Dlaczego ludzie stali się niewdzięczni? Może jestem zbyt dobry!

Dlaczego ludzie stali się tacy niewdzięczni? Chyba jestem zbyt dobry!

Po prostu wchodzą mi na głowę

Mam problem – jestem zbyt dobrym człowiekiem…

Gorycz życzliwości

Niedawno, po śmierci ojca, mama zapytała mnie, czy nie warto zaprosić jej siostry, cioci Weroniki, żeby zamieszkała z nią w naszym domu na obrzeżach Gdańska. Wspólnie miałoby być im łatwiej – mogłyby się nawzajem wspierać i dzielić się kosztami ogrzewania i prądu. Poza tym nocowanie samej w dużym domu jest mniej przerażające.

Zgodziłem się. W końcu jestem jej siostrzeńcem i człowiekiem z dobrym sercem. Chociaż nigdy nie przepadałem za ciocią Weroniką – odkąd pamiętam, była zrzędliwa, skąpa i złośliwa jak jesienny wiatr. Pomyślałem jednak: może z wiekiem się zmieniła?

Ludzka niewdzięczność

Jakże się myliłem! Ledwie ciocia Weronika się wprowadziła, zaczęły się kłopoty. Mama dzwoniła do mnie prawie codziennie zapłakana. Ciocia szybko przejęła wszystko w swoje ręce – rządziła jak generał, wprowadzała swoje zasady, krzyczała na mamę bez powodu, chowała jedzenie, a sama udawała chorą, żeby tylko nic nie robić.

Pracowałem wtedy w Krakowie, daleko od rodzinnego Gdańska, i nie mogłem wyskoczyć do domu, by się z tym wszystkim uporać. A potem zadzwonili do mnie, że mamy już nie ma.

Wróciłem na pogrzeb z mocnym postanowieniem sprzedania domu – pilnie potrzebowałem pieniędzy. Ale ciocia Weronika tak szlochała na cmentarzu, że serce mi zmiękło. Nie mogłem jej powiedzieć o swoich planach. I gdzie by poszła, biedna kobieta? Jej syn wynajął jej mieszkanie, zostawiając staruszkę bez dachu nad głową. Zdecydowałem: niech mieszka w domu, ile zechce.

Łzy i chaos

Niedługo potem zaczęły się telefony od sąsiadów. Skargi sypały się jedna za drugą. Ciocia Weronika, bez mojej zgody, wycięła winorośle w ogrodzie – te, które ojciec z miłością pielęgnował latami. Zbudowała jakiś kurnik na podwórku. A jej syn, leniwy jak nie wiem co, wprowadził się do niej i urządzał pijackie nocne imprezy.

Zadzwoniłem do niej, powiedziałem wprost: „Tego nie będę tolerował, sprzedaję dom i koniec, nie chcę więcej problemów”. Ale za każdym razem, gdy przyjeżdżałem do Gdańska z planem znalezienia kupca, spotykałem się z morzem łez – nie rzeka, a burza! Lamentowała o mamie, jaka to była święta, jak jej się śni co noc… Topniałem jak wosk i się wycofywałem.

A potem – piorun z jasnego nieba. Z prokuratury otrzymałem wiadomość, że ciocia Weronika z synem usiłowali sprzedać mój dom, używając fałszywych dokumentów. Wściekłem się. Pojechałem do niej, a ona – znów łzy, od progu rzuciła się całować mi ręce, prosić o przebaczenie.

Zaniemówiłem. Trzasnąłem drzwiami i poszedłem nocować do mojej kuzynki Lidy. Opowiedziałem jej wszystko jak na spowiedzi – o łzach cioci, jak mnie rozczuliła. A Lida nagle wybuchła śmiechem: „Szymon, nie wiesz? Ciocia Weronika od dwudziestu lat ma przewlekłe zapalenie przewodów łzowych! Proponowano jej operację, ale odmówiła. Te jej łzy – to nie łzy, tylko zwykłe wydzieliny. Taka żmija jak ona płakać nie umie. To jej złośliwość pogrążyła twoją mamę przed czasem”.

I wtedy sam się rozpłakałem – z żalu i złości. O mały włos jakaś staruszka nie przechytrzyła mnie! O mały włos nie straciłem domu, który odziedziczyłem po rodzicach!

Teraz postanowiłem stanowczo: z mojego serca koniec z dobrocią. Dość bycia miękkim. Ciocia Weronika z jej synem więcej ani mnie, ani domu nie zobaczą. Niech idą, gdzie chcą. A ja w końcu zacznę myśleć o sobie. Chyba zbyt długo byłem zbyt dobrym człowiekiem.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

piętnaście − dwanaście =

Dlaczego ludzie stali się niewdzięczni? Może jestem zbyt dobry!