Byłam zazdrosna o Grzegorza i podejrzewałam go o zdradę, a sama zrobiłam coś głupiego. Prawie straciłam ten związek!

Byłam zazdrosna o Grzegorza i podejrzewałam go o zdradę, a sama zrobiłam coś głupiego. Prawie straciłam ten związek!

Trudno jest spojrzeć na siebie z dystansu, zwłaszcza kiedy jest się zakochanym. Trudno postępować zgodnie z własnymi pragnieniami, gdy chce się dać wszystko drugiej osobie. Jednak trzeba to zrobić w pewnym momencie, jeśli chce się zachować duszę, serce i partnera.

Zawsze marzyłam o rodzinie. Kiedy poznałam Grzegorza wiedziałam, że to ten jedyny. Był miły, uprzejmy, inteligentny, zabawny. Często wychodziliśmy, organizowaliśmy romantyczne weekendy. Przepiękne chwile! Moje szczęście trwało trzy lata. Potem wszystko się zmieniło, właśnie pod koniec trzeciego roku związku. Nie wiem, może czegoś zaczęło mi brakować, może poczułam się trochę zaniedbana, a może wszystko było tak idealnie, że zaczęłam się zastanawiać, czy to w ogóle jest prawdziwe!

Najpierw pojawiły się wątpliwości. Nie miałam niby powodu, by podejrzewać o cokolwiek Grzegorza. Nigdy nie dał mi takiego powodu. Jednak potem zaczęłam się zastanawiać nad tym i myśleć, że może wcale nie jest tak czysty i niewinny. Szukałam problemów na siłę, dręczyłam się. Zaczęłam go obserwować, śledzić, kiedy wychodzi, kiedy wraca, z kim rozmawia, z kim się spotyka…

Na początku wydawało się, że nie zauważa mojego dziwnego zachowania, ale potem się zdenerwował i tak zaczęły się między nami kłótnie. My, którzy nigdy się nie kłóciliśmy się, teraz prawie codziennie się awanturowaliśmy się. Raz nawet uderzył mnie, kiedy powiedziałam, że pewnie ma kogoś na boku, skoro nie chce wyjść ze mną.

Tłumaczenia, że jest zbyt zmęczony, nawet wyczerpany, nie pomagały, a ja tak histerycznie powtarzałam, żeby przyznał się do zdrady, że w końcu go wściekłam i sytuacja eskalowała. Po policzku też się opamiętał, ale jakby się rozładował. Westchnął, powiedział, że bardzo żałuje i zapytał, czy chcę się rozstać. To mnie zaskoczyło. Nie spodziewałam się tego. Nie chciałam się rozstawać, kochałam go, ale on nalegał. Twierdził, że jeśli nie jestem z nim szczęśliwa i jeśli coś mnie niepokoi, to powinniśmy dać sobie czas… I wyprowadził się.

Mój świat nagle runął. Próbowałam rozmawiać z Grzegorzem, przeprosić, coś wyjaśnić, ale nie udawało się. Unikał mnie. Powiedział, że potrzebuje czasu, by być sam i przemyśleć, że daje mi również czas na zastanowienie się, czy go kocham.

Dwa tygodnie po rozstaniu zadzwonił do mnie. Chciał podzielić się tym, że awansował w pracy. Rozmawialiśmy przez dwie godziny, aż bolała mnie ręka od trzymania telefonu. Odkryłam, że są rzeczy, których wcześniej o nim nie wiedziałam, np. o jego charakterze. Nie zauważyłam, że przez codzienne drobiazgi przegapiłam wiele miłych cech i delikatnych gestów w jego zachowaniu. Po zakończeniu rozmowy było mi strasznie smutno. Szczerze żałowałam, że przez głupią zazdrość straciłam człowieka, który tak bardzo mnie cenił.

W następnych dniach kontynuowaliśmy rozmowy. Czasami przez 10-15 minut, innym razem przez 2-3 godziny. Rozmawialiśmy o wszystkim, co działo się w ciągu dnia, o wspólnych znajomych, o filmach, książkach, nawet o polityce. Gorąco omawialiśmy różne sprawy, a ja coraz bardziej przekonywałam się, że nie pomyliłam się za pierwszym razem, że on jest tym jedynym, ale nie chciałam niczego przyspieszać. Nie chciałam go znowu odstraszyć.

Chciałam, żeby zrozumiał, że go kocham, że jestem tą, w której się zakochał, że nadal jestem taka sama i że warto, abyśmy byli razem na zawsze. I wtedy pojawił się ktoś inny – kolega, który niedawno rozstał się z dziewczyną. Zaprosił mnie na kawę, żeby porozmawiać o radzeniu sobie z „byłymi”. Potem zaprosił mnie na basen, do hotelu… Ostatniego kroku nie zrobiłam.

Miałam wyjść za mąż, ale zakochałam się w bracie narzeczonego! Nie wiem, jak rozwiązać ten bałagan!

Zatrzymałam się w porę i zadałam sobie pytanie, dlaczego robię rzeczy, których bałam się, że Grzegorz je robi? Czy miłość minęła tak szybko i czy w ogóle chcę uratować swój związek… Może chciałam się zemścić, poczuć się pożądana, „wartościowa, ale w rzeczywistości czułam się źle. To nie byłam ja…

Zadzwoniłam do Grzegorza i powiedziałam, że musimy się spotkać. Tym razem nie odmówił. Może wyczuł coś w moim głosie. Przyszłam wcześniej do kawiarni, gdzie mieliśmy się spotkać. Zamówiłam zimną wodę, żeby się uspokoić, zanim się pojawi.

W pewnym momencie przede mną pojawił się ogromny bukiet stokrotek – to moje ulubione kwiaty. A na jednym z kwiatków widniał mały, ale piękny pierścionek. Dosłownie się zadławiłam, popijając wodę. Nie spodziewałam się takiego obrotu sprawy. Rzuciłam mu się na szyję i zamarłam. Nie chciałam go puszczać, żeby nie stracić tej chwili. Oczywiście, po pierwszym szoku (wiecie, że stres powodują także radosne wydarzenia), powiedziałam „tak”.

Wzięliśmy ślub podczas skromnej ceremonii w małym kościółku w Opolu i podarowaliśmy sobie najwspanialszą podróż poślubną.

Pełny miesiąc (nie tylko tydzień, jak to bywa u dzisiejszych nowożeńców z powodu wiecznych zobowiązań i braku czasu, ale prawdziwy miesiąc miodowy) podróżowaliśmy po Europie na rowerach. Nie ma lepszego sposobu, by naprawdę poznać drugą osobę, niż podróżowanie razem.

Nigdy więcej nie pozwoliłam sobie na wątpliwości wobec Grzegorza. Nigdy nie opowiedziałam mu o spotkaniach z kolegą. Zdecydowałam, że moje nowe życie powinno być życiem mojego nowego „Ja” – uśmiechniętego, szczęśliwego, ufnego i zakochanego. Już trzy lata jesteśmy szczęśliwym małżeństwem. I jestem przekonana, że nasza miłość przetrwa dużo więcej, bo oboje o nią dbamy.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

10 + osiem =

Byłam zazdrosna o Grzegorza i podejrzewałam go o zdradę, a sama zrobiłam coś głupiego. Prawie straciłam ten związek!