyby była ciągle zdziwiona, kręcone niesforne włosy. Zuzanna poszła do ojca po stare albumy mamy – dziewczynka była w dzieciństwie jej idealną kopią! Kiedy powiedziała o tym tacie, tylko ją zbeształ:
– Córeczko, po prostu tęsknisz za mamą. Jakieś mistyczne wymysły? Musisz zacząć myśleć o swoich dzieciach!
Zuzanna się zmieszała – poznała na kursach przygotowawczych chłopaka o imieniu Paweł i już trzy razy byli na randce. Ale rozmowa o dzieciach była jeszcze na wyrost. Tata chyba wszystko zrozumiał po jej zarumienionych policzkach.
– Pytałaś go, czy w jego rodzinie nie ma przypadkiem niedosłuchu?
– Tato, daj spokój!
Od dziecka męczyli ich tymi pytaniami – i ją, i jej brata Tomasza – przypominając, że trzeba jeszcze na etapie znajomości dowiedzieć się, czy potencjalny partner nie jest nosicielem recesywnego genu prowadzącego do niedosłuchu, bo Zuzanna i jej brat byli jego nosicielami.
– Co tam, ojcze, przez pytanie nikt od pieniędzy się nie wzbogaci – ironizowała Zuzanna.
Przez to, czy naprawdę dziewczynka była rozwinięta i wspaniała, Zuzanna bardzo się z nią związała i nie chciała myśleć o rozstaniu. Może tata miał rację, że powinna mieć swoje dzieci? Ale była tak młoda, miała marzenia o studiach.
Z rozmowy z Kariną, której nigdy nie było w domu, bo musiała pracować, by zapewnić sobie i córce znośne życie, wyszło jedno: – Musisz się uczyć! – nalegała Zuzanna. – Ja musiałam rzucić studia przez ciążę, teraz nie mogę awansować wyżej, a to boli – mam więcej doświadczenia i wiedzy, ale zamiast mnie zatrudniają świeżo upieczonego absolwenta, który tylko umie przekładać papiery.
– A ojciec dziecka? – zapytała Zuzanna. Ani razu podczas czterech miesięcy pracy niani nie zauważyła, by ojciec pojawił się na horyzoncie.
– Nie ma go – odpowiedziała Karina.
– Jak to nie ma?
– A no tak. Nawet nie wie, że ma córkę. Poznaliśmy się w innym mieście, pojechałam do przyjaciółki na tydzień, spotkałam go w barze. To była miłość od pierwszego wejrzenia! Umówiliśmy się na kolejne spotkanie – albo on przyleci do mnie, albo ja do niego. Ale się nie udało – zakończył naszą relację e-mailem: „przepraszam, nie możemy być razem, zasługujesz na kogoś lepszego” i tak dalej.
– Wow… a ty nie wiedziałaś, że jesteś w ciąży?
– Nie wiedziałam. Zobaczyłam dwa tygodnie później. I postanowiłam urodzić – Karina uśmiechnęła się. – Nigdy tego nie żałowałam.
– Tak, Ania jest cudowna. Tak bardzo przypomina mi moją mamę – przyznała się Zuzanna.
Karina zaśmiała się.
– U was z Anią jest jakaś karmiczna więź, zauważyłam to już dawno.
– Powiedziałam o tym ojcu, a on mnie wyśmiał. Zdaniem taty powinnam mieć swoje dzieci.
– Najpierw się wykształć, a potem pomyślisz o dzieciach – przypomniała Karina – Inaczej skończysz jak ja.
Na Sylwestra Zuzanna razem z ojcem planowała polecieć do brata do innego miasta – ten prowadził dział w biurze podróży i nie mógł na długo wyjeżdżać. Zuzanna odwiedziła brata tylko raz, a jego wspaniałe mieszkanie na piętnastym piętrze zrobiło na niej wielkie wrażenie. Długo szukała prezentu dla Ani – misia podobnego do tego, który miał w dzieciństwie jej mama, i w końcu znalazła. Dziewczynce bardzo się spodobał i zapowiedziała, że będzie z nim spać.
Siedząc już na przytulnej kuchni u brata i rozmawiając, Zuzanna dostała wiadomość od Kariny, w której Ania słodko spała, tuląc swojego pluszowego misia. Zuzanna się wzruszyła i pokazała zdjęcie Tomkowi, opowiadając całą historię o karmicznej więzi i przenikaniu dusz.
– Zuza, czy ty tak na serio? Przeprowadzanie dusz?
– Ale posłuchaj – Ania nawet mniej podobna jest do swojej matki niż do naszej mamy! Spójrz.
Znalazła na telefonie selfie, które zrobiły razem dzień wcześniej – ona, Ania i Karina, i podała je bratu. Patrzył na zdjęcie długo, potem zapytał obcym głosem:
– Jak ona się nazywa?
– Ania, przecież mówiłam. Może nie tak jak nasza mama, ale…
– Nie, nie Ania… Dziewczyna.
– Karina. A czemu pytasz?
Twarzy Tomka pokryło napięcie.
– To ile lat ma ta Ania? Kiedy się urodziła?
– Dlaczego pytasz? – Zuzanna wyglądała na zdezorientowaną, potem nagle zakryła usta rękami. Z przerażeniem, nie chcąc spłoszyć swojej intuicji, wyszeptała: – Karina mówiła, że ojciec zostawił ją przez e-maila i nic nie wiedział o dziecku. To byłeś ty???
Następnego dnia całą trójką wracali razem, cudem zdobywając ostatnie bilety. Tata wycierał łzy, oglądając zdjęcia nowo znaleziona wnuczka, Tomek nerwowo przygryzał wargi, pytając Zuzannę w kółko o Karinę i Anię. Tylko Zuzanna była spokojna – była pewna, że wszystko dobrze się ułoży. Nawet pomysł o przeprowadzce dusz wydawał się być w tym wszystkim naturalnym.



