Pozdrowienia od Przyjaciela

„HEJ OD FELIKSA”

— Obyś się zakrztusiła! — wrzeszczała starsza kobieta w czarnym, wełnianym berecie. — Jeszcze ci to wyjdzie bokiem, obiecuję! Pilnuj się, żebyś nie zadławiła się tym ostatnim posiłkiem!

Alicja stała z otwartymi ustami, ściskając w dłoniach paczkę mrożonych krewetek. Ostatnią w promocji. Szalona babcia próbowała wyrwać towar z jej rąk, a gdy spotkała się z oporem, zasypała ją przekleństwami. Klienci sklepu przyglądali się ohydnej scenie. W końcu starsza pani odjechała z wózkiem w stronę działu z przyprawami, a Alicja powłóczyła się do kasy.

— Pierwsza wzięłam te głupie krewetki — myślała. — Ani jednego złego słowa nie powiedziałam, a ona jak na mnie napadła! Wariatka…
— Ona tu przychodzi jak do pracy — pocieszała kasjerka. — Zawsze znajdzie powód do awantury. Raz nawet komuś koszyk zabrała, a potem zostawiła go przy kasie. Po co jej to?
Alicja wymusiła uśmiech. Pewnie wiosenne przesilenie. Nie warto się przejmować. Gdy wróciła do bloku przy ulicy Krokusowej, w oknie trzeciego piętra dostrzegła swojego kota. Feliks, ujrzawszy właścicielkę, przycisnął łapę do szyby.
— Hej, Feliks! — zawołała, machając mu.

***
W domu Alicja przygotowała kolację. Ledwie usiadła, Feliks wskoczył jej na kolana. Pręgowany dachowiec w białych skarpetkach, zwykle grzeczny, tym razem bezceremonialnie ściągnął krewetkę z widelca, a drugą zrzucił na podłogę, połykając ją w mgnieniu oka.
— Feliksie, co ty wyprawiasz? Wszyscy dziś mają humory?
Kot nawet nie czekał na reprymendę — uciekł do pokoju. Wieczorem Alicja zasnęła przed telewizorem, a Feliks wtulił się w jej szyję, mrucząc. Obudził ją nagle przeraźliwy syk. Kot stał wygięty w łuk, wpatrzony w kąt mieszkania.
— Feliks? Co tam jest? — zjeżyły jej się włosy na karku.
Zwierzę postąpiło kilka kroków, sycząc głośniej. Nagle wróciło do siebie, wskakując na kolana i chowając pyszczek w jej ucho.

***
Nocą Alicja czuła, jak Feliks co chwilę obchodzi mieszkanie, jakby pilnował przed intruzem. Znów obudził ją syk. Kot stał w rogu, walcząc z niewidzialnym wrogiem.
— Co tam jest?! — zapaliła lampkę.
Feliks podbiegł do łóżka, miaucząc nerwowo. Zwykle tak błagał o smakołyki.
— Czego chcesz? — wzięła go na ręce, lecz wyrwał się i pognał do kuchni.
Usłyszała brzęk tłuczonego szkła. Na stole stał Feliks, a na podłodze leżały roztrzaskana cukiernica i porcelanowy dzbanek.
— Boże… — szepnęła, zamiatając odłamki. Nie zauważyła, gdy kot wrócił do sypialni.
— Feliks, nie wchodź do kuchni! — zawołała, zamykając drzwi. — Feliks?
Kot leżał na poduszce, ciężko dysząc. Drżał cały.

***
— Od razu zadzwoniłam do weterynarza — szlochała Alicja w klinice. — Myśleli, że połknął szkło… A to było zatrucie! Skąd? Mieszkam sama, Feliks nigdy nie wychodzi…
Starsza pani z różową transporterką na kolanach skinęła głową. Z wnętrza wysunęła się biała łapka, dotykając dłoni Alicji.
— Współczuję — szepnęła kobieta. — Nawet moja Madame się smuci.
— A wierzy pani w klątwy? — wybuchnęła Alicja. — Ta wariatka w sklepie… Powiedziała, że to moja ostatnia kolacja! Feliks zjadł krewetki z mojego talerza, a potem… Jakby kogoś odpędzał. Czy on… Czy on wziął moją śmierć na siebie?
— Zwierzęta widzą więcej — odparła staruszka. — Feliks na pewno o panią zadba. Mój Madame przyszła do mnie, gdy byłam samotna. Zmieniła wszystko.

***
Minęły miesiące. Alicja wciąż tęskniła, lecz nie znalazła w sobie gotowości na nowego kota.
— Chyba że Feliks kogoś przyśle — mówiła przyjaciółkom.
Pewnego letniego wieczoru, wracając metrem obok straganów z warzywami i rybami, usłyszała piski.
— Nie przygarnie pani kotka? — rozległ się głos.
Alicja odwróciła się. Stała przed nią znajoma staruszka z kartonem.
— Madame uciekła, niech pani spojrzy — wyjęła białego kociaka w pręgowanych skarpetkach.
— Jak Feliks… Tylko odwrotnie — wydukała Alicja, tuląc malca.
— Ktoś cię przysłał, prawda? — szepnęła, gdy kotek wtulił się w jej ucho. — Feliks załatwił to w kocim niebie…

Mruczący głos opowiadał o spokoju, o przyjaźni. I przekazywał pozdrowienia od Feliksa.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

4 × cztery =

Pozdrowienia od Przyjaciela